• Larp „Mir: Wesele”, 2016, recenzja plebejska

    Data: 5 czerwca 2016
    Kategorie: LARP
    Odsłony: 1114
     Like
    […] tej historii rychłym końcem zasmuceni będziem/ Gąski która chciała wierzyć że będzie łabędziem…
    Bartosz Wagabunda o Pantojewskich i pewnej bestii heraldycznej.

    Gra „Mir: Wesele” AR Argos odbyła się w dniach 15-16 IV 2016 na zamku Grodziec (pod Złotoryją). To w założeniu pierwszy odcinek cyklu, pod wieloma względami kontynuacja larpów Burgkon z lat 2011 i 2012: Ta sama organizacja larpowa jako organizator, to samo miejsce imprezy, podobne założenia. Rezygnację z rozpoznawalnej marki Burgkonów (sam poleciałem w dużej mierze na sentyment za niegdysiejszym śniegiem) uważam za poważny błąd marketingowy, acz nie przeszkadzało mi to jako graczowi.

    Bilet kosztował 430zł od łebka, doliczyłem się czterdziestu jeden graczy i osiemnastu osób zaangażowanych w organizację, gdzie piątka nie obsługiwała imprezy w trakcie.

    Zdjęcia w tekście są republikowane za zgodą organizatora. Więcej znaleźć można na profilu facebookowym larpa.
     


    Adnotacja redaktora [Piotr Smolański]: Organizator ustosunkował się do recenzji dość szeroko. Konkretne odpowiedzi dotyczą konkretnych fragmentów recenzji, ale (żeby nie rozbijać jej w polemikę-rozmowę) scaliłem je, opatrzyłem nagłówkami i umieściłem na końcu tekstu. Polecam przeczytanie i recenzji i odpowiedzi. Warto mieć na uwadze syndrom MG – to, co na larpie widzi postać i to co widzi MG potrafi być diametralnie różne, z powodu olbrzymiej różnicy perspektyw. W związku z tym ludzie mogą nie zgadzać się co do larpa i jego przebiegu bez żadnej złej woli, po prostu widząc inne jego wycinki i inne rzeczy mając mocno wryte w pamięć.


     
    Grałem tam w hamletyzującego pijaczka z dołów społecznych i należy to mieć na uwadze podczas lektury: Grę uważam za nierówną, bardzo udaną – sądząc po opiniach – dla odtwórców szlachty, znacznie słabszą dla plebsu.

    Organizacja

    Gracze przechadzają się i rozmawiają na dziedzińcu zamku Grodziec

    Dziedziniec działa i pracuje

     

    Grodziec jest doskonałym miejscem na grę fantasy. Przynajmniej taką średniej wielkości, bo obszar wokół mało się nadaje na „wyprawy”. Nieprzypadkowo larpy odbywają się tam co najmniej od roku 2001 (Fantazjada).

    Sama budowla jest bardzo malownicza, z masą zakamarków i pięknie urządzonymi salami, dobrym zapleczem sanitarnym, także kuchennym. W stosunku do gier o bardziej „terenowym” charakterze, zdejmuje z barków organizacji masę prac logistycznych.

    Była opcja wykupienia dojazdu busem z Wrocławia, fajna sprawa. Czy ostatecznie doszła do skutku, szczerze mówiąc nie wiem. Sam telepałem się furą po znajomości.

    W cenie biletu mieliśmy nocleg w warunkach schroniskowych, bardzo przyzwoity. Odpływy w prysznicach zatkały się prędziutko, ale uważam to za drobiazg. Była też możliwość spania „w klimacie”, sam przekimałem w chatce-kopulatce prowadzonej przez siostrzenicę mojej postaci. W cenie akredytacji zawierało się również wyżywienie. Mnie smakowało i było wystarczająco suto, przynajmniej w menu standardowym. Nie wypowiem się za wegankę która miała na tym polu pewne problemy, choć o swojej diecie pisała w formularzu zgłoszeniowym.

    Jedliśmy niestety, plebs i Państwo, w jednej sali, przy jednym stole. Raziło mnie to trochę, acz to coś na co mogę przymknąć oko: Wydzielić cześć posiłku, akurat tyle żeby starczyło dla chłopstwa, zanieść wszystko do chłopskiej chaty tak żeby się gary nie wypieprzyły w błoto – jest to pewien komplikator.

    W pewnym momencie wyprosiłem z imprezy motocyklistów i quadowca którzy z rykiem silników wjechali na dziedziniec, żeby sobie wody kupić w zamkowym sklepiku. Nie jestem pewien jak skutecznie temu zapobiec, nie blokując równocześnie możliwych interwencji karetki czy straży pożarnej. Może starczy postawić taczkę z karteczką w bramie baszty (barbakanu?) przed zamkiem. Kojarzę, że na drodze wiodącej do zamku kiedyś stał szlaban.

    Uwaga, odradzam parkowanie w bezpośrednim sąsiedztwie wioski. Miejscowi dostarczyli atrakcji pod tytułem włam, dewastacja i stres dla każdego kto w furze zostawił portfel.

    Mechanika

    Walka na larpie Mir

    Trafił mnie, czy nie trafił?

     

    Mechanika walk była uznaniowa tj. każdy gracz miał sam ocenić jak bardzo poturbował go dany cios. Uważam takie rozwiązanie za beznadziejne, gdy walka ma realnie posłużyć rozstrzygnięciu konfliktu. Nie będę się rozwodzić, sprawę już wyłuszczył w recenzji Burgkonu mój ulubiony felietonista. Tu służyła głównie do tworzenia ładnych scen i to się udało – te których byłem świadkiem na turnieju rycerskim, wyszły efektowne dla obserwatora.

    Magia miała być w założeniu okraszona efektami specjalnymi, z okazałą oprawą wizualną, reprezentowana głównie w ceremoniach magicznych. Świadek takowej, gracz, twierdzi że postulat nie został spełniony i wyszło to biednie, nie lepiej niż na przeciętnym larpie fantasy. Z kolei organizator twierdzi, że były jeszcze ceremonie magiczne których tamten widzieć nie mógł, a które jakoby wyszły znacznie lepiej. Nie rozstrzygnę między nimi, sam nic z tego nie widziałem.

    Funkcjonowała sala przeznaczona na tzw. Blackbox. Sam nie skorzystałem, nie złożyło się. Jeśli komuś posłużył to fajnie.

    Świat przedstawiony

    Chłopstwa, zgrupowanego w dwie spierające się o miedzę rodziny, było bodaj dwanaście osób. Żeby grać głównie we własnym gronie, trochę mało. A tak by wypadało, bo lwią część pozostałych postaci stanowiło jaśnie państwo, rycerstwo. W takich pseudo-średniowiecznych realiach do realizacji których Mir aspirował, ziejąca przepaść społeczna.

    Stanu mieszczańskiego, przyjezdnych choćby kupców, nie było w ogóle. Ma to jakiś sens, bo w fabularnym miejscu akcji brak ośrodków miejskich. Sęk w tym, że na moje wcześniejsze zapytanie o spodziewany nadmiar rycerstwa i niedobór prostaczków dowiedziałem się, że „nikogo nie będziemy zmuszać do grania postacią na którą nie ma ochoty” (cytat z pamięci, może się nie zgadzać co do słowa). Bardzo poprawnie politycznie ale koledze który chciał grać mieszczanina właśnie, to jakoś odmówiono. Gdzie w dokumencie projektowym (do przeczytania tutaj), rozdział RZĄDŹ, akapit RODZINA, jednym tchem wymieniono rodziny szlacheckie, chłopskie i kupieckie.

    No i klops. Bo jeżeli być konsekwentnym, to trochę nie ma z kim pograć. Dwójka awanturników i trzy-cztery osoby z duchowieństwa też mocno lgnęły do stanu wyższego, bo przez samą liczebność miał większą „siłę ciążenia”. Prawdopodobnie bawiłbym się znacznie lepiej, wpraszając się w wydarzenia, gdzie feudalny chłop nie miał prawa się pojawić – dokładnie tak robiłem na larpie Burgkon jako bezczelny, wszędobylski łaziebny. Tym razem sam na siebie bicz ukręciłem przyjmując personalny wątek oparty o różnicę stanową, którą czułem się potem zobligowany rozgrywać.

    Nie wszyscy mieli takie problemy, wiem o chłopstwie które weszło w rycerskie wątki knujne. Ja się wzdrygnąłem bo ani trybiło mi to z zarysowanymi realiami, ani z prywatną awersją do gier politycznych. Którą szczególnie mocno odczułem gdy po pierwszej uczcie na sali zrobiła się typowa „przechadzanka„. Bardzo na plus zagranie relacjami rodzinnymi. Od dawna jestem fanem takowych i również tym razem przysporzyły mi zabawy. Scenarzyści zaprosili członków familii do samodzielnego rozbudowania zależności między krewnymi, acz nastąpiło to trochę późno bo dziesięć dni przed imprezą. Dodatkowy tydzień wyprzedzenia wiele by zmienił.

    Ze spraw które prawdopodobnie nikogo poza mną nie obchodzą: Szachy są fajniejsze niż skandynawskie hnefa-cośtam. W to też da się grać na kawałku szmaty, symbolicznie opisanymi kamykami. I nie było balii. Pawle J., ja nie zapomniałem.

    Obrót pieniądzem, handel, gospodarka

    Jedynymi podchodzącymi pod to elementami (jakie zaobserwowałem) był chłopski spór o miedzę i „konkurs” z nagrodą w postaci zboża na zasiew. Funkcjonujące w grze monety pojawiły się zasadniczo dla ozdoby, nie bardzo było na co to wydać. Może być, że coś ważnego przegapiłem. Dokument projektowy mówił m.in. o „odtwarzaniu życia gospodarczego” (wstęp dokumentu, akapit SYMULACJA ŚWIATA), „mocnym zaznaczeniu lokalnej ekonomii w grze” (wstęp dokumentu, akapit WYBIERZ JAK CHCESZ GRAĆ), „płaszczyźnie ekonomicznej” (rozdział ŻYJĄCY ŚWIAT) i paru innych w rozdziale BUDUJ. Może to jednak zamierzone odstąpienie od założeń? Skoro już na grze kupców nie ma w ogóle, wymieniającego płody rolne chłopstwa bardzo mało, a rycerstwo bawi się w politykę i obyczajówkę, to chyba niespecjalnie było dla kogo robić takie wątki. Stąd senior mógł bez wahania zagrać hojne panisko i zafundować wieśniakom brukowanie (Brukowanie! Może ktoś miał na myśli utwardzenie żwirem, wyłożenie kamieniami?) podmywanej przez rzekę drogi- nie musiał liczyć czy aby mu potem starczy na, strzelam, dozbrojenie drużyny lub najęcia mistrza małodobrego.

    Chyba nie warto było włączać do odpraw rozdziału (cennika) „pieniądze w Mirze”.

    Rzemiosło, wytwórstwo

    Przez chwilę próbowałem dłubać w skórze (jestem kaletnikiem) acz bez przekonania. Zabrałem narzędzia na wypadek gdybym się akurat nudził, bo to jednak zbyt czasochłonna zabawa na tak krótką grę. Dziewczyny trochę się zajmowały wyszywaniem, koleżanka narobiła twarogu w ramach gry. Więcej podobnych aktywności nie odnotowałem. Nie jest to zarzut, chyba nie o tym miał być ten larp.

    Religia

    Nabożeństwa wewnątrz larpa

    Zbyt katolicko?

     

    Wiem, że niektórych raziło mocne wzorowanie doktryny i liturgii dominującej religii świata przedstawionego na chrześcijaństwie. Moim zdaniem nie mogło być inaczej skoro już idziemy w stronę być może magicznego, ale jednak średniowiecza. Średniowiecze = chrześcijaństwo. Co stwierdzam jako człowiek, który w pewnym momencie zrezygnował z odśpiewania w kaplicy hymnu dziękczynnego (w pojedynkę, bez żadnych świadków!) bo miało to dla mnie zbyt bluźnierczy posmak. Przez takie ujęcie religii jakaś scena może wywołać u mnie dyskomfort, potrzebę wycofania, ale uważam to za sytuację z którą powinienem sobie sam radzić. Przez co zdegustowany byłem opowieścią o rozmowie między postaciami gdzie podniesiono zagadnienia teologiczne właśnie: Jeden z uczestników hasłem „red” zasygnalizował że przekroczono jego granice dobrej zabawy i… Zamiast samemu odejść, pozostał przy ognisku gdzie pozostali zapewne chcieli temat drążyć. W moim odczuciu to nadużycie.

    Komunikacja

    Kontakt z twórcami gry kulał. O tym, że moja postać będzie nosić inne imię niż wstukałem w formularz, dowiedziałem się z tekstowej prezentacji co barwniejszych typów. Zmiana zresztą sama w sobie uzasadniona, bo przez pomyłkę nadałem kmiotkowi imię piastowskiego księcia. Uwagi jakie miałem do zaproponowanego kształtu postaci, naniesiono rzetelnie. Nie każdy miał niestety tyle szczęścia, wiem o przypadku gdzie gracz uznał swoją odprawę za kompletnie odklejoną od treści własnego zgłoszenia (znów, postać ze stanu chłopskiego…). Zapoznał się jednak z tą rolą ledwie kilka dni przed larpem i uznał, że jest za późno na dochodzenie swego.

    Odprawy pisemne

    Odprawa pisemna, przede wszystkim- była. Tego nie wolno nie doceniać, bo dalej nie na każdej grze jest standardem. Zaskoczyła mnie (no dobra, poskładałem się ze śmiechu) wieść, że trzydziestolatkowi który lubi marudzić na własne zblazowanie zaproponowano wcielanie się w osiemnastolatka. Nie żebym widział w tym wielki problem, po prostu nie kupuję że jakoby „nie wygląda staro”. Odprawę przeczytałem wyłącznie własną, nie wiem na ile jest reprezentatywna. Składała się z części indywidualnej oraz pakietów informacji przyporządkowanych cechom postaci, prawdopodobnie tym z list wyboru formularza zgłoszeniowego („gorliwie wierzący”, „stan chłopski” etc).

    Ta pierwsza partia tekstu miała postać którą felietonista bardziej złośliwy ode mnie nazywa „debiutem literackim„. Podejrzewam że wielu graczy mogła ucieszyć, w moim przypadku szkoda czyjegoś wysiłku-poważnie, jakbym znowu zajrzał to mi wypunktujcie od myślników, nie jestem fanem pisania do larpów opowiadań.

    Zasadniczo znalazłem tam:

    • powtórzenie treści z własnego zgłoszenia
    • indywidualny motyw z jedną (jedną, podkreślmy) postacią ze stanu szlacheckiego
    • własną rolę w chłopskim sporze o miedzę i zarysowanie relacji rodzinnych.
    • znajomość z dwójką awanturników, jednak bez zawiązania na niej jakiegoś wspólnego wątku.

    Ujdzie na larpie terenowym ze stu pięćdziesięcioma uczestnikami, gdzie poza odprawą jest jeszcze rozległe środowisko gry do eksploracji. Jak na grę na czterdzieści osób gdzie zgłosiłem uczestnictwo z dużym wyprzedzeniem, trochę mało. Mimo wszystko uznałem te treści za wystarczające, dopiero w trakcie kołderka okazała się za krótka (p. Świat Przedstawiony).

    Już na zamku mała niespodzianka- odprawy przysłane mailowo były niekompletne, ostateczną wersję wręczono do łapy w wersji papierzanej. Wyjaśniono mi potem, że scenarzyści nie opanowali obsługi aplikacji Spindle. Ze spraw mniej istotnych, przy rozpisce powszechnie rozpoznawalnych postaci zabrakło podobizn odtwórców.

    Fabuła

    Martwa lub ranna postać pośrodku pełnej ludzi sali

    A co on tam robi? A leży.

     

    Organizatorzy wyszli z apelem do uczestników, by wątki tej historii pozostały tajemnicą na potrzeby kolejnej gry. Część graczy próbowała faktycznie omijać w rozmowach mielizny spoilerów, część wręcz przeciwnie. Trafił się nawet organizator który przez nieuwagę chlapnął. Mnie jednak wypada uszanować prośbę, co nieco niżej przemilczę.

    Rzucało się w moje cztery oczy, że uczestnicy wygasili praktycznie każdy konflikt który im podrzucono w odprawach. Ewidentnie zadziałała świadomość, że to pierwszy odcinek serii a wyżynać się będziemy później.

    W odprawach znalazł się zgrubny „harmonogram”, wydarzenia których nasi bohaterowie się spodziewali. Nie były one na twardo oskryptowane, dało się im przeszkodzić, acz nikt raczej nie miał po temu powodu. Rozwiązanie znam i lubię, sprzyjało płynnej rozgrywce, to na plus.
    Na minus, że do części zaplanowanych incydentów zdecydowanie brakło „obsady”. Np. w Godzinie Kpin, potencjalnie fajnym festiwalu szyderstwa, jedynie ja wystąpiłem publicznie. Zupełnie nie zagrał pomysł na wróżenie losów młodej pary z płomieni świec podczas nabożeństwa. Być może warto by scenarzyści indywidualnie proponowali włączanie się w takie rzeczy.

    Niemniej, z całej gry najmilej wspominam właśnie sceny które zaimprowizowałem przy wydarzeniach z „harmonogramu”. Zamiast rozbudować mi grę pozostały jednak jednorazowym fajerwerkiem, ponieważ współgracze mało je podchwycili: Nie doczekałem się reperkusji za wyśmiewanie własnego Pana, ani nawet porządnego przesłuchania po rzuceniu absurdalnych oskarżeń o czarną magię i podejrzeniu opętania (!!). Prawdopodobnie szlachta miała za dużo fajnych wątków by tracić na mnie czas.

    W grze udział wzięła trójka Hiszpanów nie władających językiem polskim. Jakoby nieproporcjonalnie dużo incydentów animujących grę dedykowano im właśnie. Jeżeli coś faktycznie było na rzeczy, nie uważam tego za błąd- sam obawiałbym się o wpływ bariery językowej na dobrą zabawę obcokrajowców.
    Niestety na chłopstwo, już doświadczone niską frekwencją, spadł najpoważniejszy prawdopodobnie błąd scenarzystów: Dla uatrakcyjnienia gry do jednej z dwóch plebejskich rodzin podstawiono postać odtwarzaną przez dziewczynę z organizacji. Na dobry początek larpa zaserwowano nam jej zaginięcie. Wiedzieliśmy o charakterze jej zaangażowania w tę grę, efektu zaskoczenia nie było. Świadomi że to taka szopka, zainteresowani pokręcili się bez przekonania po okolicy i dali za wygraną w poszukiwaniach.

    Ciąg dalszy nastąpił kolejnego dnia, gdy przywołanym wcześniej Hiszpanom doniesiono o odnalezieniu jej zwłok. Potencjalnie fajny punkt wyjścia do wątku śledztwa, żałoby, buntu przeciw Ammanowi (bogu), może obarczania winą władzy. Sęk w tym, ze przygotowana dla bliskich ofiary fabuła okazała się z tym incydentem rozjeżdżać. Odprawy pisemne sugerowały m.in. zabawę w spór o miedzę, swaty, gry plebejskie na pańskim weselu itp. W tym momencie kilka osób stanęło przed następującym wyborem: albo konsekwentnie gramy żałobę po brutalnie zamordowanej, prawdopodobnie zgwałconej siostrze/ córce/ przyjaciółce. Tym samym odpuszczamy wyżej wymienione watki, od których częściowo zależy dobra zabawa drugiej rodziny chłopskiej, albo po godzinie otrząsamy się z naszej żałoby, czyli tak de facto przestajemy odgrywać własne postacie. Nie zostało to bez wpływu na ich ogólną satysfakcję z gry.

    Z mniej istotnych spraw, koleżanka która odegrała zwłoki wystąpiła do tej roli nago. Przy uznaniu dla odwagi i poświęcenia (pizgało, a trochę w tej ściółce poleżała) jej negliż nic moim zdaniem nie wniósł. Umiem sobie wyobrazić grę gdzie nagość jest ważnym elementem, a tu odbieram ją raczej jako marketing poprzez małą sensację obyczajową.

    Oględziny larpowego trupa

    Podobno pod ubraniem każdy jest nagi. Tak ludzie mówio.

     

    O finale larpa nie jestem w stanie powiedzieć za wiele, wyłączyła mnie z niego trywialna kontuzja. Na tyle na ile go z boku obserwowałem, to trochę się rozmył w gadaniu. Ponoć nabożeństwo ślubne wyszło niezamierzenie komiczne, ale nie wiem dokładnie z czego to wynikało.

    W tym miejscu wielka prośba do organizatorów, by ktoś biegły w pierwszej pomocy przed imprezą przejrzał apteczkę. Mi tam rybka że altacetu zabrakło, uszkodziłem się przez własną głupotę. W poważniejszych przypadkach te środki mogą się okazać bardziej przydatne.

    Summa sumarum, własnego udziału w kolejnej odsłonie „Miru” nie wykluczam. Na ile błędy zostaną poprawione to wyjdzie w praniu, więc dla mnie osobiście kluczowa będzie cena biletu.

     


     

    Odpowiedź Organizatora:

     

     

    Swoją postać konsekwentnie kreowałeś na outsidera i wagabundę, jak dobrze rozumiem zdawałeś się na odgrywanie scen które wciągną współuczestników w interakcje. Napłodziliśmy się nieco nad Twoimi relacjami, ale kluczowa została kwestia motywacji postaci. A w zasadzie, twardo wynikającego z koncepcji, jej braku. Granie postacią oportunistycznie reagującej na wydarzenia niesie ryzyka. Proponuję, w razie kontynuacji, pewien kompromis i określenie, co Bartosz Wagabunda jednak chce w życiu osiągnąć. Pomogłoby.

    Bardzo cenimy osobiste wrażenia każdego gracza, jeżli jednak chodzi o powoływanie się na zasłyszane opinie (co do jakości gry pośród chłopstwa), to mieliśmy także biegunowo odmienne w tej kwestii.

    Zabezpiecznie wjazdu na zamek jest problemem, kartki i szlaban nie wystarczyły. Następnym razem zaplakatujemy cały wjazd żeby nawet ślepy przeczytał że impreza zamknięta. Choć wiedza o tym i tak nie powstrzymywała kilku turystów przed spróbowaniem, dążymy do zminimalizowania tego zjawiska.

    Mechanika

    Rozumiem że pogląd jest więc biegunowo różny od obserwacji [niska opinia o mechanice przy zaobserwowanej dużej widowiskowości – przyp.red.], powstrzymam się przed polemiką. Bardziej na serio -Mir pozostanie grą z mechaniką uznaniową, choć zdajemy sobie sprawę że ta decyzja powoduje tworzenie środowisk reakcjonistycznych. Przed kolejnym runem poświecimy jednak więcej czasu na warsztaty z odgrywania przemocy, ran i walki w zbrojach.

    Ekonomia

    Tutaj mamy dwie kwestie. Pierwszą jest skorzystanie z opcji opt-out z zaangażowania w ekonomię solidnej części graczy, co sprawiło że nie pisaliśmy ogólnej „gry ekonomicznej”, która każdego gracza stawiłaby w roli drobnego przedsiębiorcy zarządzającego swoim budżetem. Wątki ekonomiczne pozostały jednak, pytanie na ile Twoja postać, miejscowy pijaczek, mogła być w nie zaangażowana. Ktoś tam się martwił utargiem, ktoś ubił interes na dostawę /utajniono/. Ktoś już wie czym obsieje zboże w następnym roku, ktoś wie kto sfinansuje jego projekt. Wydaje mi się że ekonomiczna warstwa jest jak najbardziej obecna, i na pewno podjęte w grze działania będą miały na nią wpływ. A co za tym idzie – na warunki startowe kolejnej odsłony. Myślę że też „gra pieniędzmi” będzie w kolejnym runie bardziej powszechna.

    Religia

    Elementy religijne w grze są jak najbardziej obecne, uważamy że nie da się jej wyłączyć ze średniowiecznej kultury i polityki. Nie przepadamy za autocenzurą, więc i w Mirze religia ma miejsce.
    Dołożyliśmy uwagi, aby uczestnictwo w grze dla chrześcijan, w tym rzymskich katolików, nie było bluźnierstwem ani świętokradztwem. W growej liturgii nie występują imiona ani nazwy których użycie jest wg zasad realnoświatowej religii zakazane. Nie używamy przedmiotów które były poświęcone czy wykorzystywane sakralnie w realnym świecie. Nie używamy ściśle chrześcijańskich symboli.

    Wciąż, zdajemy sobie sprawę że obecność elementów blisko wzorowanych na formie liturgii może być dyskomfortowa i doliczamy to do listy potencjalnie triggerujących elementów gry.
    Przytoczony tutaj przypadek użycia słowa „red” nie jest nadużyciem. Słowo to oznacza przerwanie sceny, czy czynności która narusza granice, a nie konieczność opuszczenia jej przez osobę która użyła hasła. Być może dyskutujący chcieli kontynuować. Ale być może osoba która wypowiedziała słowo „red” też miała powód by zostać w scenie. Zasady bezpieczeństwa działają na korzyść osoby czującej się niekomfortowo, w rozsądnych granicach.

    Postać / enpis i przecięcie gry chłopskiej:

    Znany nam feedback od graczy uczestniczących w tym wątku jest diametralnie odmienny, według niego fakt iż osoba ta była podstawionym enpecem był zaskoczeniem.

    Osobiście nie do końca rozumiem dysonans, wydaje mi się że przekonujące odegranie postaci [żałoby – przyp.red.] nie spowodowałoby zarzucenia uczestnictwa w sporze o solidny kawałek ziemi. Faktem jest jednak, że w przypadku części tej rodziny motyw konsekwencji znalezienia zwłok siostry/córki nie zagrał najlepiej.

    Nagie zwłoki

    Osobiście uważam że zabieg ten solidnie budował dramaturgię sceny i odróżnił to wydarzenie od „standardowego morderstwa na larpie”. Rozmiar konsekwencji i liczba scen wynikających z odnalezienia zwłok raczej nas w tym zdaniu utwierdza.

    Kamil Bartczak

    Czytaj Całość