Hard fantasy?

Data: 5 marca 2012
Kategorie: Fantastyka, Fantastyka: Publicystyka
Odsłony: 829
 Like

(pierwotnie opublikowane w lutym 2006)

Zdarzyło się niedawno, że pewien człowiek na małym prywatnym forum pyskusyjnym poprosił o opinie na temat jego opowiadania. Opowiadanie było do bólu przeciętne, osadzone w spranym generycznym świecie fantasy ze standardowym zestawem ras, okraszone masą wysilonych cytatów ze współczesnych filmów. Właśnie ten świat był jednym z moich zarzutów – napisałem, że nie wykorzystał możliwości konwencji, że nie ruszył nawet konstrukcji świata. Odpowiedzią było, żebym się nie martwił, bo w następnej części będą: „miecze, magia, wiedźmy, paladyni, krasnoludy, wyłkokłaki, starożytne ruiny i zapadłe wiochy”. Jednego Iwana z żelazkiem do paznokci i jednego z wiertarką do kolan poproszę.

Mówi się sporo o końcu gatunku. Bądź co bądź standardowe generyczne fantasy mk. I. (kuchcik z Magicznym Mieczem wyrusza na Wyprawę aby ocalić cośtam, do tego elfy, krasnoludy, niziołki i imiona nie do wymówienia i nie do zapamiętania, koniecznie z dużą ilością apostrofów) w dziele połykania swojego ogona dotarło już w okolice uszu. Więc czy gatunek się skończył? Z pewnością skończył się już jego główny nurt, tkwiący w kajdanach nałożonych mu przez Tolkiena i Dungeons and Dragons, na której to grze wychowało się tylu amerykańskich autorów fantasy. Co z innymi nurtami? Za każdym razem, kiedy zaczyna się rzucanie grudek ziemi na trumnę fantastyki (i SF i fantasy) pokazuje się coś nowego, swieżego. Czasem wypala się to błyskawicznie (steampunk wjechał na stację z masą pary i gwizdania, ale szybko okazało się, że to zwykły podmiejski, z samymi wagonami drugiej klasy), czasem nie. Ciekawe rzeczy stworzył postmodernizm – takiej na przykład „Córce Żelaznego Smoka” nie da się zarzucić sztampowości i setnego powielania schematów. W czym widzę ratunek fantasy? W jej wersji Hard. Zanim powiem co przez to rozumiem, krótki pseudodowód na to, że ludzie faktycznie mają już dość klasycznych światów człowiek+elf+krasnolud+miecz.

Największy sukces powieści fantasy w Polsce? Cóż – oczywiście „Wiedźmin” Andrzeja Sapkowskiego. Przebił się aż do prasy ogólnej, niefantastycznej, a to w Polsce sporo. Ciekawa jest cecha charakterystyczna świata przedstawionego w tej powieści (na tyle, na ile w ogóle jakiś świat tam jest) – jest on zwykłym ludzkim światem, będącym w stanie wojny ze światem magicznym, światem fantasy. Ludzie tam nie są zachwyceni obecnością całego magicznego badziewia i menażerii, w rzeczy samej chcieliby się tego diabelstwa pozbyć i żyć znowu w prostej, pozbawionym magii i łatwej do zrozumienia rzeczywistości. Postać główna, Geralt, zajmuje się (w krótkich przerwach między użalaniem się nad sobą), właśnie walką ze światem fantasy. Ciekawe, prawda? Jeszcze ciekawsze, że podobny pomysł już był – „Północna Granica” Feliksa Kresa. I również spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem. Jego inne powieści, wypchane magią, klątwami i czym tam jeszcze jakby trochę mniej. Czyżby czytelnikom łatwiej przychodziło identyfikowanie się z dość porządnymi w gruncie rzeczy żołnierzami, zwalczającymi wirusa fantasy, niż z potworami na nowe sposoby torturującymi inne potwory. A teraz zupełnie inna skala, bo sukces światowy – George R. R. Martin z jego „Pieśnią Lodu i Ognia”. Cały ten świat i niemal wszyscy jego bohaterowie jest zupełnie niemagiczny, bardzo średniowieczny. Nadejście fantasy jest powolne, złowieszcze, przez kolejne tomy coraz oczywistsze jest, że zajęci wzajemną rzezią ludzie będą w końcu musieli stanąć w obliczu pełnego ataku powracającego świata magii. Na Murze ta wojna już trwa, a nadchodzący świat fantasy przedstawia się wyłącznie jako groza i horror. I też sukces i to jaki! Czyżbyśmy w pożeraniu rzeczonego ogona doszli do punktu, w którym z naszego realnego świata uciekamy w… realne światy, walczący rozpaczliwie z tymi, w które uciekaliśmy dawniej? Nierealnymi, zaludnionymi Innymi Rasami, smokami i przytroczonymi do magicznymi mieczy Bohaterami? Ale te światy też są światami fantasy, nawet jeśli magia i inność pojawia się w nich jako siła obca i wroga, nie jako integralny element rzeczywistości, z którym wszyscy żyją w zgodzie. I tu na scenę wchodzi właśnie pan Martin z Hard Fantasy. Czas powiedzieć, co przez to rozumiem.

blackwater-1024[1]George R. R. Martin odrobił zadanie domowe tak starannie, jak mało kto dotąd. Nie poszedł na żaden skrót, nie skorzystał z żadnego wygodnego, gotowego klocka do budowy światów. Nie użył Szlachetnego Elfa, nie użył Pijanego Krasnoluda, nie użył Nic Nie Rozumiejącego Człowieka. Starannie dopracował religie, historię, systemy społeczne, jego oddanie polityki nieistniejącego świata to po prostu majstersztyk. Cała jego opowieść osadzona jest na rusztowaniach jak z tytanu, na niewzruszonym fundamencie, nigdzie nie zieją dziury, nigdzie nie ma pretekstowości, dorzucenia po prostu kolejnej historyjki w setting przeżuty już przez tysiące innych autorów. To jest praca, wysiłek i wielkość porównywalne z tym co przedtem zrobił Wolfe w „Księdze Nowego Słońca”. Podobnie jak Hard SF bazuje na rzetelnych podstawach nauki, nie zaś newage?owego paranaukowego bełkotu, tak Hard Fantasy Martina ma rzetelne podstawy świata stworzonego całkowicie, spójnie, logicznie. Choćbym posiniał z wysiłku, nawet na chwilę nie potrafiłbym uwierzyć w świat panny Norton, w Smoki 726 i 1/3 panny McCaffrey, czy podobne konstrukty, machnięte po łebkach kilkoma ciosami pędzla w płótno, żeby jak najszybciej, już! już! już! przejść do opowiadania historii. W świat Martina wierzę bez problemu, wymaga ode mnie zawieszenia niewiary tak minimalnego, że czyta się to niemal jak świetną powieść historyczną. Mam szczerą nadzieję, że z tego jednego słowika będzie jakaś solidna wiosna i że na Martinie się to nie skończy. Jakbym nie psioczył na fantasy, jest to mój ulubiony gatunek a Hard Fantasy to coś, na co czekałem od dawna.

Komentuj przez Facebooka
Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.