Konstrukcja rekonstrukcji, czyli wytłumaczenie „rycerzy” dla larpowców.

Data: 30 marca 2014
Kategorie: LARP, LARP: Publicystyka
Odsłony: 5541
 Like

Dawno, dawno temu, w dzikim Mirowie

Nie pamiętam, kto wpadł na pomysł okładania się kijami. Może ja. Może nie. Pamiętam jak siedziałem z kawałkiem znalezionego w lesie kijacha i za pomocą bagnetu strugałem z niego coś na kształt katany. Nazwałem to „Glamdring” a na swoje usprawiedliwienie mam po pierwsze to, że to była ironia (byłem ironiczny zanim to było cool) a po drugie to że miałem 17 lat.

17 lat to jest straszliwy wiek w życiu samca. Wyrasta się z niego w okolicach 25 roku życia. A czasem nigdy.

Jest godzina później a my, z naszymi drewnianymi kijami, okładamy się na zamku w Mirowie. Robimy to też następnego dnia. Jeden losowy chłopak traci jedynkę. Ösöm.

W ponurym zimnym sklepie erpegowym pod mostem kolejowym zakładamy Chorągiew Ziemi Górnośląskiej. I oto jestem odtwórcą historycznym.

Sporo ludzi zaczynało w ten albo podobny sposób. Sporo podeszło do grupki dziwaków okładających się w jakimś parku mieczami. Sporo trafiło przez kolegów.

Prehistoria

Polski ruch odtwórczy zaczął jako chmura entuzjastów, z dużą ilością dobrych chęci i z przyzerowym poziomem wiedzy. Ogólny poziom strojów był zupełnie żenujący, niższy od poziomu na co lepszych dzisiejszych larpach. Wiedzy o prawidłowym stroju nie było w ogóle. Bronie to były jakieś makabryczne sztaby, szyny kolejowe, miecze siedemnastoręczne. Za najbardziej uznanego producenta uchodził Aladin Brwiliński. Miałem miecz oburęczny jego produkcji – ważył 4.5kg (mniej więcej trzykrotna masa miecza historycznego). Jeszcze z pięć lat temu odzywała mi się od czasu do czasu kontuzja po tej szynie. Miecze jednoręczne o prawidłowej masie (około 1-1.3kg) były uznawane za pedalskie i były wyśmiewane. W tym przeze mnie.

Stroje robiło się z elementów składanych po Ciuchach. Faceci biegali w legginsach jako nogawicach. Ci najbardziej obznajomieni, uznawani za ultrasów, zszywali legginsy z dwóch par o różnych kolorach. Miałem wówczas jakieś motocyklowe spodnie, dość przyzwoite buty (otrzymane w prezencie od dziewczyny, która kupiła je we Francji), renesansowo-teatralną koszulę, „tunikę” z plastiku z namalowanymi na niej akrylem Games Workshop złotymi mieczykami, skórzaną taśmę na włosy. Za całą „zbroję” robiły rękawice spawalnicze z doszytymi kawałkami skóry i bezużyteczne karwasze z miękkiej skórki. Wyglądałem tak:

 

Mroczny Ja

To nie był szczególny wyjątek. Sprzęt ochronny w owym okresie to były jakieś straszliwe samoróbki, ludzie w tym wyglądali jak zbuntowane roboty. Znajomy prawie się wykończył z powodu swojego hełmu typu psi pysk – dostał cios mieczem z góry i jego wizura przecięła mu gardło. Byli czasy.

 

Niegdysiejsza Mentalność

Środowisko nazywało siebie wówczas „Ruch Rycerski”, skracane jako „RR”. Niemal każda grupa to było jakieś „bractwo”, chociaż słowotwórstwo rozbuchało się tak bardzo, że na kanale na ircu założyłem jako żart z ówczesnych trendów Starozakonny Pieszy Szwadron Rycerzy Krzyżowców Proroka Mahometa w którym byłem Wielkim Maharadżą Gończym. Chwilami było aż tak źle.

Ogromna liczba ludzi, która w tym siedziała była maksymalnie „wczuta”. Larp 24h/365d. Oni nie chcieli się przebierać za rycerzy, nie chcieli rycerzy udawać, nie chcieli o nich zbierać danych – oni chcieli rycerzami być. Nocne czuwania w kościołach, pasowania, struktury lennej podległości, internetowe pyskusje z argumentami „jestem pasowanym rycerzem i uważaj, co do mnie mówisz”, wszystko to wymieszane chaotycznie z kodeksem Boziewicza.

Notka OT: Kodeks Boziewicza pochodzi z okresu międzywojennego, jest częściowo oparty na obyczajach ówczesnego wojska polskiego, częściowo na konfabulacji autora. W chwili swojego ukazania się uważany był generalnie za totalny idiotyzm. Dzisiaj ukochany przez młodzież korwinistyczną (ten straszliwy wiek 17 lat), która regularnie informuje wszystkich w sieci że wprawdzie chciałaby ich zabić, ale tego nie zrobi bo Kodeks Boziewicza pozwala zabijać tylko przyzwoitych ludzi.

Pamiętam siebie jak stałem w amfiteatrze, w którym ćwiczyliśmy przed grupką skupionych ludzi w moim wieku i pokazując im moją potworną sztabę od Aladina pieprzyłem od rzeczy o symbolice i świętości miecza. Było aż tak źle.

Przyszedł Braveheart i nagle okazało się, że w Polsce jest więcej Szkotów niż w Szkocji. Nie było miasta bez szkockiej zarazy. Przyszły tańce irlandzkie i z jakiejś przedziwnej przyczyny zrosły się z RR, mimo że w obecnie praktykowanym kształcie pochodzą z późnego XX wieku. Ilość Pasowanych, ilość heavymetalowych Wikingów, ilość demonów i świętych i mroku i klimatu narastała wciąż aż doszło do wybuchu.

 

Wielka Wojna z Mrokiem.

Z wewnątrz tego wybuchu ludzie nie widzieli i nie wiedzieli, że w nim uczestniczą. Byłem wtedy zajęty czym innym, obserwowałem to wyrywkowo. Środowisko zaczęło zwalczać klimat i „ethos”. Pojawiła się w końcu rzetelna wiedza historyczna. Pojawiły się grupy stawiające na właściwe tkaniny i kroje. Na konkursach strojów przestały przechodzić skórzane paski wojskowe. Pojawiły się traktaty szermiercze. Sensowni rzemieślnicy. Impezy z wymaganiami. Jednocześnie bardzo ostra reakcja wymierzona w klimaciarzy, heavymetalowców, fantastów i tr00 rycerzy stopniowo wypchnęła ich z głównego nurtu środowiska. Istnieją do dzisiaj, ale środowisko nie uznaje ich w ogóle za część siebie, określając pogardliwym mianem „mroków”.

Doszło do zmiany i pojęciowej i językowej. Największa zmianą było wykrystalizowanie się nowej idei, która wymagała nowego słowa. Słowo „odtwórstwo” i nazwa „ruch rycerski” zaczęły być zarzucane. Pojawiła się „rekonstrukcja historyczna”. Ideą rekonstrukcji jest odtwarzanie kultury materialnej zgodnie ze ścisłą metodą naukową. Odtwarzanie na podstawie źródel a tam gdzie ich nie ma, archeologii eksperymentalnej. Reko nie zajmuje się w ogóle odtwarzaniem mentalności, uznając to za niemożliwe. Słowo „rekonstrukcja”/”reko” występowało początkowo wspólnie z „odtwórstwem” bądź „re-enactmentem”. Jest to jednak trochę inna idea. Angielskie „re-enactment” oznacza odgrywanie, odtwarzanie kształtu dawnych zdarzeń. Bitwy bądź ich kawałki, najróżniejsze wydarzenia, coś, co jest edutainmentem odgrywanym publicznie ku nauce i uciesze gawiedzi. Tymczasem rekonstrukcja zajmuje się dokładnie tym na co nazwa wskazuje – rekonstrukcją kultury materialnej. Jej efekty mogą być pokazywane turystom, ale w swojej formie czystej rekonstrukcja jest zliżonym do archeologii eksperymentalnej naukowym dążeniem do odtworzenia kultury materialnej danej epoki.

Zmiana ideowa pociągnęła za sobą mocną zmianę leksykalną i w rezultacie powstały nowe pojęcia a kilka się zdezaktualizowało.

R.R, „Ruch Rycerski”. Użycie tych pojęć to obecnie coś w rodzaju puszczenia głośnego bąka w towarzystwie. Mogą sobie na to pozwolić ludzie z „tamtych czasów” znający się i rozmawiający prywatnie.

„Rycerz” – tu mamy doskonały przykład całkowitej zmiany mentalnej. Początkowo ideał, szczyt dążeń, powód do nocnych czuwań, pasowań i rozdawania sobie wzajemnie tytułów (z „baronami” włącznie, a jakże!) i przywilejów w „bractwie”. Z czasem rola rycerza zaczęła być coraz mniej popularna, ludzie przerzucili się na porządne „robienie” zwykłych zbrojnych, mieszczan, czy szlachty dworskiej. Wobec rekonstrukcji rycerza zaczęto podwyższać wymagania, pojawiły się regularne kłótnie o to czy w ogóle można być rycerzem nie posiadając wierzchowca. Jednocześnie powstawać zaczął klimat coraz większej niechęci wobec ludzi podsumowywanych obecnie pogardliwie, jako „ethos” i „pathos”. Warto zauważyć, że wiele razy z różnych stron padało stwierdzenie (nie wnikam czy prawdziwe) że im więcej ktoś gada o honorze i ideałach rycerskich, tym uważniej trzeba pilnować swojego sprzętu w jego obecności. Na Grunwaldzie powstało określenie „podrycerzyć”, oznaczające kradzież. Dzisiaj słowo „rycerz” ma tak dużo negatywnych konotacji, że używane jest bardzo ostrożnie.

„Bractwo”. Ta nazwa właściwie zanikła. Zostało trochę grup o nazwach ze starych bombastycznych czasów, ale nowopowstające grupy skrajnie rzadko używają tej nazwy. Słowa „bractwa” na określenie grup rekonstrukcyjnych właściwie się nie używa. To słowo przetrwało w mediach i poza reko i nieraz zdarza się, że człowiek zupełnie spoza używa go w rozmowie z nami. Jest to właśnie ostry element identyfikujący go jako kogoś spoza, jako nie jednego z nas.

„Źródło?”. Gdybym miał wybrać jedno słowo określające całe współczesne reko to byłoby to właśnie to. Żądanie przedstawienia naukowej i historycznej podstawy elementu stroju lub działalności. Tam gdzie tylko jest to możliwe każdy element rekonstrukcji musi być poparty źródłem. Milczące wymagania każe, aby każdy element stroju który nie jest całkowicie oczywisty był jego użytkownikowi  znany razem z bibliografią. Kiedy zapytają Cię o szczególną klamrę u paska, taką, jaka nigdy nie pojawiła się jeszcze na jakiejś imprezie, musisz być w stanie wyliczyć się ze źródeł, a te źródła muszą być zgodne (chronologicznie i logicznie) z resztą Twojej rekonstrukcji. Podobnie stwierdzenie niezgodne z powszechnym stanem obowiązującej wiedzy niemal natychmiast spotyka się z żądaniem podania źródła i bez spełnienia tego żądania daleko się w rozmowie nie zajdzie. Robienie czegoś albo ubieranie się w coś, na co nie ma się źródeł jest jednym z elementów bycia mrokiem.

„Mrok”. Również jedna z centralnych koncepcji współczesnego reko. Mrokiem jest ktoś, kto ubiera się w rzeczy na które nie ma źródeł („mroczne” rzeczy) i które daleko wychodzą poza ramy interpretacji. Mrokiem jednak, przede wszystkim, jest ktoś o mentalności odstającej od reko. Eryk Krwawy wiking ze swoimi karwaszami, toporami, heavy metalem i gadaniem o paleniu i gwałceniu jest mrokiem. Pan Zdzisław zwany Sprawiedliwym, który z rąk proboszcza Buwździnowa otrzymał po całonocnym czuwaniu Pas Rycerski a obecnie tłumaczy wszystkim iż muszą być prawi i cnotliwi jako spadkobiercy kultury rycerskiej jest mrokiem. Świeżo zawiązana grupa, która pokupowała sobie miecze i tłucze się nimi w glanach to mroki. Warto nadmienić, że larpowiec nie jest mrokiem jak długo jeździ na swoje larpy i nie ma żadnych pretensji do historyczności czegokolwiek. Ale w chwili, gdy facet w hełmie z plastiku i owijkach z bawełny zaczyna mówić że on jest rycerzem albo jest elfem albo że stara się na codzień przestrzegać Krasnoludzkiego Honoru, wtedy natychmiast staje się mrokiem. „Mroczny” znaczy tyle, co głupi, badziewny, niedopracowany, niezgodny z realiami. „Mroczne buty” to na przykład buty różniące się o 50 lat od datowania imprezy na której się jest (o glanach lub saperkach już nie mówiąc). I znowuż – jeśli ktoś ma niekoszerny sprzęt, bo dopiero zaczyna w rekonstrukcji i powoli kompletuje zestaw podstawowy, może się spotkać z pewną pobłażliwością. Jak długo wszyscy wiedzą, że to tylko stan przejściowy i że ten ktoś postara się dorównać do poziomu grupy tak długo jest pod taką ochroną jak kierowca z koniczynką na samochodzie. Ale ktoś kto zaczyna swój anachroniczny ekwipunek usprawiedliwiać, wymyślać powody dla których może go mieć („polski szlachcic mógł zdobyć hispadon i katzbalgera na polu bitwy!”), wtedy staje się mrokiem. Mrokiem łatwo się stać, trudno przestać nim być.

Ludzie mówiący o bractwach rycerskich i turniejach rycerskich są więc łatwo identyfikowalni jako nie znający obecnego stanu ruchu rekonstrukcyjnego i nie zdający sobie sprawy z ogromnej mentalnej zmiany jaka w nim zaszła. Obecnie mówienie do rekonstruktora o rycerstwie i idei rycerskości, o klimacie epoki i tak dalej to jak mówienie do Palestyńczyka o Żydach.  Dążeniem ludzi w reko jest skompletowanie dobrego i poprawnego ekwipunku, jak również badania nad owym ekwipunkiem. Ściślej – jest to dążenie jednej z odmian reko, jako że nie wszyscy zajmują się rekonstrukcją materialną. Inne nurty to na przykład rekonstrukcja walki wręcz, rekonstrukcja technik kowalskich i metalurgicznych, konkretnego rzemiosła i tak dalej. Można zajmować się próbami pozyskania żelaza antyczną technologią będąc ubranym w dżinsy i polar.

Jednocześnie rekonstrukcja historyczna w ciągu ostatnich 15-20 lat poszła na całym świecie mocno do przodu. Jeszcze w połowie XX wieku historyk mógł zupełnie na poważnie napisać, że nie będzie się zajmował tekstyliami rzymskiego legionisty bo to jest dobry temat dla kobiecych rozmów przy kawce, a nie dla poważnego historyka. To nastawienie od dawna już nie istnieje. Rekonstrukcja wpływa na historię jako naukę i wzajemnie. Dzięki rekonstrukcji historycy nie piszą już bredni o ładowaniu muszkietu przez godzinę i o sześćdziesięciokilogramowej zbroi płytowej. Wraz z nowym podejściem do badań nad kulturą materialną pojawiła się duża liczba ludzi mających czas i chęci odgrzebywać dotąd zagrzebane w mało znanych publikacjach dane. Sam na własne oczy widziałem wątki na forach internetowych, które doprowadzały do zgrania razem kilku dziedzin wiedzy i poczynienia nowych odkryć lub wyjaśnienia rzeczy dotąd niejasnych. Stąd też nieustanna niemal zmiana, odkrywanie nowych rzeczy, wymienianie strojów. Mój mundur muszkietera który jakieś dziesięć lat temu czynił mnie absolutnie hardcorowym i koszernym obecnie jest już niemal mroczny i po powrocie do Polski będę go musiał wymienić (zrobić nowy) zgodnie z nowszymi badaniami.

Jednocześnie zaostrzają się standardy. Coraz mniej akceptowalne jest szycie maszynowe, rosną wymogi wobec tkanin (są grupy, które wymagają materiałów tkanych ręcznie), coraz mniej akceptowalne są kolczugi z kółek zaginanych a nie nitowanych. Dystans między obecnym reko a jego stanem z lat 90tych z ludźmi przebierającymi się w legginsy i wymyślane na poczekaniu malowane tuniki jest gigantyczny.

 

Wahadło i Wewnętrzny Cenzor

Wahadło, kiedy je odpowiednio daleko odciągnąć i puścić, poleci bardzo daleko w przeciwną stronę. Po Wielkiej Wojnie z Mrokiem wszelkie „klimacenie” zostało tak ściśle i ostro usunięte ze środowiska, że stało się czymś porównywalnym z głośnym pierdzeniem w czasie obiadu dyplomatycznego. Ludzie wchodzący na fora rekonstrukcyjne i zaczynający mówić o (jak nazywają to rekonstruktorzy) „ethosie i pathosie” spotykają się z bardzo ostrą reakcją, przypominającą reakcję uczuleniową albo immunologiczną. Najczęściej przypomina to wbicie się z dużą prędkością samochodem w drzewo. Co więcej – ludzie nadzorują nie tylko innych, ale też samych siebie. O przeżyciach „w klimacie” generalnie się nie mówi a jeśli już to ze znajomymi osobami. Jest też pewien sznyt na publiczne okazywanie obojętności wobec klimatu i nastroju.

Pisałem o tym w recenzji larpa Geas, ale przytoczę tę sytuację raz jeszcze. Po nocnej bitwie, jeszcze z hukiem salw w uszach, jeszcze ze skórą suchą po patrzeniu w potężny pożar słomianej chaty (gorąc taki, że niemal fizycznie napierał na twarz) maszerowałem z resztą muszkieterów przez Gniew. Gniew jako miasteczko jest niemal zabytkiem. Wijące się brukowane uliczki, jednopiętrowe kamienice, można łatwo uwierzyć, że idzie się przez barokowe miasto. Pochodnie w rękach, klekot kopyt na kocich łbach, wykrzykiwane komendy, ludzie wiwatujący z okien. To jest recpeta na naprawdę mocne przeżycia, takie, jakich na żadnym larpie się nie uświadczy. Jakby czując to, jakby czując nieodparty nastrój chwili, dwóch chłopaków idących przede mną zaczęło głośno i ostentacyjnie rozmawiać o swoich telefonach komórkowych i pracy w banku. Rodzaj odruchu autoimmunologicznego, obrony przed nastrojem i klimatem, pokazania wszystkim i samemu sobie, że to tylko przebieranie się w stroje i nic więcej.

Ten maksymalny wychył wahadła już chyba minął i obecnie powraca ono w przeciwnym kierunku. Pojawiło się coś takiego jak imprezy fabularyzowane (przypominające historyczny odpowiednik larpów ASG, bez ról jako takich ale ze stronnictwami i głównie militarnymi zadaniami), niektóre grupy bawiły się nawet w wewnątrze larpy.

Reko a Larpy

Ludzie szukający wspólnoty między larpami a rekonstrukcją najczęściej szukają jej z odtwórstwem historycznym w jego stanie z lat dziewięćdziesiątych (z „Ruchem Rycerskim”), nie zdając sobie sprawy z tego, że ten ruch już po prostu nie istnieje. W sferze czysto materialnej doszło do gigantycznej ewolucji w reko, między obecnym stanem a stanem z lat dziewięćdziesiątych (zbliżonym wówczas do obecnego poziomu larpów) istnieje przepaść nie do przekroczenia. Trzeba zrozumieć olbrzymią różnicę w mentalności obu środowisk. O ile dla larpowca strój jest jednym ze środków do celu, gdzie celem tym jest „wczucie się” w klimat gry i w innego człowieka o innej mentalności, o tyle dla rekonstruktora strój jest nie środkiem a celem, a „wczuwanie się” czymś, na co reaguje bardzo negatywnie. Z punktu widzenia rekonstruktora larpowiec w stroju wygląda histerycznie śmiesznie. To nie jest hiperbola. Na konwentach, na których byłem ludzie wygrywający nagrody za najlepszy strój wywołaliby u rekonstruktora albo atak śmiechu albo uśmiech politowania. Z kolei stroje, które u rekonstruktora wywołałyby oszczędne przytaknięcie (jako, powiedzmy, akceptowalne) nawet nie są w konkursach strojów zauważane. Inne są cele, inne są środki, inne są metody i w końcu całkowicie inna jest estetyka obu środowisk. Dla rekoludka różnica między maksymalnie „wypasioną” larpową skórzaną „zbroją” a ubraniem się w różowe tutu, wysokie obcasy, kurtkę kamuflażową i maskę ze świńskim ryjem tak naprawdę właściwie nie istnieje. Jedno i drugie jest czymś z pogranicza komedii i absurdu. Czasem ciężko mu nawet będzie dostrzec różnicę między najgorszym a najlepszym strojem na larpie. Dochodzi tu fakt, iż co lepiej ubrani larpowcy przypominają rekonstruktorom złe, dawno pokonane i pogrzebane „mroczne czasy” lat 90tych.

Jeszcze raz trzeba podkreślić różnicę w estetyce. W strojach larpowych jednym i jedynym kryterium oceny jest to czy coś jest ładne. Coś jest ładne wtedy, kiedy mógłby to namalować Royo albo kiedy mogłoby się pokazać w filmie na podstawie DDków. Względnie jeśli mało zakrywa cycki. Jakakolwiek funkcjonalność, jakość, trwałość i sensowność stroju w ogóle nie są kryteriami oceny. Z kolei w reko wygląd estetyczny stroju nie jest w ogóle kryterium oceny. Ludzie dobierają sobie epoki i „postaci” według tego, co im się estetycznie podoba (albo czym się interesują), ale ta estetyka zmienia się z czasem, a przy ocenianiu stroju kogoś innego nie jest w ogóle brana pod uwagę. Strój może być świetny i wywołać zachwyt będąc przy tym bardzo brzydkim. Rekoludek za świetny może również uznać dobrze zrobiony strój biedoty, taki, na który larpowiec nawet drugi raz nie spojrzy.

Obrazek poniżej podebrany jest z Kramu Jaromiry i Dalebory. Widziany na larpie przez rekonstruktora zostałby prawdopodobnie uznany przez niego za najlepszy strój na całym larpie. Larpowiec najprawdopodobniej nawet go nie zauważy.

Tak wygląda giezło

Punktów stycznych między oboma środowiskami jest bardzo niewiele. Gdzieś pomiędzy nimi leży SCA (o którym więcej innym razem). I larpowcy i rekoludki przebierają się w stroje. Larpowcy najczęściej przebierają się we współczesne rzeczy będące imitacją filmów amerykańskich i okładek książek fantastycznych. Rekonstruktorzy w coś tak oddalonego od tych strojów jak się da.

hourglass-finger-gauntlets-kings-guard-medieval-armor-sca[1]
Larpowiec z SCA.

Poza tym, wątłym, elementem wspólnym całkowicie rozbieżne są cele, sposób identyfikacji, metoda, podejście, fascynacje, interakcje grupowe, imprezy – właściwie wszystko. I reko i larpy są kulturami w dużej mierze nerdowymi, ale wbrew pozorom niewiele mającymi ze sobą wspólnego. Dla człowieka, który jest zupełnie z zewnątrz, który nie jest ani w larpach ani w reko, stojący obok siebie larpowiec i rekoludek mogą wyglądać podobnie, ale dla rekonstruktora ani odrobinę. Co więcej, takie porównania w najlepszym razie irytują, podobnie jak po latach 90tych jednym z „ulubionych wkurwów” stało się „o popatrz, synku, rycerze” (używane wobec wszystkich rekonstuktorów epok sprzed XXw).

 

Rekonstruktor na larpie.

Larp różni się od imprezy rekonstrukcyjnej skrajnie. Zupełnie inne są źródła rozrywki i powody dla których się jeździ na larp. Dla części rekonstruktorów (w tym dla mnie) impreza rekonstrukcyjna ma w siebie wbudowaną sporą dziurę. Człowiek spotyka się z kolegami, pokazuje swój strój i… często to właściwie tyle. Wiele imprez nie wychodzi daleko poza picie w strojach i jedzenie historycznych potraw. Bywałem na takich imprezach, nie lubię ich, nie chcę więcej. Nudzą mnie, bardzo, jednocześnie nie dodając zupełnie niczego do mojej wiedzy. Dalej – część rekonstuktorów lubi „poczuć się w klimacie” (coś, co anglosasi nazywają „period rush”) i ciągły wzajemny dozór czy czasem ktoś się za bardzo nie wczuwa mocno ich nuży. Jadąc na larpa w pewnym sensie zamieniają AB na BA. Patrząc na to z ich punktu widzenia, zamiast na imprezę ze strojami, ale bez nastroju i gry, jadą na imprezę z nastrojem i grą, ale bez strojów. Zaakceptowanie larpowego stroju wymaga dla rekonstruktora pewnego rodzaju mentalnej gimnastyki. Przełączenia sobie dźwigni w głowie, czegoś bliskiego celowemu zawieszeniu niewiary na filmie fantastycznym. Trzeba na jakiś czas wyłączyć sobie optykę reko, potraktować strój wyłącznie jako metaforę, coś symbolizującego strój który naprawdę by tam był. Jest to osobne nastawienie, mentalny kostium, który zakłada się przed przyjechaniem na larpa i zdejmuje się po jego zakończeniu. Tak to przynajmniej wygląda dla mnie, człowieka, który czuje się bardziej rekonstruktorem niż larpowcem.

Swoją drogą nigdy nie przyszło mi do głowy zapytać o wrażenia larpowe innych rekonstruktorów. Jeśli któryś to czyta będę bardzo wdzięczny za krótki komentarz i informację jak wygląda to dla niego.

Komentuj przez Facebooka
Tagi:

79 Responses to Konstrukcja rekonstrukcji, czyli wytłumaczenie „rycerzy” dla larpowców.

  1. Szena napisał(a):

    LRP dobrze przygotowany – jest świetną zabawą 🙂 Impreza dla rekonstruktorów – również może nią być. Kwestia ludzi i nastawienia. Bywałam i na jednych i na drugich. Pamiętam też czasy skórzanych spodni i owijek z królika na glanach. Z mojej perspektywy czasy "ultrasów" mają gigantyczny minus. Na szczęście – mijają. Coraz częściej spotyka się ciekawe zajęcia dla rekonstruktorów na imprezach, choć nadal są to nieśmiałe przebłyski w nastawieniu. Bohurt w wersji fabularyzowanej (minimalnie), a nie polegający jedynie na obaleniu przeciwników, staje się ciekawym i emocjonującym widowiskiem dla widzów oraz świetną zabawą dla uczestników. Uczty z bardem w komplecie nadają kolejny wymiar wydarzeniu.
    Jest lepiej 🙂 Tendencja mnie osobiście się bardzo podoba. Oby tak dalej! 🙂 Przegięcia w jedną, bądź drugą stronę nie dają takiej przyjemności i satysfakcji z pasji jaką jest odtwarzanie/rekonstrukcja/reko *(jakkolwiek by tego nie nazwać) jak łączenie najlepszych elementów ze "starych" i "nowych" czasów.

  2. Maciej Laaser napisał(a):

    Jako rekoludek setnie ubawiłem się czytając tekst. Jest to dobre wytłumaczenie naszego punktu widzenia. Chociaż nieco przekoloryzowane, bo używanie słów "bractwo" czy "ruch rycerski" są na porządku dziennym jako skróty myślowe. Choć rzeczywiście momentami budzą pewne napięcie. Zależy kto i w jakim kontekście to wymawia.

    Wracając do LARPów. Problemem dla wielu rekonstruktorów w zrozumieniu fantastycznych kolegów jest kwestia tego, że ich "stroje" (chociaż chodzi o więcej aspektów) są po prostu idiotyczne. Zupełnie niedopasowane do tego, co się chce osiągnąć. I jestem świadom, że "to tylko zabawa" i "to nie ma służyć tylko wyglądać", ale na miłość boską… Większość z nich to po prostu niechlujstwo, niedbałość i brak pomyślunku. Fantastyka nie polega na absurdalnym wymyślaniu sobie historyjek. Dobra fantastyka musi "działać". Nie ma miejsca na skórzane pancerze, bo to po prostu bzdura a nie fantastyka. Nawet magia powinna mieć jakieś prawa i uzasadnienia, a nie tylko "bo tak". Z drugiej strony nie brakuje LARPowiczów, którzy na swoje stroje wywalili spore sumy. I to wygląda zupełnie inaczej i trzeba kierować ludzi w tym kierunku.

  3. Piotr Smolański napisał(a):

    @Maciej Laaser – podejście o którym mówisz istnieje, ja nazywam je kreatywnym anachronizmem, bo mniej więcej to robi duża część SCA. Robienie rzeczy których nie było, ale które mogły być.

    Pełna zgoda że masa strojów larpowych jest zupełnie bezsensowna i niefunkcjonalna, ale sensowność i funkcjonalność nie są dla larpowców kryteriami oceny, podobnie jak dla rekoludków nie jest kryterium oceny estetyka. Larpowcowi chodzi tylko o to żeby estetycznie mu się to podobało, nic innego właściwie nie jest ważne. Inny świat, inni ludzie.

  4. Maciej Laaser napisał(a):

    Nie chodzi mi o SCA. Mi chodzi o zwykłą logikę. Po prostu jak ludzie widzą bzdurę to nie traktują jej poważnie. Co innego jak coś jest fantastycznego, ale podparte jakąś logiką. Przykładowo szermierka mieczem. Ostatnio robiliśmy walkę pokazową na Pyrkonie w pełnych zbrojach, a potem małe warsztaty mieczowe dla chętnych. Zburzyliśmy światopogląd wielu ludzi…

    Ja wiele rozumiem. Wygląd wyglądem, ale są pewne granice… Tak samo jak czytam jakieś książki fantasy i czytam o jakiś bzdurach wynikających wyłącznie z niewiedzy autora. Generalnie jest tragedia, bo ubiorem wyjściowym większości postaci to lniana koszula i lniane spodnie…

  5. Jan Halicki napisał(a):

    Świetny tekst, już dawno nie widziałem równie dobrej analizy środowiska. Sam zaczynałem ~11 lat temu, w czasach gdy wyłonili się już ultrasi, a mroki jeszcze chowały się po imprezach 😉 Z moją grupą zaczynaliśmy jako okrutne mroki, bractwowe "tuniczki" z naszytą rangą, pasowania, nowicjaty, etc. Z czasem na szczęście uległo to mocnej zmianie i obecnie już możemy zaryzykować stwierdzenie, że jesteśmy grupą na jakimś poziomie ; ) Co do patosu i etosu zostały nam nasze prywatne wyprawy, które polecam wszystkim pragnącym poczuć "klimat" a nie chcącym drażnić innych. Dzień lub dwa pieszej wędrówki w stroju nie tylko działa kojąco na nerwy ale i pozwala właściwie sprawdzić sprzęt na dłuższą metę (dłuższą niż paradowanie w patynkach na 3 – godzinnej uczcie 😉 ). Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne teksty !

  6. Igor napisał(a):

    Autor pominął jeden aspekt, który bardzo mocno wybił się ponad rekonstrukcję. Oczywiście mowa o sporcie. Jest to o tyle ważne w tym temacie, że wielu rekonstruktorów powyciągało stary mroczny sprzęt i wynalazki aby móc walczyć z pełnym kontaktem. W dodatku dość niski poziom rekonstrukcyjny na Wschodzie wprowadził pewnego rodzaju zamieszania w światku rekonstruktorów. W imię zwiększenia funkcjonalności znacznie obniżono standardy poziomu historycznego wyposażenia. Właściwie można dodać pewne informacje o różnicach pomiędzy odtwarzaniem wczesnego i późnego średniowiecza. On ile późnośredniowieczni rekonstruktorzy raczej skłaniają w stronę rekonstrukcji lub sportu, to w przypadku wczesnośredniowiecznych raczej powinniśmy mówić o kreatywnym anachroniźmie. Oczywiście są grupy wczesnośredniowieczne nastawione na rekonstrukcję, ale o tych niewiele się słyszy.

  7. Piotr Smolański napisał(a):

    @Igor
    Tekst jest pisany dla ludzi z zewnątrz i nie chcialem wchodzić w zbytnie detale, to jedno. Drugie że za mało wiem co się dzieje w Średniowieczu żeby sensownie o tym pisać. Nie moja epoka – wróciłem dawno temu z Grunwaldu z mocnym postanowieniem "nigdy więcej" 🙂

    Rozwiniesz o wczesnym średniowieczu jako kreatywnym anachronizmie? Pierwszy raz się spotykam z takim stwierdzeniem. Wydawało mi się że od czasu pojawienia się Wilczego Tropu wcześniaki zrobiły się dość hardcorowe.

  8. Piotr Smolański napisał(a):

    Wiem o co kaman, ale weź pod uwagę że umiejętność stwierdzenia co jest logiczne a co nie jest wymaga bardzo dużej wiedzy którą my zdobywamy latami. Zwykły śmiertelnik nie wie i trudno mu wytłumaczyć że skóra nie jest w ogóle żadnym rodzajem ochrony przed czymkolwiek. Larpowcy tej wiedzy nie mają i nie chcą jej mieć, to ich po prostu nie interesuje. Stroje larpowe to rzecz całkowicie wizualna, bez żadnej podbudowy faktograficznej jakiegokolwiek rodzaju.

    To się odrobinę (odrobinę) zmienia od kiedy producenci filmów takich jak LotR czy GoT wzięli sobie konsultantów z jakąś sensowną wiedzą i nie do końca zignorowali to co ci konsultanci mówili. Ale przepływ wiedzy nie jest ze świata rzeczywistego do larpu, tylko od Hollywoodu do larpu. Z tego że gdzieś na początku tego łańcucha jest realna wiedza ani larpowcy zdają sobie sprawę ani ich to interesuje.

  9. Anonimowy napisał(a):

    Czy przypadkiem autor tego tekstu nie obijał się swego czasu po Orkonach Falkonach Gladionach i innych –ach i doskonale się na nich bawił zanim stał się poważnym rekonstruktorem?

  10. Piotr Smolański napisał(a):

    Proponuję komentować po przeczytaniu tekstu a nie zamiast przeczytania go.

  11. Anonimowy napisał(a):

    Skąd wniosek, że nie przeczytałem? Zadałem zbyt skomplikowane pytanie? Pytam, bo porównuję zdjęcia z konwentów do pewnych stwierdzeń w tekście i mam niezły ubaw… Pozdrawiam ex larpowca, a obecnie khm… poważnego rekoludka.

  12. Piotr Smolański napisał(a):

    Wniosek z używania czasu przeszłego gdzie w tekście wyraźnie jest napisane nie że "byłem" tylko że jestem larpowcem i jeżdżę dalej na konwenty i larpy. I z wyciągania z tego tekstu rzeczy których w ogóle w nim nie ma. Btw – zdjęcie z samego początku tego tekstu jest właśnie zdjęciem z konwentu. Naprawdę, anonimie, nie ma po co robić cyrku z "ukrytą przeszłością" którą z hukiem ujawniasz. Nigdzie nie robię z niej tajemnicy. Nie ma żadnego "khm… poważnego rekoludka". Więc ponownie – komentuj po przeczytaniu a nie zamiast przeczytania.

  13. Zielanna napisał(a):

    Niestety, o ile odtwórcy późnego średniowiecza w ciągu kilku ostatnich lat ruszyli z kopyta z podnoszeniem poziomu, to wcześniacy wciąż tkwią w tym samym miejscu. Wielu wciąż używa skórzanych lamelek, hełmów z "psimi" uszami albo jakichś dziwacznych karwaszy z argumentem- bo przecież mogły być, ale się nie zachowały.

  14. Igor napisał(a):

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  15. Igor napisał(a):

    Sprawa ze wczesnym średniowieczem jest skomplikowana. O projektach rekonstrukcyjnych mało kto wie, bo uczestnicy wolą unikać rozgłosu i zgiełku. Problem nazwijmy to w skrócie "Wolin". Zamknięte środowisko, zatrzymało się na pewnym etapie i niedopuszcza nowych odkryć z zakresu historii. Sukcesem było kiedy ogłoszono zakaz skórzanych lamelek na Wolinie, co oczywiście spotkało się z wielkim niezadowoleniem. Normą jest banda jarlów i wodzów, w dodatku wyglądająch makabrycznie, sktrzyżowanie ubiorów i uzbrojenia mniej więcej od VII wieku do XIII, a jesli chodzi o obszar od Kaukazu i Iranu po Wyspy Brytyjskie. czyli mniej więcej czyli jakby przełozyć na nasze czasy to jak od wojen napoleońskich do dzisiaj. Prostych wojowników ciężko znaleźć. A juz zupełnie komiczne wrażenie sprawiają osoby wyposazone w złocone szyszaki zwane też wielkopolskimi i dość skromnym wyposażeniu osobistym.
    W dodatku wmieszał sie w to problem skrajnych grup neonazistowskich np ONR. Doprowadziło to do tego że na Wolin przyjeżdża z roku na rok coraz mniej grup zagranicznych, a osoby z rekonstrukcji wczesnego średniowiecza nie chcą o nim słyszeć. Swoją drogą zastanawia mnie kto to finansuje.
    Pozostałe imprezy nie związane z rekonstrukcją są w zasadzie kopiami "Wolina" o ile chodzi o kopiowanie realiów w lepszym lub gorszym stopniu.
    Podsumowując chciałbym ująć na czym polega kreatywność i rekonstrukcja. Ideałem rekonstrukcji jest wybranie jednej osoby z historii i jak najwierniejsze odtworzenie jego ubioru uzbrojenia i wyposazenia w ogólności. Czym natomiast jest kreatywny anachronizm. Otóż mamy do czynienia ze zbieraniem sprzętu z całego świata, czasami w ograniczonym odstępie czasowym i próbowaniem czy to do siebie pasuje, oczywiście nie mozna zapomnieć że sprzęt musi być uzupełniony wynalazkami rodem z Holywood, na zasadzie bo "tak mogło być", albo "były materiały, to można wykonać". Nie bardzo się bierze pod uwagę, że materiały owszem, ale nie technologia.

  16. Piotr Smolański napisał(a):

    OK, ale wcześniaki to nie tylko Wikingery. Wiem że w Wikingerach jest stężenie szatana dochodzące do 15 milicarvillianów na metr kwadratowy, ale są też inne wcześniaki. Wspomniany przeze mnie Wilczy Trop ma opinię doskonałej imprezy.

  17. Anonimowy napisał(a):

    Hej, z tej strony Elwira.
    Bardzo podoba mi się Twoje pióro. Przyjemnie czyta się tekst i choć do rekonstrukcji mam bardzo chłodne podejście, podobnie jak i do larpów, to przeczytałam go jednym tchem, bez bólu.
    W reko boli mnie sztywność poglądów osób z którymi się spotkałam, w larpach elfy odgrywane przez ledwo ruszających się grubasków 🙂
    Wolę erpegi ale każdy ma swoje skrzywienia.

  18. Igor napisał(a):

    Piotrek
    O nich napisałem w pierwszym zdaniu. tak jak rycerstwo jest popstrzegane przez Grunwald, tak wczesni przez Wolin. Oczywiście, że wcześniaki to nie tylko wikingiery, ale o nich słychac najwięcej. Wczesne grupy rekonstrukcyjne jesli sa znane to głównie lokalnie.

  19. Anonimowy napisał(a):

    Piotrze z tym brakiem logiki w strojach larpowych to niestety jest racja. Bo niech mi ktoś powie (zawsze mnie to intrygowało) jakim cudem "wojowniczki" walczą w kusych "cycnikach" i biust im nie wylezie z nich podczas walki ? Strój może być jak najbardziej fantastyczny ale MUSI być praktyczny. Sama bywałam w czasach dawnych na larpach ale brakowało mi w nich właśnie tego dopracowania strojów. Za moich czasów ludzie owijali się starym prześcieradłem , malowali jakieś znaki na twarzy i byli "ubrani". Przeszłam w kierunku rekonstrukcji za czasów "mrocznych". I wiem jedno, wielu z nas ma stare zdjęcia z imprez na których widniejemy w koszmarnych strojach. Uśmiechamy się promiennie widząc siebie czy kumpli w tych ciuszkach ale wolimy nosić już te lepsze – historyczne 🙂
    z ukłonami
    Kaya

  20. Anonimowy napisał(a):

    Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

  21. Anonimowy napisał(a):

    oj tam oj tam kuse cycniki są "mniam" 🙂 Równie dobrze można by zapytać, jaki jest sens parowych samolotów w steampunku – przecież coś takiego nigdy nie byłoby się w stanie unieść… Fantazja to fantazja. Pewnie, że fajnie gdy stroje są zrobione porządnie i schludnie. Nie ma nic gorszego, niż odpadający albo odginający się element stroju – gdy coś, co miało być strojem szturmowca z Gwiezdnych Wojen (wykonanym z papieru i masy papierowej) rozkleja się tu i ówdzie, lub gdy wspomniany "kusy cycnik" jest wykonany z użyciem odstającego drutu, który może zrobić krzywdę właścicielce. Co do schludności i porządności wykonania to się zgadzam. Ale co do strojów historycznych – to ma to niewielki sens. Wszak nie było nigdy epoki, w której po Ziemi chodziły elfy, krasnoludy i inne stwory. No i mithrilu nie ma, a szkoda – choć w sumie tytan mógłby być (czasem nawet myślę, że Tolkien mógł mieć ten wspaniały metal na myśli). A co z fantasy mieszanym, gdzie obok elfów i krasnoludów występują kosmici, gobliny zasuwają na klawiaturach supernowoczesnych komputerów, a orkowie to rasa pochodząca z innej galaktyki?? Rekonstrukcja to nauka, a LARP to fantazja – nie ma sensu przykłądać kryteriów naukowych do Larpa, tak samo jak nie ma sensu tego robić wobec fantasy w ogóle – wszak smok zionący ogniem to też "bzdura", bo przecież by się spalił (no chyba, żeby jego ciało miało budowę krzemoorganiczną :).

  22. Anonimowy napisał(a):

    OK, ale zauważ, że LARP to specyficzne "odtwarzanie" rzeczywistości fantastycznej. Jeżeli w takowej występują np. wojowniczki w kusych strojach, albo niepokonani rycerze w lamelkach, to tak właśnie należy to "odtwarzać". Fantastyka to inna, wymyślona rzeczywistość i może się kierować swoimi prawami, niekoniecznie zgodnymi z naszą wiedzą na temat fizyki, chemii itd. Równie dobrze w wymyślonym świecie skóra może być nie do przebicia, a stal może być cienka jak u nas papier. Albo wszystko może być pokryte "magicznym zaklęciem", które gwarantuje nietykalność. Jaki sens fizyczny mają miecze świetlne, smoki ziejące ogniem, czy demony z zębami i pazurami? Jedną sprawą jest to, że strój powinien być porządnie wykonany, nie spadać, nie rozwalać się, i być wygodny – a drugą jest to, że wg naszej fizyki może być bezsensowny. Fantastyka to Alicja w Krainie Czarów, tam wszystko jest możliwe… No chyba, że mówimy o Hard-SF, wtedy rzeczywiście trzeba się trzymać realiów naukowych, jak np. w książkach Lema czy w filmie "Odyseja Kosmiczna".

  23. Anonimowy napisał(a):

    A akurat świat Tolkienowski jest mocno oparty na realiach średniowiecza – a w każdym razie na tym, co o średniowieczu wiedziano w czasach Tolkiena, który był znawcą dawnej literatury. Nie wszystkie światy muszą być tak "realistyczne" – np. świat z książek Andre Norton to mieszanka świata współczesnego (choćby broń palna), epoki wikingów i zupełnie wymyślonej "czarologii". Świat z książek Łukianienki ("Nocny patrol", "Dzienny patrol") to świat współczesny, w którym działają ludzie o nadnaturalnych możliwościach. Światy cyberpunkowe to światy, które mają wartość właściwie wyłącznie estetyczną, bo większość tamtejszych maszyn, które stanowią jego clue, nie miałaby szans działać – choćby samoloty i helikoptery na parę.

  24. Piotr Smolański napisał(a):

    @Kaya

    Po prostu żeby wyglądać ładnie. Dziewczyny pokazują co mają do pokazywania bo lubią to pokazywać. W stroju larpowym przeważnie logiki jest bardzo bardzo niewiele, chodzi wyłącznie o wygląd. Dla niego poświęcone jest wszystko, od sensu po wygodę. Rozumiem Twoje podejście bo moje jest takie samo, ale w naprawdę szeroki spektrum najróżniejszych larpów jest miejsce na każdy typ podejścia. Jeśli dziewczyna nie może błysnąć cycem w skórzanym gorsecie na larpie, to właściwie gdzie może to zrobić? Jasne że te stroje są tak bezsensowne jak się da, ale larpowców nie interesuje ani sens ani realizm. Oni nie chcą "odtwarzać" nieistniejącego świata, ale po prostu ładnie wyglądać na zdjęciach.

  25. Anonimowy napisał(a):

    krótko mówiąc: LARP-a mozna potraktować jak rekonstrukcję, ale _rekonstrukcję rzeczywistości fantastycznej_. To jest odtwarzanie dzieła literackiego lub filmowego, które – mówiąc językiem rekonstrukcji – pełni rolę wymyślonej "epoki historycznej".
    Tak, jak w reko chodzi o jak najwierniejsze odtworzenie np. średniowiecznego Wolina, tak w LARP-ie chodzi o odgrywanie postaci z książki czy filmu, a więc – o jak najlepsze dostosowanie się do realiów opisanych w książce czy filmie. TO, że ktoś uważa stroje szturmowców w Gwiezdnych Wojnach za idiotyczne nie znaczy, że w LARPIE opartym na GW może się przebrać w mundur Navy Seals… albo, powiedzmy, Wehrmachtu. To, że ktoś uważa malutkie skrzydełka u elfów ("fairies", dla odróżnienia od elfów ze świata tolkienowskiego) za totalną bzdurę nie znaczy, że może ich sobie nie dokleić, jeżeli LARP odtwarza fantasy, w którym występują "fairies". Jeżeli bawisz się w wikinga z Asteriksa, to powinieneś mieć rogi na hełmie, mimo że historycznie te rogi to kompletna bzdura – ale wikingowie w Asteriksie właśnie takowe mieli. Choćby nie wiem, jak niefunkcjonalna wydawała się komuś zbroja Obeliksa zrobiona z beczki czy kociołka, to nie może jej zamienić np. na płytówkę "bo miałaby więcej sensu". Jeżeli ktoś odtwarza księżniczkę XENĘ, to nie znaczy, że może zrobić strój, którego nie nosiła bohaterka filmu, bo ten filmowy jest idiotyczny i ma więcej wspólnego z gadżetami i artefaktami BDSM, niż z jakąkolwiek zbroją. Krótko mówiąc – odtwarzając postaci z LARP-a _zawieszamy niewiarę_ w sens tego, co one robią. Tak ja to w każdym razie widzę, ktoś inny może mieć inne zdanie… Ja swoje uargumentowałem.

  26. Anonimowy napisał(a):

    Witom,

    Pozwól więc, że i ja się wypowiem. Chociaż będzie to wypowiedź krótka i treściwa. Zaczynałem w "Ruchu Rycerskim" bodajże w 2001 roku. Owszem, nikt nie wiedział o co chodzi, na początku chodziło tylko o dobrą zabawę, poznanie ciekawych ludzi. Owszem, mrok była porządku dziennym, ale co z tego, skoro w tym okresie priorytetem było PRZEDE WSZYSTKIM spotkanie ze znajomymi i wymiana tego do czego udało nam się dokopać (takie czasy, kiedy tylko dwie osoby miały internet NA MODEMIE 😉 ). Wspólne seesje RPG, wymiana książek fantasy, Onany Barbażyńce, Drizzty Do'Urdeny, te klimaty. W bibliotece niedobór źródeł, na zamku w Malborku fajne wystawy, ale też nikt nie wiedział o co chodzi. Co dalej? Alpejskie kombinacje, próby zrobienia kolczug, próby zrobienia kirysów folgowych, efekt komiczny, ale co z tego skoro z warsztatu wychodziliśmy zadowolenii i bogatsi o nowe doświadczenia. Z czasem poziom się podniósł, teraz to jedna z grup prezentujących wyższy poziom. A co do braku odczuwania klimatu, tego mi właśnie najbardziej brakowało i dlatego odszedłem. Podejście ludzi podchodzących do 'reko' jako do przebierania się w 'historyczne' ciuchy, gdzie ważniejsze staje się to ile ktoś na te ciuchy wydał niż to żeby po prostu dobrze się bawić i coś z tego wynieść. Nie neguje oczywiście poprawności historycznej, która jest wymogiem, i do której trzeba dążyć. Ale czy na pewno jest najważniejsza?

  27. Maciej Laaser napisał(a):

    Ojoj, ale rozpętałem debatę. Ale do rzeczy.

    Wydaje mi się, że porównywanie LARPa i rekonstrukcji to zły kierunek. W pierwszym to ma tylko wyglądać jak, a w drugim to ma być jak. Poza tym jak już pisałem – rozumiem.

    Co do zgodności z prawami fizyki – żebym przyjął i zaakceptował jakieś odstępstwa to muszą być one jakoś wytłumaczone. Ewentualnie musiałbym przyjąć jakieś potężne narkotyki. Inaczej to po prostu bzdura i tyle. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu. I tak podam, że istnienie smoków wielu autorów uzasadnia magią, która umożliwia im zionięcie ogniem i latanie (bo proporcjonalnie przy tym rozmiarach to powinny mieć olbrzymie skrzydła, kilka razy dłuższe niż odległość między końcem ogona i czubkiem nosa). Miecze świetlne też miały uzasadnienie w książkach z tego co wiem. Albo świat steampunka. Tego się nie czepiam, bo to jakaś konwencja. Ale na miłość boską – podróżnik powinien mieć strój podróżnika, a nie arystokraty. To tworzy klimat, jak jest zgodność między postacią i strojem. Inaczej to crapiszcze.

  28. Maciej Laaser napisał(a):

    To prawda. Wiele grup z bractwa stało się stowarzyszeniami. Zarówno jeśli chodzi o sens stricte jak i metaforyczny. Niestety sporo ekip to tylko zbieranina osób o podobnych zainteresowaniach bez żadnej towarzyskiej więzi. Jednak na szczęście nie wszystkie.

  29. Piotr Smolański napisał(a):

    To jest podejście nazywane w RPGówku "symulacjonizmem". Jest przeciwieństwej dominującego w larpach "dramatyzmu". Ale na larpie spotkasz i takich i takich. Czegoś takiego jak larp z symulacjonistycznymi wymaganiami nie ma i raczej nie będzie. Za małe środowisko na taką specjalizację.

  30. Lady Altay napisał(a):

    Wow właśnie mój chop mi podesłał linka 🙂
    I se nawet powspominaliśmy z łezką w oku dawne "heroiczne czasy" 😀 Zgadzam się praktycznie we wszystkim z autorem. Zawieszenie niewiary faktycznie jest trudne. Ale mnie osobiście ostatnio pojawił się przesyt "rekonstrukcją" i marzę o jakimś larpie w klimatach fantasy, w którym mogłabym się na luzie pobawić. I chyba się zacznę rozglądać, bo "rekonstrukcji" mam momentami po dziurki w nosie (jak człowiek za dużo siedzi i grzebie w książkach a potem próbuje to przenosić na praktykę to można sobie zryć banię 😉 ) W sumie jako jedną z najprzyjemniejszych imprez wspominam fabularyzowaną XIII "Pomeranię". Była karczma, były obozy, byli zbójcy, skradanie się po lesie i dzikie barbarzyńskie hordy 😀 W życiu się tak nie wybawiłam 😀
    A co do imprez wczesnych to one też się zmieniają. I ja widzę ostatnio że zmniejsza się "ciśnienie na Wolin", całkiem ciekawie rośnie Cedynia, która z założenia jest "antywolinem", inne imprezy też chyba powolutku podnoszą poziom 🙂 (przynajmniej tak twierdzą regularni bywalcy).
    Może wahadełko wreszcie nieco wyhamuje i zbliży się do środka zamiast zamiatać po skrajnościach ;D
    pozdrawiam
    Rosamar

  31. Anonimowy napisał(a):

    W sprawie zgodności postaci i stroju zgadzam się w 100, a nawet w 120%. Odtwarzanie Aragorna z czasów, gdy był Strażnikiem/Obieżyświatem nie może polegać na noszeniu korony i płaszcza królewskiego, bo oczywiście ich nie nosił – ukrywał swoją tożsamość, podróżował incognito. Ale jeżeli w jakiejś książce podróżuje sobie królewicz w koronie i z berłem, to tak należy go grać – mimo, że nie miałoby to specjalnie wiele sensu i na pewno dworzanie i zausznicy by go nie wypuścili w takim stroju na wędrówkę – wszak to ryzykowne dla państwa.
    A jeżeli chodzi o niezgodność z prawami fizyki, to słowo "konwencja" mówi wszystko – fantasy to wymyślony świat, więc i prawa nim rządzące są wymyślone. U Gaimana w chmurach latają węgorze elektryczne, na które polują rybacy-piraci na latających okrętach. U Pratchetta ziemia jest płaska.
    Inna sprawa, że im bardziej rozbudowane fantasy, tym ten świat wydaje się bardziej "wiarygodny", bo ma więcej szczegółów. Jeżeli chodzi o magię, to w świecie tolkienowskim pojawiają się wręcz zręby technologii magicznej – palantiry czy Zwierciadło Galadrieli, które tak naprawdę było palantirem zanurzonym w wodzie źródlanej. We współczesnych dziełach np. Piekara w książce "Ani słowa prawdy" uczynił magię dziedziną nauki, wykładaną na uczelniach i mającą charakter inżynieryjny i technologiczny. Co więcej, połączył konwencję typowo magiczną ze współczesną fizyką teoretyczną, m. in. teorią multiwersum czyli wieloświata (np. w opowiadaniu o Krullu czy o trzech wiedźmach). U Pratchetta również wszystko jest wyjaśnione i ma wewnętrzny sens i spójność. Ale znowu – to jest kwestia konwencji. W przypadku prostszego fantasy nikt nie będzie sobie zawracał głowy takimi szczegółami, gdzie rzeczy po prostu działają, bo działają. Dlatego dla mnie najważniejsze jest odtwarzanie postaci w sposób wiarygodny – nawet jak będę grał różowego słonika-pogromcę zombie, to będzie to różowy słonik, a nie śnieżny tygrys, choć ten drugi może byłby bardziej praktyczny 🙂

  32. Piotr Smolański napisał(a):

    Larpów na których robi się postaci z książek albo filmów praktycznie nie ma. Tam gdzie to się pojawia jest to raczej zabawa konwencją. Nie sądzę abym w swoim życiu zobaczył Aragorna na larpie. Postaci wymyśla się od zera i trzeba sobie zdać sprawę z tego jak są poprzesuwane suwaki. W reko to jest (powiedzmy) 99/100 strój, 10/100 klimat, larp jest już bardzo zależny od osoby ale generalizując i uśredniając (powiedzmy) 80/100 klimat, 20/100 strój. Te kryteria o których mówisz, czyli logika, sense i tak dalej nie są używane. Trochę tak jak Ty oceniając jakość kogoś kto robi Templariusza zwróciłbyś uwagę na ubiór i broń ale całkowicie zignorowałbyś to czy ten ktoś potrafi wyrecytować regułę zakonną po łacinie i czy dobrze się w swoją rolę wczuwa. Kryteria oceny w larpie są odwrotne. Próba wymuszenia na larpowcach strojów sensownych (gdzie sens w ogóle nie jest dla nich elementem oceny stroju) to próba wymuszenia na nich aby kierowali się głównie czymś co w ogóle ich nie obchodzi o co nie jest dla nich elementem zabawy.

    Symulacjoniści istnieją, oczywiście. Do tego na larpach bywają rekonstruktorzy z tożsamym podejściem. Ale to jest mniejszość.

  33. Anonimowy napisał(a):

    Zamiast usuwać komentarze, pomyśl może co z czym i do czego porównujesz. A tak na marginesie, zanim pojawiło się "Waleczne Serce" to w Polsce już były grupy "szkockie" – zarówno na konwentach jak i np. w Gniewie. Pomijając już inne błędy wynikające z Twojej niewiedzy (która bierze się stąd iż wszedłeś zarówno w świat larpowców, rycerzy czy reko o wiele później od nas – czyli tych, którzy to wszystko rozkręcali od 1990 roku) to ten chyba najdobitniej pokazał jak całościowo ten tekst jest słaby. Dobra, nie będę się czepiał bo to nie ma sensu – Twoje i młodsze pokolenie kupuje to, a o to przecież w tym chodzi, prawda?

  34. Piotr Smolański napisał(a):

    Pomyślałbym gdyby nie to że nic do niczego nie porównuję. To nie jest tekst porównawczy.
    Nic nie pisałem o Szkotach na konwentach. Tekst nie jest o konwentach. Ponownie proponuję komentować po przeczytaniu a nie zamiast przeczytania.
    Nie napisałem że przed Braveheartem nie istniała żadna szkocka grupa. Proponuję komentować po przeczytaniu a nie zamiast przeczytania.

    Poprzedni komentarz usunąłem bo nie zawierał treści. Podobnie będę usuwał wszystkie inne komentarze będące wyłącznie docinkami pozbawionymi treści lub argumentacji.

  35. Anonimowy napisał(a):

    "Przyszedł Braveheart i nagle okazało się, że w Polsce jest więcej Szkotów niż w Szkocji. Nie było miasta bez szkockiej zarazy. Przyszły tańce irlandzkie i z jakiejś przedziwnej przyczyny zrosły się z RR, mimo że w obecnie praktykowanym kształcie pochodzą z późnego XX wieku" To nie Twój tekst? Dla jasności – szkockie grupy pojawiły się znacznie wcześniej zarówno na konwentach jak i na "rycerskich" imprezach. Niczego do siebie nie porównujesz? No to czym jest zestawienie np. konkursu strojów larpowych z tymi na turniejach czy reko? Łączysz w swoim tekście trzy odmienne światy, które w teorii wychodzą z jednego pnia (tak się może wydawać niektórym) ale tak naprawdę wszystkie mają zupełne inne podwaliny. Larp – słowo, które pojawiło się długo po tym jak nazywało się to po prostu "terenówka" zaistniał o wiele później niż powstały pierwsze Bractwa w Polsce, natomiast reko (którego na początku nawet nie miało swojej nazwy) pojawiło się jeszcze później z zupełnie innych powodów. Jedno natomiast spinało wtedy wszystko w całość – to była pasja. Prawdziwa pasja i zapał ludzi którzy się w to angażowali pełnym sercem, całym niemal swoim czasem i finansami. Było też jeszcze coś innego – luźne podejście do tego aby przede wszystkim czerpać z tego przyjemność. Nikt wtedy nawet nie myślał o tym, że zaczną się później dziać te wszystkie "cuda" w tych środowiskach, a skąd one się wzięły? Trudno jednoznacznie znaleźć odpowiedź na to pytanie, ale jedną z przyczyn jest ta, że np w reko pojawiła się ogromna ilość ludzi "nie z tej bajki" – jak to nazwał ich mój znajomy "weekendowi rekonstruktorzy znudzeni swoim życiem codziennym, z pełnymi portfelami a pustymi głowami" i coś w tym jest bo jak popatrzę na te tłumy uczestników to jakoś nie widzę wśród nich ludzi z początku lat 90tych, którzy to wszystko rozkręcali (bez względu już na zasobność portfeli, a byli i tacy którzy mieli sakiewki nielicho wypchane). Dlaczego? Dlatego, że zrazili się do tego "nadęcia" jakie wielu obecnym rekoludkom towarzyszy w tym co robią, mówią czy piszą. Szkoda jednocześnie, że w tym nadęciu brakuje często elementarnej wręcz wiedzy, pomimo iż wydaje im się, że np. o II Wojnie Światowej wiedzą już absolutnie wszystko. Napisałeś "To jest recpeta na naprawdę mocne przeżycia, takie, jakich na żadnym larpie się nie uświadczy" – naprawdę, poważnie, tak uważasz? No to albo naprawdę na niewielu larpach byłeś, niewiele na nich przeżyłeś albo nie pamiętasz albo dopadło Cię to nadęcie rekoludków. Napisałeś również wiele innych rzeczy, które niewiele mają wspólnego z rzeczywistością początków larpa w Polsce, ale to między innymi dlatego, że kiedy to się zaczynało Ciebie w tym nie było, więc nie masz odpowiedniej wiedzy aby rzetelnie to opisać – i to jest mój główny zarzut dotyczący Twojego tekstu: piszesz w nim jak osoba, która zna początek podczas gdy zjawiłeś się w tym świecie o wiele, wiele później gdy początek już był historią.

  36. Piotr Smolański napisał(a):

    Nie mam ochoty prześcigać się na to kto ma większego. Nie piszę o czymś czego nie widziałem, piszę o tym co widziałem. Jeśli zarzutem wobec mnie ma być to że nie opisuję czasów w których w tym środowisku nie byłem to rozmawiamy nie tylko różnym językiem ale i posługujemy się całkowicie różną logiką.

    Nic nie pisałem o Szkotach na konwentach. Tekst nie jest o konwentach.
    Nie napisałem że przed Braveheartem nie istniała żadna szkocka grupa. W tekście nie ma takiego stwierdzenia. Jeżeli poważnie uważasz że w Polsce nie było wysypu szkockich grup po Bravehearcie to nie tylko posługujemy się różnym językiem i różnymi typami logiki, ale mieszkamy też na różnych planetach.

    Pasja w środowisku reko istnieje dalej i to ogromna. Zmieniły się cele i kanały tej pasji. Człowiek z płaskownikiem, ethosem, ortalionową tuniką i dużą ilością pasji powinien raczej szukać innego środowiska. W każdym jednym hobby są pasjonaci. Również w wędkarstwie i filatelistyce. Samo w sobie nie oznacza to nic.

    Tak, naprawdę tak uważam. Byłem na wielu larpach. Dużo na nich przeżyłem. Przeżyć takich jak w reko nie uświadczysz na żadnym larpie. Przeżyć takich jak na larpie nie uświadczysz w reko. To jest dziwna koncepcja?

    Ta rozmowa zaczyna mnie nużyć. Z całej siły usiłujesz wykręcić ten tekst w coś czym nie jest, szukając wyimaginowanych obelg, dopisując znaczenia, przyczepiając się że nie piszę o czymś o czym nie wiem, a wszystko to podszyte jest jakąś osobistą animozją której źródła nie znam bo chowasz się za anonimowym obrazkiem. Szczerze mówiąc mam dość. I starczy.

  37. Anonimowy napisał(a):

    W jednym się zgadzamy (chociaż kto wie czy gdybyśmy porozmawiali nie poprzez internet to byśmy się zgodzili w wielu innych punktach?). Starczy. Tylko jedno dodam gwoli ścisłości – ani nie szukam obelg ani nie wykręcam niczego tylko tak odbieram to co napisałeś i najważniejsze: nic nie jest podszyte osobistą animozją albowiem takiej nie ma. Po prostu zabrakło mi w tym wszystkim pewnej rzetelności przy pewnych porównaniach. Oczywiście rozumiem też, że piszesz ze swojego punktu widzenia. Ok. z tym się zgodzę, jednak pamiętaj o jednym: gdy piszesz coś i upubliczniasz swój tekst nie możesz liczyć tylko na poklask tłumu bo zawsze znajdzie się ktoś kto podniesie rękawicę polemiki. W pokojowym znaczeniu. I wciąż pozdrawiając życzę: luzu, więcej luzu Piotrze bo nie poznaję tego Piotra którego kiedyś poznałem i doceniłem. Do zobaczenia.

  38. Anonimowy napisał(a):

    Interesujący tekst i trafne obserwacje, co ciekawe można je odnieść również z lekkimi modyfikacjami do innych epok. Sam zaczynałem w 1999 roku od XIX wieku, szybko dołączyłem do tego RR, a potem również II wojnę. Pisałem o podobnym zagadnieniu pracę licencjacką w 2003 roku (temat dotyczył Wargamingu, LARPów i Rekonstrukcji, jako narzędzia pomocniczego w zdobywaniu wiedzy historycznej i nie tylko…) Nie było wtedy żadnych artykułów ani literatury na ten temat. Być może przymierzę się do napisania swojej pracy analizującej szeroko pojęte zjawiska około rekonstrukcyjne więc każdy głos ludzi z "branży" uważam za bardzo cenny ! Pozdrawiam JN (reko.waw)

  39. Maciej Laaser napisał(a):

    Anonimowy kolego. To jest artykuł na blogu, a nie monografia zjawiska. Nie dziw się, że pewne rzeczy nie zostały ujęte albo są bardzo powierzchniowo opisane. Gdyby autor zaczął rozpisywać się o wszystkim co doświadczył, to zapewne ani ty ani ja byśmy tego tekstu nie przeczytali by byłby za długi i zbyt nudny.

    Polemika polemiką, ale momentami zwyczajnie się czepiasz. Zwróć uwagę również na swój styl pióra – piszesz z perspektywy starego wyjadacza, który wszędzie był i wszystko widział i wszystko wie lepiej, a autor w dupie był i gówno widział – to nie służy przyjaznej dyskusji. I nie piszę tego, żeby być złośliwy, ale tak odbieram momentami twoje wypowiedzi. Myślę, że Piotr nie boi się polemiki i nie szuka poklasku, bo cierpliwie znosi komentarze (w tym moje) i stara się grzecznie wyjaśnić nieścisłości.

    Doświadczenia w LARPie nie mam żadnego. Ostatnio byłem pierwszy raz na konwencie. Jednak z perspektywy rekonstruktora (a kilka lat już się bawię) uważam, że autor fajnie ujął to przez co RR przechodził. Sam wiele z tego przeżyłem na własnej skórze. Pamiętam czasy glanów z owijką, tuniczek z elanobawełny i getrów. I podejrzewam, że wielu czytających z RR będzie miało podobne skojarzenia, a dla ludzi z LARPów pozwoli przybliżyć nasz sposób myślenia.

  40. Anonimowy napisał(a):

    @Maciej
    Jak tak czytam Twoje wypowiedzi to przypomina mi się dlaczego niemożliwym jest odtworzenie czasów historycznych. Wszystko jest kwestią mentalności, Ty również patrzysz na larpy przez pryzmat świata współczesnego. Wszyscy jesteśmy tak jakby skażeni współczesnym myśleniem. Dlatego wydaje Ci się (tak myślę), że tak wiele rzeczy jest nielogiczne. Żeby to zrozumieć trzeba wejść w inny świat. Skórzany pancerz jest bezsensowny? I tak i nie, zależy dla kogo. Skóra jest dla larpowców świetnym materiałem bo jest wytrzymała (nie mówię tutaj o przyjmowaniu ciosów na klatę, ale takie rzeczy jak upadek), a jednocześnie daje ogromne możliwości. Sam wykonuję różne przedmioty ze skóry (bardzo szybko przeszedłem od produktów stricte historycznych do współczesnych, właśnie dlatego że "historyczność" wyrobów skórzanych strasznie mnie ograniczała), więc na ten temat mogę coś powiedzieć. Myślę, że gdyby nie cena takich produktów to znacznie więcej larpowców kupowało by skórzane elementy do swoich strojów. Wspomniałeś o tym, że dużo stroi larpowych jest zrobionych ze szmat (tak mniej więcej, nie chce mi się już szukać konkretnego zdania), to też prawda. Jednak to akurat możesz porównać do historii odtwórstwa. Larpy rozwijają się dokładnie tak samo jak ruch rekonstrukcyjny (odtwórstwo, RR czy jak tam sobie to chcecie nazwać) i dlatego nie powinno Cię dziwić że są takie osoby. W odtwórstwie mamy mroki, w larpach są ludzie którzy robią stroje ze szmat. Różnica polega na tym, że w larpach nie ma żadnych ograniczeń (poza wyobraźnią) dlatego nie ma w tym nic złego (kwestie estetyki są bardzo subiektywne). Byłeś na Pyrkonie (też byłem, mój drugi konwent ale z racji tego że byłem wystawcą niewiele mogłem zobaczyć) to doskonale wiesz, że jest pełno ludzi z super strojami jak i tych z gorszymi.
    "Ostatnio robiliśmy walkę pokazową na Pyrkonie w pełnych zbrojach, a potem małe warsztaty mieczowe dla chętnych. Zburzyliśmy światopogląd wielu ludzi…" i bardzo dobrze. Warto pokazywać fanom fntstyki, sci-fi itd. że walki filmowe nie mają racji bytu w rzeczywistości. Z drugiej strony walki larpowe to też zupełnie coś innego, mają być pokazowe. Tak jak w filmach. Sam chętniej obejrzę jakiś epicki pojedynek z piruetami, szczękiem mieczy i pękającymi głowniami. Jak chcę zobaczyć prawdziwą walkę to oglądam przykładowo relację z Bitwy Narodów.
    "Tego się nie czepiam, bo to jakaś konwencja. Ale na miłość boską – podróżnik powinien mieć strój podróżnika, a nie arystokraty." Specjalnie cytuję to zdanie żeby nie wyjść na takiego zupełnego hejtera 😉 Tutaj oczywiście masz 100% racji. Bo kim, jeśli nie arystokratą, jest podróżnik ze strojem arystokraty? Inna sprawa, że nie potrafię stwierdzić czy w środowisku larpowym jest dużo takich osób bo aż tak dobrze go nie znam.

  41. ttin napisał(a):

    Z ta estetyką to się nie zgodzę. Jeśli na sukni dworskiej odznacza się orczy ścieg, to to już podlega pod mrok.

  42. Anonimowy napisał(a):

    To ja może jeszcze raz ale z innej strony podejmę temat. 🙂 Rozumiem że ludzie chcą wyglądać ładnie, zwłaszcza na zdjęciach ( my w rekonstrukcji też tak mamy 😉 ) ale podczas biegania w plenerze strój powinien być wygodny i praktyczny. Tak jak ja nie założę na imprezę plenerową sukni dworskiej z krochmalonymi halkami, tak też kobieta w tiulowej sukienczynie robiąca za duszka czy elfa raczej nie powinna przedzierać się w tym odzieniu przez krzaki . Efekt będzie opłakany :D. Kobiece stroje larpowe przypominające przez swój stan "nieubrania" malarstwo Frazetty czy Vallejo świetnie sprawdzą się w bardzo ciepłym klimacie. Ale nich na takim larpie temperatura spadnie do dajmy na to 15 stopni. Toż dziewczę wróci z grypą albo innym zapaleniem płuc. Nie wspominając o zadrapaniach przy przedzieraniu się przez krzaki. Ideałem było by aby nastrój larpa połączyć z dopracowaniem stroju ale i postaci w stylu "historycznym". Bo to co my robimy na imprezach to nie tylko przebranie się w historyczne fatałaszki jak myśli wiele osób. Inaczej zachowuje się kobieta w wiejskim stroju a inaczej dama w kilkukilogramowej sukni. Takie suknie wymuszają prawidłowy sposób poruszania się 🙂 W przypadku gdy kobieta ma na sobie dwie halki, dwie spódnice , koszulę , gorset ( taki prawdziwy sztywny a nie to co nosi się na larpach ) i wams to nie będzie pląsać jak odaliska. Właśnie tego brakuje mi na larpach, dopracowania postaci którą się odgrywa. Mam nadzieję że kiedyś to się zmieni 😉

    Kaya

  43. ttin napisał(a):

    "Ale nich na takim larpie temperatura spadnie do dajmy na to 15 stopni. Toż dziewczę wróci z grypą albo innym zapaleniem płuc."

    Kayu, tak nieco zaczepnie (bo zgadzam się z autorem tekstu, no może z wyjątkiem tej estetyki;) napiszę, że paradowanie w plus trzydziestu stopniach w dwóch warstwach lnu i dwóch wełny może skończyć się równie źle, a jednak to robimy 😉

  44. Piotr Smolański napisał(a):

    Większość larpów odbywa się w warunkach dość kontrolowanych, pod dachami. Ruchu jest tam niedużo, zmagania się z pogodą też nie. Larpy terenowe, jak Orkon, Flamberg, Fantazjada i tak dalej to trzydniowe gry w terenie, ale mniej więcej w godzinach biurowych i w czasie roku kiedy można się spodziewać dobrej (gorącej) pogody a ewentualny deszcz raczej nie jest bardzo straszny. Ale nawet w czasie 10-15min deszczu wszyscy gracze potrafią zejść z terenu. Na jednym larpie miałem przytroczone i zwinięte na pasie z tyłu sagum, tyle że nie miałem zupełnie po co go użyć w czasie deszczu bo byłbym jedynym graczem który pozostał w terenie. Wszystko to razem sprawia że odporność stroju na różne warunki atmosferyczne rzadko ma wielkie znaczenie. Można go spokojnie zrobić pod dzień i 26-27 stopni celsjusza z 90% gwarancją że będzie używany tylko w takich warunkach.

    Jeśli chodzi o przedzieranie się po krzakach:
    – Na larpach terenowych istnieją role stacjonarne. Człowiek siedzi dzień-trzy w tej samej lokacji i nie rusza się z niej dalej niż do karczmy na obiad. Jego strój nie musi nawet być na tyle porządny żeby wytrzymać solidne chodzenie.
    – Tereny larpów terenowych rzadko składają się z samej dziczy. Są trakty, są otwarte przestrzenie. Mając odpowiednią rolę dziewczyna w sukience z koronkowej firanki może trzymać się tylko traktów i nie zaczepiać za bardzo o krzaki. Nawet jeśli wchodzi w las to duża część terenów nie ma gęstego poszycia.

    Porównania do przemarszu w reko nie ma żadnego. To zupełnie inne warunki i właściwie brak wymagań co do jakości stroju. Ludzie których strój musi sporo wytrzymać to najczęściej wszelkiego rodzaju zwiadowcy i podobni i u nich też (z wyjątkami, ale nie tak bardzo licznymi) stylizacja fantasy jest najbardziej ograniczona na rzecz sztruksów i treków.

  45. Piotr Smolański napisał(a):

    O, przyszedł mi do głowy jeden larp (albo seria, nie jestem pewien) w którym larpowcy wychodzą poza strefę komfortu. Być może jest ich więcej, ale ja wiem o jednym. Zimowy larp w świecie Gry o Tron w Wiosce Fantasy.

    https://www.facebook.com/media/set/?set=a.623040041056594.1073741825.178535912173678&type=3

    https://www.facebook.com/media/set/?set=a.544939648866634.151268.178535912173678&type=3

  46. Anonimowy napisał(a):

    Kurcze, więcej czytania komentarzy niż samego tekstu. Skomentuję to tak – czasem tęsknię za dawnymi "turniejami", za glanami z owijką, beztroskim machaniem kosałką od Aladina (miałem dwie, były praktycznie niezniszczalne!). Może wynika to z tego że moja przygoda z rymcerzowaniem ma swój początek właśnie z RPG, Larpami i ogólnie pojętą fantastyką. Ale niestety, a może "stety", czasy się zmieniają i wszystko idzie do przodu. I niestety muszę przyznać że pomimo tęsknoty za dawnym RR sam intensywnie dokładam cegły do muru oddzielającego dawne czasy od obecnych. Jednak nie wszystko stracone, właśnie z uwagi na tą tęsknotę położyliśmy nacisk na imprezy fabularyzowane, co za tym idzie na "wcielanie" się w konkretne postacie – tak by rekoludek miał świadomość kim jest. To taka namiastka LARPA, ale tylko namiastka – bowiem wciąż ograniczeni jesteśmy konwencją, datowaniem itd. To ma swoje minusy – za wszystko płacimy sami, nie nastawiamy się na widzów, którzy są tak naprawdę niepożądani. Takie imprezy jak wspomniana Pomerania, która jest przecież częścią naszej inicjatywy "1196-1235", mają dla mnie największy sens. RR umarł, niech żyje rekonstrukcja, i prywatne fabularyzowane imprezy!
    Lecę z tym na Frehę Srehę.
    Indar

  47. Maciej Laaser napisał(a):

    Generalnie słusznie spostrzeżenie, ale wydaje mi się, że kierunki są dokładnie odwrotne. Postrzegam rzeczy właśnie przez pryzmat praktyczności w średniowieczu, a LARPowcy poprzez "tu i teraz". Dlatego właśnie zbroje skórzane w LARPach mają rację bytu a w rekonstrukcji nie. Bo skóra to żaden pancerz, ostra broń przechodzi przez nią jak przez masło (nawet przez utwardzaną) – tak wykazały wszystkie testy cięć. I choć wiem, że takie patenty funkcjonują jeszcze czasem w RR – bo utwardzona woskiem skóra jest wystarczająco dobrą ochroną przed tępą repliką, a dużo mniej waży niż stal. Na tej samej zasadzie to się sprawdza w LARPach, zwłaszcza że tam trudno o broń stalową.

    Żeby nie było – nasza walka była czysto teatralna. Robiliśmy pokaz po turnieju na broń LARPową, gdzie zawodnicy walczyli bez żadnych ochraniaczy. Nawet chyba bez strojów, ale mniejsza. Naszą intencją było pokazanie, że walka w pełnej zbroi była dynamiczna oraz że zbroja wcale nie krepuje ruchów. Było kilka teatralnych ruchów, jak np. cios z obrotu.

    Nie wiem czy mogę się zgodzić z tezą, że LARPy dopiero się rozwijają. W zaraniu dziejów RR był jednym wielkim LARPem. Zresztą miejscami jest tak do dziś. Część ludków poszła w stronę fantasy, część w stronę rekonstrukcji, a część stoi jedną nogą tu a drugą tam. No i fajnie. Tylko obawiam się, że argument o młodym wieku LARPu jest często usprawiedliwieniem bylejakości i tandety. Bo wiem, że przy tym samym nakładzie finansowym, który ludzie przeznaczają na strój, a dodając odrobinę wysiłku (można choćby skorzystać z doświadczeń rekonstruktorów przy tworzeniu strojów) można osiągnąć naprawdę porządne efekty.

  48. Piotr Smolański napisał(a):

    I są osiągane. W larpach doszło do sporej zmiany i pojawiła się grupa "pro" larperów którzy bardzo starają się o swoje stroje. Ale starają się nie w kierunku reko, bo to ich po prostu nie interesuje. Niektórzy czerpią z reko, ale tylko najprostsze rzeczy. "Symulacji Śródziemia" tam nie ma i raczej nie będzie.

    Ja sam lubię podejście symulacjonistyczne ale staram się zrozumieć i inne. Wymaganie od larpów pełnej poprawności wobec fizyki i sensu jest czasem trochę jak wymaganie tego od Pieśni o Rolandzie albo od legend arturiańskich. Jako rekoludki siedzimy wewnątrz pewnej umysłowej rynny z której bardzo trudno nam się wyrwać. Larpowcy siedzą w rynnie bardziej prostopadłej niż równoległej. Po komentarzach tutaj widać jak bardzo bardzo trudno jest wytłumaczyć jednych innym kiedy obie grupy starają się pojąć inny system odniesienia za pomocą własnego.

  49. buka napisał(a):

    Kurczę, z tym brakiem klimatu lub wręcz unikaniem klimatu się nie zgodzę! Zmienił się po prostu sam sposób definiowania klimatu: wcześniej to był właśnie etos, portos i domestos, puszczanie Kendera jako tańca historycznego i tańczenie do tego, jakaś dziwna rycerska oprawa, mająca swoje korzenie w dziewiętnastowiecznym, romantycznym postrzeganiu średniowiecza. Teraz tym klimatem jest chyba właśnie przebywanie w otoczeniu osób i rzeczy, które pozwalają na oderwanie się od tej naszej współczesnej codzienności.
    W zeszły weekend byłam ze znajomymi na jednodniowym wypadzie – małe obozowisko, zbieranie chrustu, gotowanie, wypróbowanie nowego sprzętu, niekończące się rozmowy i wymiana doświadczeń. Cały sprzęt, który mozolnie tworzyliśmy i zbieraliśmy nie był tylko po to, żeby sobie był i fajnie. Tak, wszystko kręci się wokół tego naszego szpeju, ale ważniejsze od samego tworzenia/kompletowania jest jego sprawdzenie, praktyczne użycie. Niesamowitą frajdę sprawiło nam rozłożenie tego wszystkiego i myśl, że być może kiedyś tak właśnie to wyglądało. I tutaj upatrywałabym się źródeł tego niepowtarzalnego klimatu. Wydaje mi się, że to po prostu kwestia nazewnictwa: słowo 'klimat; rzeczywiście źle się kojarzy, bo było w poprzednich latach mocno nadużywane. Dzisiaj chyba mało kto się tym słowem będzie posługiwał ze względu właśnie na te konotacje. Co nie równa się automatycznie, że jakiegoś klimatu nie ma 😉
    Jeśli autor jeździ tylko na imprezy, na których głównie pije się piwo i rozmawia o telefonach komórkowych, żeby przypadkiem nie wczuć się w klimat, to ja bardzo, bardzo współczuję…

  50. Piotr Smolański napisał(a):

    Naprawdę niepotrzebny docinek i niepotrzebne "współczucie". Autor bywał na najróżniejszych imprezach. Autor napisał w czasie jakiego typu imprezy widział tę scenę i jaki był jej kontekst.

    Autor nie bywa w tej chwili na imprezach zamkniętych i prywatnych bo w interesujących autora przedziałach czasowych takich imprez w Anglii nie ma. Re-enactment (nie można tak naprawdę mówić o reko) w Anglii to jest zresztą w ogóle rozpacz i zgrzytanie miednicy. Autor nie stwierdził że w reko nie ma mocnych przeżyć, autor napisał nawet o przeżyciu jakiego w larpach raczej nie uświadczy się nigdy.

    Słowem – wyluzuj 🙂

  51. Piotr Smolański napisał(a):

    Miałem dwa miecze Aladina. Pierwszy dał mi moment zupełnie filmowy. Przywaliłem z całej siły w górny "blok" kolegi (czasy statycznych zasłon). Miecz pieprznął na dwoje i miałem właśnie taką scenę zupełnie z Matrixa, jak na zwolnionym tempie pół metra stali wirując przelatuje obok jego ucha. Nie wiem czy byłem w życiu bliżej zesrania się. Kiedy potem popatrzyliśmy na tę złamaną sztabę, w środku (na przkroju pęknięcia) znaleźliśmy coś co wyglądało jak pęcherzyk powietrza. Tak że swoją opinię o tych szynach mam.

    Szyna którą mi przysłał w zastępstwie włóczyła się ze mną parę lat wisząc na ścianach albo stojąc w kącie aż w końcu przy jednej przeprowadzce wziąłem ją spod ściany, wyszedłem na dwór i wywaliłem ją do kontenera na śmieci. Bardzo symboliczny moment, Wajda mógłby coś nakręcić.

  52. buka napisał(a):

    (Piszę po raz drugi, bo chyba poprzedni komentarz wcięło bez weryfikacji captchą nawet, pewnie jakiś głupi błąd. Jeśli pojawią się oba, to proszę o skasowanie jednego.)
    Jeśli to zabrzmiało jak docinek to przepraszam – nie miało takim być. Po prostu zdaję sobie sprawę, że ten tekst czytają też ludzie niezaznajomieni z tematem i trochę mnie ubodło takie czarno-białe przeciwstawienie sobie RR i reko. Ot, wychodzi z tego obraz reko jako bezdusznej zabawy nastawionej na przedmioty. Przynajmniej ja to tak odebrałam, ale mogę się oczywiście mylić, a intencje autora były inne.
    A spiny żadnej nie ma – jeśli ktoś pisze taki tekst, to chyba zdaje sobie sprawę, że na pewno pojawi się jakaś polemika i krytyka. I właśnie taka polemika, przedstawienie swojego zdania i niehejtująca krytyka była moim celem. Nic więcej, nic mniej. Także, słowem – wyluzuj Autorze 😉
    A co do imprez w Anglii – naprawdę współczuję. Szczerze i bez przekąsu 😉

  53. Piotr Smolański napisał(a):

    Też sobie współczuję. Na szczęście niedługo stąd wybywam i będę mógł znów mieć muszkiet i przytulać go i nazywać go George.

  54. Anonimowy napisał(a):

    Konwencja turniejów w stylu "o 11.00 to, o 12.00 tamto, a o 19.00 uczta" przestała wystarczać. Zazdrośnie spoglądaliśmy na świetnie bawiących się larpowców, a jednocześnie nikt nie miał odwagi powiedzieć tego na głos 🙂
    Dobrym połączenie klimat-reko jest "Midgard" dla wczesnych, projekt "1196-1235" dla XII/XIII, a i dla XV słyszałem, że coś już istnieje.

    Jak to wygląda w projekcie "1196-1235"?
    Finanse: zrzutka na jedzenie/siano itd. przed wyjazdem, zwykle 20-30 zł od osoby
    Turyści: tylko wystraszeni grzybiarze
    Teren: poligon w Borach Czerwonych, Pustynia Błędowska i wszędzie tam gdzie ktoś zorganizuje kawał terenu z dala od cywilizacji
    Czas: 3 dni w weekend
    Wymagania co do uczestników: przejście weryfikacji stroju (nic strasznego, bez spiny dostaje się na tacy co trzeba poprawić, a co jest ok)
    Smaczki:
    nie wiesz ilu będzie uczestników, ile stron "konfliktu". Znasz ogólnie zarysowane zadanie dla swojego obozu/grupy. Np. dotrzeć w trzy dni do oznaczonego x kilometrów dalej "świętego miejsca". Po drodze spotyka się ludzi którzy mają swoje cele, a wcale nie muszą ich wyjawiać, albo mówić prawdy. Działa moneta za którą można kupić realne produkty (ciepły posiłek w karczmie, wino, swoje fanty, niewolnika :)) zatem bandytyzm stał się "dobrym sposobem na przeżycie", ale narąbanie drew karczmarkom, czy zbudowanie ogrodzenia dla kur też jest opłacalne.
    Walka jest szybka i krótka. Najczęściej z zaskoczenia na trakcie, albo w środku nocy o północy. Warty są od czegoś więcej jak "dobrego wyglądania", a każdy trzask gałęzi w lesie budzi niepokój. Pochodnie nigdy nie dają tyle światła ile byś chciał mieć 🙂
    Poselstwo powinno z daleka krzyczeć, że jest poselstwem, inaczej dopiero przy ciałach znajdzie się stosowne pisma 🙂
    Przekradanie się przez strumień w lodowato zimny poranek skutecznie leczy z patosu, etosu i wszelkiego -tosu 🙂
    Zdobycie uśpionego obozu który nie wystawił wart i zażądanie podania sobie śniadania jest pięknym momentem w życiu 🙂
    Leżenie jako obrabowany trup na poboczu drogi i słuchanie komentarzy przechodzących dobrych chrześcijan nie jest fajnym momentem w życiu 🙁

    Serdecznie polecam 🙂
    Boguta

  55. Piotr Smolański napisał(a):

    Z ciekawości, bo jeszcze długo nie będę mógł sam sprawdzić: na ile to jest fabularyzowana impreza, czyli taktyczna gra wojskowa, a na ile larp? Czy gra się postacią? Czy postać jest dana przez twórców scenariusza, czy wymyślona samodzielnie? Czy jest scenariusz z wydarzeniami, postaciami kontrolowanymi przez organizatorów i tak dalej, czy raczej dane odgórnie cele które grupy starają się wypełniać generując dynamocznie sytuację? Jak widziane są przez uczestników konwersacje "Te buty kosztowały mnie 1500zł u Szewca Radzymira i musiałem sprzedać pięć ton złomu w skupie żeby je kupić"?

  56. Gabriel Moskal napisał(a):

    imprez o poziomie wilczego tropu znowu jakoś mało nie jest, może nie jestem do końca obiektywny[moja drużyna organizuje między innymi wilczy trop], ale poziom sie mocno podnosi, przynajmniej na południu i na wschodzie polski, co do reszty nie jestem w stanie za dużo powiedzieć, po prostu nie znam grup z tamtych rejonów. coraz więcej drużyn wycofuje sklejkę na rzecz deskowych tarcz, sporo wynalazków fantasy nie jest wpuszczana na imprezach.
    wolin to osobny temat moim zdaniem i jest to jedyne miejsce o którym słyszałem i niestety widziałem gdzie nikt sie nie czepia o glany, hełmy rodem z lotra i dość zabawne wynalazki typu człowiek mucha[hełm okularowy z kolczugą na oczach, oczywiście stykową]

  57. ttin napisał(a):

    Chciałam jeszcze odnieść się do wypowiedzi buki. Artykuł przeczytał również mój chłopak, który nie ma z reko nic wspólnego i nigdy nie miał. Po przeczytaniu prowadziliśmy rozmowę kontynuującą i dłuższą chwilę zajęło mi wyjaśnienie mu pewnych kwestii, kiedy zapytał mnie, dlaczego w takim razie po prostu nie powiesimy sobie tych ciuchów na wieszakach, skoro się nie wczuwamy i klimatu nie ma. Tak więc my wiemy "co autor miał na myśli", bo w tym siedzimy, natomiast ludzie całkowicie z zewnątrz mogą odebrać ten artykuł właśnie w ten sposób: "to w takim razie po co to wszystko?".

  58. Piotr Smolański napisał(a):

    A uwierzysz mi kiedy powiem Ci że rekoludki których spotykałem na larpach zadawały sobie mniej więcej to pytanie? I że stwierdzenie że turniej "to picie w strojach" to nie coś co sobie wymyśliłem, ale cytat?

    Ja rozumiem po co to wszystko w tym sensie że rozumiem to sam dla siebie. Jestem niemal fizjologicznie uzależniony od zdobywania wiedzy. Kiedyś nie miałem pojęcia o tym jakie problemy nastręcza szycie rzeczy z koziej skóry, teraz mam. Reko daje mi wiedzę której inaczej bym nie zdobył. Ale wielu ludzi jest w reko właśnie dla klimatu, żeby poczuć się jak średniowieczny woj (co by to nie znaczyło) i to że muszą się z tym kryć i że często cała impreza sprowadza się do pokazu mody i do picia wieczorem bardzo ich dusi. Przecież to stąd wziął się wewnętrzny nurt imprez fabularyzowanych, n'est ce pas?

  59. ttin napisał(a):

    Prawdaż, prawdaż 🙂 Dlatego właśnie od kilku lat skłaniam się prawie wyłącznie ku takim fabularyzowanym imprezom. Bo napić się piwa, to mogę w knajpie 😉

  60. Anonimowy napisał(a):

    A próbowałeś rozmawiać o tym z tzw. "mentalnymi" Słowianami lub Wikingami. To specyficzne środowisko i chyba nadal tkwi wg.sugestii artykułu w "mrokach". dla jasności nie jestem związany z tym nazwijmy to "ruchem".

  61. Anonimowy napisał(a):

    Nawiązując do cytatu "Ostatnio robiliśmy walkę pokazową na Pyrkonie w pełnych zbrojach, a potem małe warsztaty mieczowe dla chętnych. Zburzyliśmy światopogląd wielu ludzi… "
    Akurat nie bulwersowała bym się tym tak szczególnie. Na pokazy idą ludzie, którzy zerkną, spojrzą, opowie się o różnicach w zawijasie kształtu haftu na lewym rękawie (przejaskrawiając oczywiście) a i tak zapamiętają, że rycerz miał długi miecz a ten drugi śmieszne wąsy. Nie da się "nawrócić" wszystkich i nie każdy tak kocha ultraszenie, żeby łykać wiedzę jak gąbka (kolega ultraśny uwielbia wygłaszać prelekcję w tym tonie i każdy ruch miecza poprzedza półgodzinnym wykładem do ludzi o tym z jakiego wieku i miejscowości wykopalisk pochodzą jego gacie). Sytuacja z mojej prelekcji (co z kolei mnie bawi jakie wyobrażenie o koniach ma przeciętny odtwórca historyczny). Początek prelekcji, slajd pierwszy:
    Konie NIE są przeżuwaczami.
    Po jakiś 45 minutach pytanie z sali:
    Dlaczego konie jako przeżuwacze nie mogą ….?
    Chyba nie ma się co dziwić, że lekko umarłam. Ale to pokazuje ile ludzie nie siedzący w temacie zapamiętują z takich prelekcji i pokazów. I to, że można śmiać się czytając opisy walk z książek? Proszę zauważyć ile razy w książkach ludzie jedzą, a co dopiero czy ktoś konia rozsiodłał gdy nagle zeskakiwał po czterech godzinach ciągłego galopu hymhym…
    Dlatego nie ma co płakać, wołać ludzi by zauważyli len ręcznie produkowany od fabrycznego, podziwiali zapinkę do kaletki doskonale skomponowaną według znalezisk historycznych… Mnie to przeraża. Ta ultraśność moim zdaniem zabija dobrą zabawę, ludzie z zewnątrz czują się mocno zagubieni natłokiem informacji, wiedza wrzucaną w kilogramach dat na prelekcjach. Ludzie idą słuchają a potem wynoszą z tego, że konie nie występują w kolorze różowym, albo to był niebieski? I chyba są takie jak dalmatyńczyki. A rycerze nie mieli naramienników z kolcami bo by sobie policzek przebili jakby drapali się po głowie. I o ile tyle wyniesie to będzie dobrze

  62. Anonimowy napisał(a):

    @Piotr i Anonimowy odpowiadacz też:

    Te komentarze są niepoważne – dziewczyna właśnie napisała, że nie odpowiada jej konwencja kusych cycników, na co wy, Panowie, odpowiadacie, że jest tak po to, bo dziewczyna ma wyglądać ładnie (?), bo dziewczyny lubią pokazywać cycki (?!). To aż razi w oczy, kiedy ktoś napisze, "nie podoba mi się pokazywanie cycków na larpach", a w odpowiedzi dostaje "masz pokazywać cycki, lubisz to robić!". Może to one zdecydują co lubią, a czego nie, a nie wy? Czy nie jest to tak, że stroje larpowe bazowane są na Luisach Royo i jemu podobnych mężczyznach, którzy chcieli poprzez cycki "twórczo się wyrazić"? Może zacznijmy zachęcać panie do nie ulegania takim głupim pomysłom jak zbroja biustonoszowa, tylko do praktycznych rozwiązań? Ja na przykład dużo bardziej wolałbym zobaczyć niewiasty w zbrojach, które wyglądają praktycznie niż w wyżej opisanych, bo razi mnie głupota pod tytułem "mam płaty na cyckach i odsłonięty brzuch", podyktowana jedynie tym, że samce chcą się napatrzeć. No chyba, że jedyne czego potrzebujecie od dziewczyn na larpach (i nie tylko) to "żeby wyglądały", w takim wypadku pozostaje jedynie współczuć.

  63. Piotr Smolański napisał(a):

    Nie, ten komentarz jest niepoważny.
    1. To nie "jest po to żeby" tylko dziewczyny robią to po to żeby. Nie było żadnej ustawy nakazującej tego.
    2. Słowa które podajesz w cudzysłowach nigdy nie padły. Nikt ich nie powiedział. Nie było żadnego "masz pokazywać cycki". Nie istnieje żaden larp który by coś takiego nakazywał albo nawet do tego nakłaniał.
    3. One decydują co lubią a nie my.
    4. Panie są do tego zachęcane.
    5. Też bym wolał. Ale nikomu tego nie nakażę, jasne? Tak jak ten mój nakaz rozbierania się który sobie wymyśliłeś istnieje wyłącznie w Twojej wyobraźni.

  64. Tesia napisał(a):

    Jak to autor napisał "mrokiem bardzo łatwo zostać ale bardzo trudno przestać nim być" – jeśli rozumieć to jako "trudno sprawić by przestali cię postrzegać jako mrocznego" to zdanie to, patrząc po komentarzach ludzi, wydaje się doskonale pasowac do całej rekonstrukcji wczesnej. Utarła się łatka że to mrok, więc ochoczo lecą komentarze że tak tak, i to jaki. Szkoda że tak mało w nich wiedzy a tak wiele stereotypu.

    Reko wczesnego średniowiecza przechodzi analogiczną (r)ewolucję co późne. Tylko wszystko odbywa się z kilkuletnim przesunięciem – tak samo jak pojawiło się kilka lat później niż rycerstwo, tak samo kilka lat później pojawiły się pierwsze jaskółki drużyn kombinujących "hmm, a może by tak historycznie?", dalej ostra reakcja na mroki, duże imprezy trzymające się wciąż starych zasad, kilka mniejszych z innej bajki, kłótnie w środowisku… wszystko tak samo. Jeśli spojrzeć z tej perspektywy, dzisiejsze wczesne jest mnw tam gdzie grunwaldy około 2008 roku. Czujecie różnicę?;) Niemniej, oznacza to też że wkrótce będzie tam gdzie późne a.d. 2014.
    Jest reakcja z wewnątrz wybuchu, jest wspomniany Wilczy Trop, Północna Rubież, znakomita Cedynia. Zaś imprezę flagową obu epok – Grunwald i Wolin, można przyrównać do siebie w wielu aspektach, tylko jedna rzecz się nie zgadza, trudno powiedzieć na czyją korzyść – Grunwald z natury swojej jest skupiskiem mniejszych, odseparowanych obozów, co sprawiło że w jednych ewolucja zaszła, w innych… nie. Aktualnie to jest de facto kilka oddzielnych imprez pod jedną nazwą, o ogromnie zróżnicowanym poziomie rekonstrukcji. Wolin z kolei to wielka stłoczona wioska, tam zróżnicowanie się wg obozu jest znacznie trudniejsze… Już teraz zdarzają się na nim ultrasi, tylko cóż, nie widać ich. Jak na larpie;p

    Słowem, wczesne też ewoluuje. Zapraszam na którąś z wymienionych imprez jeśli chcecie się przekonać. Jeśli nie, musicie uwierzyć na słowo;)

  65. Maciej Laaser napisał(a):

    Żeby była jasność – nie twierdzę, że ludzie w LARPach mają szyć sobie stroje z ręcznie tkanych materiałów, ani nie mam zamiaru ich nawracać na historyczność. Nie bulwersuje mnie ich styl zabawy i nie zamierzam ich pouczać. Nie moja piaskownica, nie moje zabawki. Ja po prostu się zastanawiam nad tym ciekawym zjawiskiem.

    Również jestem przeciwnikiem przytłaczania ludzi ogromem wiedzy z jakiejkolwiek dziedziny. Jak mi moja mama kiedyś powiedziała – dobry wykład powinien być tak skonstruowany, żeby nawet laik wszystko zrozumiał. Nie ma co się okłamywać, większość wiedzy zdobytej podczas rekonstrukcji jest zupełnie niepotrzebna do życia przeciętnemu człowiekowi. Dodatkowo jest to wiedza bardzo hermetyczna. Wygłaszając prelekcje dla ludzi, powinno się dobierać odpowiednie treści – by były również dla ludzi. Zawsze staram się wybierać te interesujące rzeczy, które gdzieś tam krążą w popkulturze – przykładowo, że miecz wcale nie ważył 10 kg, a walka nim nie polegała na tym kto uderzy mocniej. Albo, że rycerz w zbroi jest w stanie wejść na konia, sam się podnieść z ziemi, a nawet zrobić fikołka. To połączone z odpowiednią prezentacją budzi zainteresowanie ludzi. Katowanie najnowszymi szczegółami z badań też jest fajne, ale dla określonego grona ludzi na określonych specjalistycznych sympozjach, a nie na popularno naukowej prelekcji.

  66. Maciej Laaser napisał(a):

    A propo cycatych stalowych napierśników. Są one śmiertelnie niebezpieczne dla użytkowniczki, bo zamiast ochronić mogą zabić. Wystarczy, że się dziewczyna przewróci i może być nieciekawie. Dlaczego? Bo łączenie między miseczkami daje efekt klina wbijającego się prosto w splot słoneczny nieszczęśniczki. Pisałem o tym niedawno u siebie na blogu.

    Tak mi się zdaje, że środowisko LARPowe powinno ze względów bezpieczeństwa zabronić tego.

  67. Piotr Smolański napisał(a):

    Teoretycznie, bardzo teoretycznie. Tak naprawdę człowiek nie jest aż tak delikatny a kiedy upada to też nie jak kłoda drewna na klatę. Nie było nawet wypadku, co dopiero śmierci. Weź pod uwagę że taka lorica musculata może być klasyfikowana jako cycaty napierśnik, ze wszystkimi wadami tej konstrukcji 🙂

  68. Maciej Laaser napisał(a):

    Jestem przeczulony nieco na punkcie BHP i piszę trochę na wyrost. Trochę przeżyłem z rycerskich przygód i generalnie jestem zwolennikiem ostrej walki. I wiem, że bezpieczeństwo to nie żarty. Nie chcę, żeby to co piszę było odczytywane jako panika, ale należy wziąć pod uwagę, że poziom LARPu będzie się rozwijał. Pewnie kiedyś pojawią się konie, a walki będą też bardziej hardcore'owe (przynajmniej na niektórych imprezach). Wystarczy niefortunny upadek z konia, albo chociaż kopniak w klatę od zdenerwowanego zwierza; cios na klatę z broni drzewcowej. O ile dziś to taka sytuacja jest gdzieś na skraju fantazji, tak w mojej ocenie stanowi furtkę do realnego zagrożenia w przyszłości. Jak zapewne wiesz, RR miał już swoje ofiary, w tym śmiertelne.

    Lorica musculata różni się znacząco. Profil ma "gładki" i materiał zupełnie inny, dużo bardziej miękki niż stal. Cycaty napierśnik będzie tym bardziej niebezpieczny o ile miseczki będą większe. A coś mi się zdaje, że przynajmniej niektóre będą bardzo wyprofilowane….

  69. Piotr Smolański napisał(a):

    I nic nie stoi na przeszkodzie aby miały taki profil jak musculata. Przy czym prawdziwy cycaty napierśnik widziałem na polskim larpie raz, w latach 90tych i nie wziął udziału w grze, był zrobiony tylko do konkursu strojów. Przy upadku z konia są znacznie większe niebezpieczeństwa niż coś takiego no i ponownie – upadek w którym człowiek uderza o ziemię najpierw klatką piersiową a potem wszystkim innym (robiąc jaskółkę) jest tak skrajnie mało prawdopodobny że nie ma co się nad tym bardzo trząść. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to na co naraża się w reko legionista idąc z nagimi ramionami i nogami na nabuzowanego czystą adrenaliną barbarystę-nudystę 🙂

    Konie pojawiły się na przynajmniej jednym larpie, ale larpy mają naprawdę ostre zasady bezpieczeństwa. Wspomniałem że larpowcy nie lubią się wychylać poza swoją strefę komfortu i dotyczy to również mechanik larpowych i sposobu grania. Już samo to że używane są bronie lateksowe czyni wszelkie porównania ryzyka z reko raczej dość abstrakcyjnymi.

  70. Maciej Laaser napisał(a):

    Masz rację. Ryzyko jest minimalne. Nie chcę dalej drążyć tematu, bo to nie ma sensu. Po prostu różne rzeczy się mogą wydarzyć i należy to mieć na uwadze.

    Co do broni i jej użytku. Byłem świadkiem ciekawej gry, która wyglądała jak połączenie rugby z bohurtem. Dwie drużyny, piłka i broń. Generalnie wolna amerykanka. Trafiony musiał kucnąć na kilka sekund. Ale nie powiem, widowisko ciekawe i epickie. Z racji tego, że na imprezach RR trafiają się epiccy wojownicy, którzy po prostu są niebezpieczni dla reszty to przypuszczam, że i na imprezach LARPowych takich nie brakuje. Jak się domyślam tacy osobnicy są usuwani z imprezy?

    Swoją drogą taka broń stwarza bardzo ciekawe możliwości taktycznego prowadzenia bitew, mimo że indywidualna technika każdego walczącego jest redukowana niemal do zera. Niestety, albo rybki albo akwarium.

  71. Piotr Smolański napisał(a):

    Mówisz pewnie o Juggerze.,

    http://www.jugger.pl/

    To środowisko istnieje od dłuższego czasu ale nic od siebie nie dodam bo niewiele o nich wiem.

    Na larpach furiatów jest bardzo mało. Jeśli się zdarzy ktoś kto walczy za ostro to najczęściej jest szybko równany przez organizatorów ale ja sam, uczestnicząc w larpach od mniej więcej 18 lat, nie widziałem nigdy konieczności usunięcia kogoś z larpa za takie zachowanie. Kontuzje zdarzały się często dawniej, kiedy systemem walki było zrywanie sobie nawzajem z klatki piersiowej naklejonych pasków i były to głównie złamania palców. Od kiedy larpy przeszły na latekstowe bronie właściwie nie ma kontuzji wynikających z samej walki. Ot – ktoś się wywali o kamień i zrobi sobie kuku, ale nie jest to wynikiem ryzyka w samym larpie. Nie ma tu naprawdę porównania z reko w którym organizatorzy często nie potrafią albo nie chcą sobie poradzić z grupami o których wiadomo że nie powinny być zapraszane na imprezy (vide problem KaBaRetu w baroku).

    Co do lateksowej broni – ja od dawna twierdzę że taka broń jest jedynym sposobem przeprowadzenia sensownej rekonstrukcji bitwy. Istnieje technologia w której broń piankową robi firma Calimacil. To są rzeczy jakoś pomiędzy lateksem i drewnem. Na tyle twarde że nie są dopuszczane na larpach w Polsce, ale funkcjonują w kilku larpach bitewnych na zachodzie (Drachenfest – wpisz sobie w google). Piankowe miecze Calimacila bywają też używane w HEMA. Te rzeczy nadawałyby się świetnie do dużych, naprawdę dużych bitew. Ale od dawna wiem że rekoludków prędzej przekonam do picia własnego moczu (zwłaszcza jeśli znajdę dobre erm…. źródła) niż do użycia czegoś takiego 🙂

  72. Maciej Laaser napisał(a):

    Bardzo ciekawy rodzaj broni. Sam kombinuję jakiś czas na podobnym patentem. Rurki PCV + otulina średnio dają radę z powodu braku krawędzi. Podobne wady mają nasze rodzime produkty do trenowania HEMA – Go-Now i Silkfencing. Widziałem ertalonowy waster do HEMA, która ma krawędzie, ale cena jego zupełnie wyklucza go z masowego użytku. No i ertalon wymaga ochraniaczy. Mam pewien pomysł, ale zobaczymy co z tego wyjdzie.

    Co do rekoludków i takiej broni – po komentarzach widać, że spora grupa jest zainteresowana wyłamaniem się spoza "picia w strojach". Myślę, że gdyby stworzyć takie formy broni, który wyglądają w miarę przyzwoicie to i chętnych do użytkowania by się znalazło.

  73. Piotr Smolański napisał(a):

    Jeśli chodzi o HEMA moim zdaniem najlepiej w codziennym treningu sprawdza się broń nylonowa. Mam nylonowy miecz oburęczny i jeśli chodzi o jego sztywność, wyważenie, masę i specyfikę użycia jest bliższy prawdziwej broni niż wiele wasterów. Miecze Calimacila do treningu HEMA możesz zobaczyć tutaj:

    https://www.youtube.com/watch?v=XOdYSGB92sY

    Jest w Polsce człowiek który, jak mówi, potrafi robić rzeczy w tej technologii. Nie robi ich bo nie ma ze strony polskich larpowców zapotrzebowania. Robi zwykły lateks:

    https://www.facebook.com/media/set/?set=a.462540347207381.1073741841.232264686901616&type=1

    Rozmawiałem z nim o zrobieniu gladiusów do treningu i wyraził gotowość. Mogłyby być z normalnymi kościanymi rękojeściami, drewnianą kulą i tak dalej, po prostu z piankową klingą. Tyle że nikt z Rapaxu nie wyraził zainteresowania. Być może po powrocie do Polski sam zamówię dwa takie miecze na próbę, ale nie wierzę aby coś takiego kiedyś przyjęło się w reko. Szczęk stali o stal jest dla ludzi zbyt satysfakcjonujący żeby się tego pozbyć 🙂

  74. ShellCat napisał(a):

    Dobry, lekko napisany tekst.
    Myślę, że artykuł bardzo dobrze pokazuje proces ewolucji, niech będzie poprawnie w takim razie – rekonstrukcji historycznej w Polsce. O tej ewolucji nie miałam za wiele pojęcia. Ponieważ bardzo dobrze pamiętam lata 90-te w "rycerstwie" polskim, znam doskonale to, o czym piszesz, Piotrze, i dokładnie tak jak piszesz. (Mój własny miecz waży 3.7 kg 😉 Dzisiaj jestem pełna podziwu dla samej siebie, że w ogóle mogłam go podnieść, nie mówiąc o wymachiwaniu nim 😀 )

    Wspominam z wielkim sentymentem, i troszkę z uśmieszkiem, swoje "nastoletnie" lata spędzane "w bractwie rycerskim" 😛 Potem było wiele lat przerwy i właściwie niedawno zetknęłam się z tym, co wyewoluowało, czyli rekonstrukcją. I szczęka mi spadła, gdy zobaczyłam, jak to wygląda dzisiaj.

    No cóż, okazało się, że ja jednak jestem larpowcem i fantastką. W rekonstrukcji ni diabła bym się nie odnalazła, bo mnie pociąga właśnie "to drugie" – klimat, zabawa, granie, tworzenie strojów wedle pomysłu i "widzimisię" – wszystko słowa zakazane w rekonstrukcji 🙂 Ale tę swobodę właśnie sobie cenię.

    Artykuł dobrze też porównuje obie grupy – rekonstruktorów i larpowców. I w artykule i w komentarzach widać wyraźnie prawdę oczywistą – te dwie grupy zawsze, zawsze będą mówiły różnymi językami i nie znajdą wspólnej ścieżki.Bo o co innego w nich chodzi. To jakby fani piłki nożnej i pasjonaci dziergania frywolitek, albo amatorzy europejskiego filmu niszowego przekonywali się nawzajem, która rozrywka jest lepsza.

    I ja mam nadzieję, że tak zostanie. Mam nadzieję, że na larpach zawsze będą się liczyły dobra zabawa i klimat i fajne stroje. Specjalnie użyłam takiego słowa – fajne – bo chyba dobrze oddaje to, o co chodzi. Mają być fajne. Im bardziej dopracowane – tym lepiej, ale mam nadzieję, że to, o czym ktoś gdzieś wspominał, (że to dobry kierunek – że coraz więcej osób inwestuje ciężkie pieniądze w dobry strój larpowy) czyli ciężkie pieniądze – nie stanie się nigdy poważnym kryterium. Są stroje lepsze i gorsze, dużo zależy od pomysłu, umiejętności, chęci i kieszeni autora, ale tę swobodę kocham i mam nadzieję, że nigdy środowisku nie zostaną narzucone sztywne wymogi ultraśności. Rekonstrukcję pozostawmy rekonstruktorom.

    RatDoctor

  75. Anonimowy napisał(a):

    Z punktu widzenia Larpowca:

    Dwa różne światy, a do tego stojące na przeciwnych biegunach. Rekonstruktorzy poświęcają się rekonstrucji. Ich celem – jak podkreśla autor artykulu jest stworzenie jak najlepszego stroju z wybranej przez nich epoki. Dbają o historyczność, realizm, badają źródła. Ciągle coś udoskanalają i poprawiają (jak mundur muszkietera). Prowadzą szerokie badania tematyczne a celem jest jak najbardziej "ralistyczne" odwzorowanie stroju z wybrajen prze siebie epoki i tematu. Tak przynajmneij rozumiem to po przekonaniu I to właściwie tyle – satysfkacja wynika z włąśnie tego.

    Strój w larpie jest zupełnie czymś innym, jest jednym z narzędzi wyrazu a nie końcowym efektem (produktem). Dla tego poświęcamy mu mniej uwagi i pracy. Poza strojem Larpy mają wiele innych aspektów na kóryh się skupiamy.

    Często potrzeba nam gotowego stroju na konkretny termin i musi on być w konkretnej konwenji i konkretnego typu. Za to za miesiąc będzie potrzebne coś z zupełnie innej "epoki". Bo raz trzeba zagrać szlachcica w settingu opartym z grubsza o XVII w. a raz rzymskiego legionistę. Trudno finansowo czasowo przygotwać tak skrajne różne i szczegółowe stroje. Często więc stosujemy sporą umowność i ponowne wykorzystywanie elementów kierujac się raczej ogólnym dopasowaniem do konwencji (często w hollywoodzkim pojęciu) niż pseudorealizmem.
    Kiedyś wiecej było larpów kontyuacyjnych gdzie postacie mozna było ciagnąć przez wiele edycji więc inwestycja w lepszy strój nie była jednorazowa. Jednak ten typ larpów dość szybko się wyczerpał.

    Do tego w przeciwieństwie do rekonstruktorów nie mamy czegoś takiego jak źródła. Zwykle mamy ogólne pojęcie jakiej epoce historycznej odpowada dany setting (wyłączam z wywodu wszelką futurystykę). Czy jest to setting książkowy, filmowy, czy na podstawie gry fabulrnej zwykle wiedza jaką mozemy zdobć na jego temat jest bradzo fragmetaryczna – bo tyle widać w filmie, tyle opisano w powiesci/podręczniku. Resztę trzeba ekstrapolowoać – wymyślić samemu. A nie koniecznie każdy laprowiec ma ochotę być rekonstruktorem w stopniu pozwalajacym zrobić to "realistycznie". Jak już pisalem w larpach biega nie tylko o bieganie w strojach. To samo dotyczy niepraktycznych zbroi czy dziwacznych elementów.
    Trochę w tym licencja poetica. Larpy wyrosły z RPGów pen & paper a te operują głównie w sferze wyobraźni. Oba rodzaje Role Playów przyciagają ludzi twórczych zapędach więc zdaża nam się wodze wyobraźni popuścić – z różnym skutkiem :P.
    Z drugiej strony ta sama wyobraźnia pozwala nam ignorować wszekie niedostatki strojów – uzupełniamy je wyobraźnią.

    Kolejną sprawą jest utylitarność strojów laprowych. Strój ma za zadanie przypominać kogo odgrywa noszący go gracz. Z jakiej jest frakcji/grupy społecznej itp. Niekiedy przy okazji konwentów zdaża się granie bez strojów. Nikomu nie przeszkadza to w dobrej zabawie.

    Nie znaczy, że przedstawiciele obu grup nie mogą razem banglać o ile obie zdają sobie sprawę z różnic i akceptują je. Rekonstruktor przychodząc na larpa musi pamiętać, że stroje mają tu charakter umowny a celem jest gra i odgrywanie swojej roli. Larpowicz który zechce bawić się między rekostruktorami winien raczej powściąnąć wodze wyobraźni i postarać się zdobyc trochę rzetelnej wiedzy.
    Ważne by nie przenoscic swoich wzorców w środowisko które ma już ugrunowane inne podejscie w dziedzinie i "rewolucji" nie zaakceptuje.

  76. Piotr Smolański napisał(a):

    To jest wszystko prawda, ale:

    1. Da się zrobić strój larpowy dość uniwersalny, który będzie dostosowywany do konkretnej roli dodatkami, nie całkowitym przeformatowaniem. Tak jest nawet taniej.

    2. Larpowcy, ignorując zupełnie to, czy strój ma sens i cel, często robią sobie potwornie niewygodne rzecz, w których można co najwyżej stać. Odrobina wiedzy o funkcji ubrania historycznego bardzo by tu pomogła.

    3. Larpów kontynuacyjnych jest sporo, poza tym sporo jest larpów wewnątrz tej samej konwencji. Ludzie jakby przestają się bać powtarzania stroju i wychodzi to generalnie larpom na dobre. Człowiek bardziej się stara, kiedy jego strój będzie założony wiele razy, niż kiedy raz.

    4. Modne w światku larpowym staje się zrywanie z umownościami. WYSIWYG, 360 i tak dalej. Larpowcy wymagają od organizatorów (zupełnie słusznie), żeby stół był stołem, zamek zamkiem, piwo piwem, pochodnia pochodnią. W czymś takim klasyczny strój larpowy jest jedynym elementem umownym w otoczeniu nieumownym i po prostu razi. Fatałaszek BDSM jest alegorią zbroi dokładnie tak, jak długopis jest alegorią pióra wiecznego, a rozpięte w lesie sznurki alegorią chaty jakiegoś chłopa. Dla mnie dziwne jest wymaganie od organizatorów rezygnacji z umowności, kiedy jednocześnie nie wymaga się tego od siebie. Ostatecznie psuje się w ten sposób efekt ich pracy.

    W każdym razie po Battlequeście 2015 stwierdzam, że idzie ku lepszemu 🙂

  77. Anonimowy napisał(a):

    Ad.1 Zgadzam się – modularność daje jeszcze więcej możliwości ale idzie to właśnie kosztem realistycznego odwzorowania na które reko stawia główny nacisk. 😉

    Ad 2. Trochę tak. Dla Ciebie, jako rekonstruktora ta wiedza jest fajna i ciekawa – dla gracza larpowego może ale nie musi. Ja osobiście robienia strojów zwyczajnie nie lubię. O ile mam fun z odgrywania, interakcji, wcielania się w postać o tyle przygotwanie stroju przed grą to dla mnie wielkorotnie droga przez mękę :P. Inna sprawa, że jak już stroj zrobię to go zwykle choć minimalnie przetestuję w kontekście poruszania się i funkcjonowania.

    Ad 3. Podejrzewam, że są – i że powstają nowe, ale z tego co wiem ropzadają się szybko. Pisałem bardziej z perspektywy ich twórcy. Wymyśłanie fabuły wciaz dla tych samych postaci jest jak przydługi serial… Zaczyna gonić w piętkę.

    Ad4. Akurat trend WYSIWYG i 360 nie jest czymś specjalnie pozytywnym. Z powodów kóre sam przytoczyłeś w artykule – ograniczanie wyboru postaci. W pewnym momencie na WYSIWYG dochodzimy do grania siebie (włącając w to częstą niemumiejetność przestawienia myślenia z XX wiecznego). Do tego dochodzi kwestia wzrostu ilości ograniczeń ograniczeń (nawet bez magii w świecie gry można znaleźć niekiedy sporo umiejęttności kórych normalna osoba, gracz, nie posiada) i wzrost kosztu – zamek, rekwizyty "z epoki" itp idą w koszta. No i co najważniejsze jest to dla mnie część szerszego trendu – gdzie rozrywka wymaga od odbiorcy coraz mniej wysiłku. Jak byłem dzieciakiem miałem pluszowego psiaka i wyobrażałem sobie że szczeka, je i robi wszykoc co pies powinien robić, budowalem z prostych klocków,bez instukcji skaldania (jak w lego) garaż dla resoraków itp. Dzisiaj są gotwe zestawy, szczekające psy roboty i kupa innych rozrywek które podają wszyko na tależu. Tak samo patrze na larpowe WYSIWIG. Rezygnacja z umowności generuje koszty i ogranicza możliwości nie dajac nic w zamian. Imersję zwiększa tylko pozornie – zastępując własną zdolność wczucia się w rolę, atmosferę oraz wyobraźnię gracza bodźcem z zewnątrz. Po jakims czasie oswajamy się z bodźcem i potrzeba nowego silniejszego, żeby znowu było fajniej. Tak działa współczesna telewizja gry wideo itp. Mocniej, więcej, bardziej dosłownie. Ot cała tajemnica sukcesu seriali HBO z GOT na czele. Oczywiście tam gdzie można zrobić fajną dekorację, strój, klimatyczną lokację jestem jak najbardziej za ale mając do wyboru – nie robić czegoś by uniknąć umowności alb wporwadzć umowność wybiorę to drugie.

  78. Piotr Smolański napisał(a):

    2. Nie chodzi mi o to, czy to fajne i ciekawe, czy też nie, ale o zwykłą funkcjonalność. O zrobienie stroju tak, żeby można się w nim było swobodnie poruszać, żeby nie dostawać udaru w gorącu i nie dygotać od lekkiego cienia, albo po prostu nadejścia wieczoru. Larpowcy generalnie robią stroje tak, jak teatralne krawcowe – stroje, w których można wygodnie stać a i to tylko pod warunkiem, że pogoda jest optymalna. Gra cierpi na zablokowaniu sobie wygodnego ruchu w dowolnych warunkach.

    4. Mylisz się, ale rzecz wymaga chyba dłuższego tekstu. W dużym skrócie – to dotyczy tylko walki, na której i tak RPGowcy i larpowcy są zbytnio zafiksowani.

  79. MiW napisał(a):

    Nie czytałem komentarzy ale ogólnie larp a reko to dla mnie dwie różne rzeczy. Natomiast według mnie to na larpach brakuje dzisiaj wzorców ( nie mówię, że trzeba je osiągać) dla konkretnych konwencji ( tak to nazwijmy).
    Jest to jeden z głównych powodów dla których grając w różnych konwencjach ciągle czujemy się jakby to był New Age albo Wolsung – pomieszanie z poplątanym.

    Typowy świat fantasy można oprzeć na średniowieczu ( i tutaj już zostawiamy której modzie ( u zamożnych) bo moda biedoty tak często się nie zmieniała). Problem jest taki, że zaraz ktoś będzie chciał się totalnie odjechanie wyróżniać ( nawet jak ma inne stroje) i wyskoczy z czymś totalnie odjechanym poprzez wszystkie epoki aż do Młodej Polski włącznie. Dużym powodzeniem cieszą się czasy wiktoriańskie nie ważne kiedy gramy – na zasadzie, że fajne ciuchy wówczas mieli. Problemem jest natomiast to, że właśnie „każdy” powie jaki fajny odjechany strój – i za rok masz juz nie 10 % a 20% takich strojów itd.

    Patrząc z perspektywy czasu to imo ludzie właśnie z lat około 2005 roku mieli wewnętrznie większe pojęcie o strojach (powiedzmy na zasadzie intuicji) niż jest to teraz. Proponuję studium przypadku : Fantazjada Sabat (2016) i wybrane zdjęcia jako wzorcowe. Niestety dla wielu jak najbardziej pasują i pochodzą z tej samej bajki.

    Osobiście ja np widzę typowy świat fantasy jako wczesny XI ;), ale gdybyśmy operowali epoka w tą czy w tamtą nie byłoby to problemem. Kiedyś zapytałem się tylko gościa ubranego we francuski mundur z epoki napoleona – bez guziorków) czy rzeczywiście uważa, że pasuję do konwencji typowego świata fantasy – odpowiedzi wszyscy się domyślają. Dlatego ja zawsze postuluję by zrobić po prostu katalog zdjęć strojów najbardziej „pasujących” do konwencji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.