Stop glanowaniu postaci, czyli o butach larpowych słów kilka

Data: 31 października 2013
Kategorie: LARP, LARP: Publicystyka
Odsłony: 2612
 Like

Rzecz będzie o butach larpowych, o tym jak je mieć średnio i tanio albo dobrze i drogo oraz czego i czemu nie mieć.

1. Do rekoludków

Jeśli jesteś rekoludkiem to właściwie nie masz po co dalej tego czytać. Masz odpowiednie buty i potrafisz ich używać (jeśli nie masz, to nie jesteś rekoludkiem, duh). Epoką się nie przejmuj. Spokojnie możesz przyjść na larp monastyrowy w butach średniowiecznych, biegać na larpie fantasy w szkockich „tradycyjnych” (czyli z pierwszej połowy XX wieku) ciuchach góralskich i w rzymskich calcei. Nie drwię, nie robię sobie jaj. Buty właściwie z dowolnej epoki poza XX wiekiem zadziałają. Niektóre z XX wieku też.

2. Trzy poziomy obutego gracza.

Oczywiście tak naprawdę oś jest ciągła, nie dyskretna, ale wyróżnijmy sobie takie trzy typy:

  • N00b. Co to jest ten larp tak w ogóle, co ja tu robię, o co chodzi, zwiążę se sznurkiem t-shirta no a buty to mam tylko adasie, mogę grać? Zaczynałem od tego poziomu.
  • Glany. Glany, glany, glany. Mocno łączy się to z wiekiem w którym glanyglanyglanyglany i w którym uważa się (glanyglanyglany) że monstrualnie ciężkie robocze buty dokera zaprojektowane po to żeby spadająca skrzynia nie zmiażdżyła palców nadają się do chodzenia.
  • Buty kupione specjalnie do larpów (albo używane na larpach buty reko), względnie buty codzienne dobrze się na larp nadające.

 

Za docelowy i idealny uważam oczywiście typ c. To że czerwone trampki nie nadają się na larpy mam nadzieję nie muszę w ogóle mówić (chociaż świetnie zapewne pasują do polarowych tunik), glanowców do porzucenia ich glanów i tak nie namówię co bym nie zrobił, więc… Więc skupmy się na tym:

3. Jakie buty można sobie na larpa sprawić.

Sztylpy/owijki na butach współczesnych

Pierwszą opcją są modyfikacje butów współczesnych. Bardzo często spotykane na glanach w naiwnej wierze że owinięcie ich kilkoma paskami skóry uczyni z nich dobrze wyglądające buty. Dobrze dobrane owijki albo sztylpy faktycznie potrafią dać radę, ale nie na glanach. Ten koszmarnie wielki bieżnik i sznurowania na powierzchni buta sprawiają że nie da się z tym zrobić nic. Efekt o który chodzi to ten gdzie modyfikatory całkowicie zakrywają wszelkie współczesne sznurówki, zamki i zatrzaski. O taki:

Sztylpy ze sklepu jeździeckiego

Dobre jeździeckie sztylpy potrafią być drogie, natomiast owijki już niekoniecznie. Owijki zrobione samodzielnie będą w ogóle tanie złotówkowo (wystarczy bardzo niewiele wełny), ale bardzo drogie czasowo. Wełniane muszą być obszyte żeby w ciągu godziny nie porozłazić się w chmurę luźnych nitek a obszycie takich owijek to koszmar. Jeśli ktoś ma odpowiednią ilość filcu to insza inszość – filc jest lepszy i nie trzeba go obszywać. Gotowe owijki można kupić w cenie około 100zł, dobrze działają pierwszo i drugowojenne ze sklepów reko. Przykład:

http://www.sofmilitary.co.uk/ww1-german-putties-product,12532 niemieckie owijki z Pierwszej Wojny Światowej.

Owijki w sklepach larpowych potrafią kosztować 50% tego, ale (jak niemal wszystko w sklepach larpowych) są kiepskiej jakości bawełną. Odradzam. Zawiązane owijki wyglądają tak:

Owijki w śniegu

 

I owijki poza śniegiem

 

 A tutaj przykład ich wiązania na YouTube.

 

Dodanie do tego kawałka krajki jako górnego wiązania sprawi że będzie to wyglądało naprawdę fajnie.

Ta opcja to między 0 (z szycia stroju niemal zawsze zostanie wystarczająco dużo wełny) a 100zł, nadaje się na sporo współczesnych butów i oczywiście na wszystkie historyczne.

 

Sandały.

Same takie buty są niezwykle tanie. Oczywiście nie myślę tu o współczesnych sportowych sandałach miejskich (widywałem takie na larpach, błyskające spod habitów), ale o sandałach skórzanych. Jezuski da się dostać w sieci po 15zł a na stoiskach na miejskich rynkach po 45zł.

Jezuski

Jeśli chodzi o wygląd to są one skrajnie pro. Wydając te 15-50zł będziesz mieć jedne z najlepszych butów na larpie. Dalej – za 120zł (30 EUR) da się dostać sandały z trawy esparto, wygodne i na larpie i w lecie na wakacje:

Buty z trawy esparto, do nabycia tutaj: http://www.armillum.com/en/shoes/507-roman-esparto-grass-sandal.html

Niestety sandały wiążą się z problemami które rozwiązuje tylko wydanie sporej ilości pieniędzy. Jakimi? Na jednym z pierwszych Flambergów, jako ostatni ocalały elf z pewnego poselstwa, uciekałem przez las przed dwiema drużynami. Miałem na nogach greckawe sandały, właśnie coś w rodzaju jezusków, ale z bardziej zabudowaną stopą. Las. W poszyciu ukrył się jakiś płożący się pęd czegośtam, cały nabity małymi wrednymi kolcami. Kiedy biegłem ten pęd dostał się między moją stopę a górny węzeł. Zerwałem go całego nogą, ale przedtem przejechał mi po całym wierzchu stopy i uderzył w łydkę. Tego co czułem nie opiszę, bo po prostu to wyparłem. Miałem z sandałami jeszcze parę innych mało wygodnych przeżyć, choć nie aż tak traumatycznych. Generalnie minister zdrowia, szczęścia, pomyślności przestrzega: nie bądźcie hardcorami, to boli. Ja mam dobre powody żeby być hardcorem, staram się ciągle poznawać właściwości użytkowe dawnego sprzętu. Wy takich powodów nie macie, a w wytrzymywaniu bólu, zdartej skóry i tak dalej nie ma nic chlubnego ani szczególnego, jest to po prostu bolesne i niewygodne. Jak sobie z tym poradzić?

Utarło się że najbardziej obciachową cechą polackości/polactwa/”polaczków” (zachowana pisowania pejsbukowo-onetowa) są skarpetki do sandałów. Totalny obciach na cały Wielki Ośrodek. Jednocześnie rozwiązanie naszego problemu. Na pomysł że do sandałów nie należy nosić skarpet może wpaść tylko ktoś kto całe życie chodzi po betonie i kto nigdy nie schodzi w sandałach z wygodnej drogi albo ścieżki. Przez większość historii ludzkości zakładano do sandałów skarpety bo jest to po prostu bardzo wygodne. Tanie buty, doskonały obieg powietrza, łatwe dostosowanie do wielkości stopy, doskonała ochrona przed syfem leżącym na ziemi. Tak było do całkiem niedawna. Ot, angielski sposób na łażenie po pustyni w czasie II Wojny:

Angielskie buraki w skarpetach do sandałów!

Skarpeta przy okazji chroni przed oparzeniami zgięcia stopy, choć te zdarzają się tylko przy naprawdę wysokich temperaturach.

Jaka skarpeta? Tu jest problem. To musi być gruba wełna. Tyle że zwykła skarpeta wełniana, nawet dziana (robiona na drutach) z grubej wełny rozpadnie się w 2-3 dni. Jak raz pojawia się w tym dziura, to jest po sprawie, dziura będzie się rozszerzała. Wełniane skarpety jednocześnie do najtańszych nie należą i używanie ich jako jednorazówek trochę boli. Prawidłowa skarpeta do takich sandałów to wełna naalbindowana:

Naalbindowana skarpeta

Naalbinding jest techniką bardzo powszechną jeszcze w XIX wieku. Tworzy droższe, ale niesamowicie wytrzymałe rzeczy. Każde oko składa się w niej z osobnych węzłów a zerwanie jednego włókna nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji. Te skarpety są niezniszczalne i doskonale osłaniają stopę. Są też, niestety, drogie. W chwili pisania tego tekstu piękna i utalentowana Sylwia sprzedaje wysokie skarpety naalbindowane po 250zł a niskie po 150zł:

http://www.silviage.pl/search/label/Naalbinding?max-results=100

I anegdota. W Anglii jest fatalnie z ogrzewaniem, czasem kiedy znikąd nadejdzie zimno trzeba poczekać pół dnia aż elektryczny grzejnik solidnie nagrzeje pomieszczenie. Dłuższy czas temu odkryłem że żeby przestało mi być zimno w stopy muszę zdjąć bawełniane skarpety i kapcie i nałożyć moje rzymskie skarpety naalbindowane. To jest naprawdę niesamowita rzecz. Ale, jako się rzekło – droga.

Jeszcze jedną opcją jest zrobienie sobie skarpet z filcu:

Filcowe skarpety-samoróbki, link poniżej

Instruktaż tutaj:

http://lizciokajlo.wordpress.com/2010/11/28/experimenting-with-molded-felt/

To jest dość tanie, ale trzeba pamiętać o upewnieniu się że mamy filc prawdziwy a nie akrylowy. Do takiej skarpety można nawet doszyć twardy kawałek skóry (szew musi być wtedy w wyrytym rowku żeby nie przetarł się na drodze) i mieć buty na 1-2 larpy.

Więc: sandały + skarpety to (15-150)zł + (50-400)zł = 65-550zł zależnie od tego jak bardzo chcemy mieć wypasiony zestaw. Naalbindowane skarpety z wełny sklepowej + jezuski, to powinno wyjść koło 200zł.

Mając takie skarpety kupujemy do nich sandały, nie na odwrót. Solidna wełniana skarpeta jest bardzo gruba!

 

Kowbojki, saperki, insze inszości

Jest tego dużo do dostania na alledrogo i w sklepach kowbojskich czy innych demobilach, czasem na ciuchach. W chwili pisania tego tekstu takie saperki da się kupić na alledrogo za 30zł:

Dobrze zużyte buty potrafią być świetną opcją

a takie za 260zł:

A świecące nowością – nienajlepszą opcją

Kowbojki da się czasem dostać po 100-150zł (trzeba unikać tych z indiańskimi wzorami i najróżniejszymi napisami, oraz przypatrywać się czy nie mają zamka błyskawicznego). Co buty powinny mieć, czego nie powinny mieć? Nie powinny mieć zamków błyskawicznych, zatrzasków, sznurówek (wiem że historyczne buty były sznurowane, ale nie tak jak współczesne), ćwieków i tak dalej. Mogą mieć sznurowania skórzane, paski na sprzączki, powinny być skórzane i to widocznie skórzane. Da się trafić prawdziwe okazje a dokładając jeszcze do nich odrobinę pracy wyjść z tego z prawdziwie dobrymi butami.

Nie należy też bardzo się bać butów tanich. Buty tanie są do kitu i generalnie są pomyślane na jeden sezon. Ale jeden sezon to około 60-90 założeń, czyli około 30-80 larpów.

 

Buty w jakości reko

W dużym skrócie – odradzam. To są buty bardzo drogie, do tego te cechy które czynią je drogimi są w najlepszym razie obojętne a w najgorszym szkodliwe na larpie. Chodzenie na podeszwach z drewna, z gładkiej skóry albo bieganie w podkutych butach po gładkich kamieniach to jest coś czego trzeba się nauczyć i co nigdy nie staje się naprawdę wygodne. Niektórzy ludzie robiący buty reko mają ofertę w gorszej jakości (szycie maszynowe i gumowe podeszwy) dla larpowców i nad tym już można się zastanowić. Ale moja generalna rekomendacja jest taka żeby trzymać się z dala od obuwia rekonstruktorskiego jeśli nie wie się naprawdę dobrze co się robi.

Minister obuwia społecznego ostrzega przed butami historycznymi. Nawet kiedy są z badziewnej, garbowanej chromem skóry. Mroki! Mrooooooki!

Buty ze sklepów larpowych.

I ponownie – odradzam. W większości przypadków są fatalnej jakości, w najlepszym razie są to takie same kowbojki albo oficerki jakie dostaniecie na alledrogo, ale z doszytymi ozdobami i/lub zębatkami. Na zdjęciach wyglądają znacznie lepiej niż naprawdę. Jeden z polskich sklepów konwentowych sprzedaje buty na zamek błyskawiczny reklamując je jako nadające się na larp fantasy. Czasem buty z takiego sklepu mogą dać radę, ale bardzo odradzam kupowanie przez Internety. To po prostu trzeba obejrzeć na żywo.

 

Co z takimi butami należy robić.

Rzeczy niby oczywiste, ale dla części ludzi buty larpowe będą pierwszymi skórzanymi butami w życiu (a glanowcy są przyzwyczajeni do tego że ich buty są z żelbetonu i nie wymagają żadnej konserwacji). Buty skórzane trzeba pastować, zwłaszcza po używaniu ich w ostrym słońcu i na pylistej drodze. Kremy i bezbarwne pasty są dość uniwersalne. Buty larpowe warto jest mieć znoszone, dlatego nie trzeba ich polerować, ale jeśli zaniedbamy pastowania to prawdziwa skóra zacznie pękać i łamać się albo łuszczyć. Oczywiście jeśli buty są z plastiku to pastowanie nie jest potrzebne, potrzebny jest za to jakiś filtr oddechowy, bo w ostrym słońcu będą potwornie śmierdziały rozgrzanym plastikiem.

Do takich butów należy nosić skarpety z wełny albo z dobrego miksu wełnianego (do nabycia w sklepach dla trekkerów). W butach zamkniętych mogą być dowolne wełniane skarpety, naalbinding jest ważny w butach otwartych. Dlaczego wełna a nie plastik albo bawełna to już wytłumaczone było w tekście Tkaniny, instrukcja obsługi

I to, na dzisiaj, tyle.

Komentuj przez Facebooka
Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.