Jak umiera grupa larpowa

Data: 21 czerwca 2021
Kategorie: LARP, LARP: Publicystyka
Odsłony: 590
 Like

No to maszerujemy – musztra. Muszkiety na ramionach, forkiety w dłoniach. Dla formacji muszkieterskiej musztra jest czymś takim, jak dla współczesnej piechoty nauka strzelania. Może wiecie, może nie wiecie, ale dzisiejsza musztra paradna (która nie ma już żadnego zastosowania na polu bitwy i jest po prostu rodzajem tradycji) to po prostu barokowa musztra bitewna. Rzeczy, które Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego robi, żeby fajnie wyglądać, muszkieterowie robili, żeby nie umrzeć. Oczywiście na reko polu bitwy nikt tak naprawdę nie umrze, ale sami rozumiecie.

Żołnierz zaczyna krzyczeć na sierżanta musztry, bo sierżant był niemiły. Ouuuuukej.

Godzinę później na podobnym polu robimy manewry. Zwłaszcza jeden, spekulatywnie odtworzony z jakiegoś podręcznika musztry. Jest niesamowicie skomplikowany, wygląda na coś, co było robione albo rzadko, albo w ogóle. Powtarzamy go raz za razem. Jestem coraz bardziej zbaraniały, bo nie robiliśmy właściwie najważniejszych podstaw, w tym musztry ogniowej. Regiment nie potrafi razem ruszyć, nie potrafi się razem zatrzymać, nie potrafi się razem obrócić, nie potrafi utrzymać jednolitego tempa marszu, a bawimy się w jakieś otwieranie nożyc z kontrmanewrem. Weterani olewają musztrę w sposób oczywisty, przekomarzając się przy tym z sierżantem musztry. Wszystko to wygląda źle i wtedy nie zdaję sobie jeszcze sprawy z tego, że widzę umierającą grupę, ciężko chorą na Pierdzielozę i Śmierć Kulturową.

Jesteśmy po strzelaniu, po bitwie. W bitwie grupa starszych panów przechadzała się niespiesznie po polu bitwy, zamiast maszerowania. Przez całą bitwę regiment funkcjonował w formacji Ameba. Nie wykonano poprawnie żadnego manewru. Spodziewałbym się od oficerów awantury, ale nic takiego się nie dzieje. Nie można być niemiłym dla nowych, bo będzie im przykro. Nie można być niemiłym dla weteranów, bo się obrażą. Wszyscy są zadowoleni. Ja nie, bo jako jedyny chciałbym po strzelaniu wyczyścić muszkiet: mam taką chorobę, że czyszczę go po każdym strzelaniu. Dzięki temu mój muszkiet nigdy nie zamienił się w miotacz ognia, rzygający nagarem z zapału w twarz stojącego po prawej muszkietera, ani nie trzeba go było rozwiercać wiertarką. Ale mam problem – nie wziąłem z domu zestawu do czyszczenia. Chodzę od człowieka, do człowieka, w trakcie trwającej na pokojach regimentu hiphopowej imprezy pobitewnej. Proszę o pożyczenie wyciora. Posiada go tylko jeden człowiek, ale ma go już w samochodzie. Samochód jest o jedno piętro po schodach i 40m spaceru od nas, ale jest to problem zupełnie nie do przeskoczenia. Przypominam sobie jak na poprzednim wydarzeniu w tym zamku pożyczałem moje wyciory pięciorgu ludziom – tylko rok minął od czasu, kiedy dyscyplina nakazywała jeszcze czyszczenie broni – bez robienia im o to problemów. I zdaję sobie sprawę, że mało kogo znam już w tym regimencie, a oficerów, którzy czynili go najlepszą grupą w Polsce już nie ma. Czas się pożegnać, ta formacja umiera.

Grupy reko rozmnażają się przez dwa główne sposoby:

  • Ktoś zakłada nową grupę.
  • Pączkowanie, czyli istniejąca grupa dzieli się na X nowych.

Podlegają przy tym swoistemu Prawu Pascala. Kiedy to się wszystko zaczynało, istniało tylko jakieś luźno sprecyzowane średniowiecze i nic innego. Z czasem grup narastało i narastało, aż epoka stawała się „pełna”. Wówczas w wyniku kolejnego rozpadu/pączkowania otwierała się jakaś zapadka i rekoni wpływali w kolejny pusty pojemnik – nową epokę. Nowy temat. Nowy typ grupy.

Średni czas od powstania grupy do jej pierwszego podziału to około pięć lat. Taki jest też średni czas „zużycia” dowódcy. Oczywiście są wyjątki. Ale taka jest średnia.

Po co o tym piszę?

Bo grupy larpowe podlegają tym samym dynamikom międzyludzkim i w niektórych dzieją się podobne rzeczy. Warto czerpać wiedzę od kolegów-nerdów.

Tytuł „jak umiera grupa larpowa” jest oczywiście mocno clickbaitowy, bo staram się tu raczej napisać jak do jej śmierci nie dopuścić. Ale pozostawiona sama sobie w toku procesów, których jej członkowie nie rozumieją, faktycznie może umrzeć.

Więc, na jakie choroby może cierpieć grupa larpowa?

Pierdzieloza.

Pierdzieloza to jedna z cięższych chorób. Na czym polega? Na pierdzielach. W grupie jest kilkoro weteranów, którym już się tak naprawdę nie chce. Kiedyś im się chciało i byli kołami zamachowymi grupy, są więc szanowani i podziwiani. Ale teraz im się już nie chce, przy czym (co gorsza) nie wiedzą, że im się nie chce. Odwalają więc zupełną manianę, w ćwiczeniach albo w ogóle nie uczestniczą, albo robią to w lekceważący sposób, niemal cała ich aktywność sprowadza się do opowiadania, że kiedyś to było, a teraz to, panie, już nie ma. Ich efekt jest zwłaszcza paskudny przy wprowadzaniu w grupę nowych członków, którzy będą się starali naśladować weteranów. I opierdalać się i olewać wszystko tak, jak oni. W tym momencie wartość takiego weterana dla grupy jest bliska zera, a czasem jest negatywna.

Co z tym zrobić?
Czasem jest tak, że weteran został pierdzielem z powodu jakiegoś poczucia krzywdy. Czegoś się spodziewał, nie dostał tego, nie powiedział jasno o co chodzi, ale zaczął być hamulcowym. Porozmawianie z nim nad piwem sam na sam, rozpoznanie o co chodzi i być może zaoferowane mu roli, która mu się podoba, to może być sposób na przywrócenie grupie bardzo wartościowego członka. A jeśli to nie zadziała? Wtedy dowódca musi się zastanowić, czy bardziej mu zależy na koleżeństwie, czy na grupie. Jeśli na tym drugim, to musi się pierdziela pozbyć. Można to zrobić, wymagając od absolutnie wszystkich jednakowo wysokiego poziomu zaangażowania i wypchnąć pierdzieli w ten sposób. To rzadko działa, ale czasem jednak tak. Albo po prostu powiedzieć im, że sytuacja jest nieutrzymywalna i pożegnać się z nimi.

Co się najczęściej dzieje?
Dowódcy nie potrafią się zdobyć na żadne działanie i tolerują narastanie nowotworu, aż dojdzie do atrofii albo rozpadu grupy.

Śmierć Kulturowa

Śmierć Kulturowa przydarza się grupom, które stawszy się wyraźnie zajebistymi i godnymi pożądania, dostały nagle ogromną ilość chętnych kandydatów i wszystkich ich przyjęły. Ich obecna kultura podlega wówczas rozpuszczeniu, a czasem zupełnemu rozpadowi (zwłaszcza, jeśli jest niedawna i nieokrzepnięta). Nowych jest po prostu za dużo a dziadków za mało, aby dokonać skutecznej indoktrynacji, a proces kulturogenezy zaczyna się od nowa. Do tego część nowych to Muszki Jednodniówki, które chcą być z modną grupą na jednej focie a potem iść dalej i przejawiają się najniższym zaangażowaniem, jakie im może w ogóle przejść. Na tle dużego napływu nowych przechodzi im niemal wszystko. W ekstremalnych przypadkach do grupy może przyjść zwarta grupa ludzi z zewnątrz, mających własne powiązania i własną kulturę i zwyczajnie ją przejąć.

Co można z tym zrobić?
Tylko prewencję. Dowódcy nie mogą przyjąć do grupy zbyt wielu ludzi na raz. Na imprezie weterani zawsze powinni być w przewadze liczebnej nad nowymi. Powinna też istnieć jakaś struktura indukcji i indoktrynacji, proces, który działał już w przeszłości i który produkuje wartościowych żołnierzy, odrzucając ludzi, którym się nie chce.

Połać Płótna


W grupie są dwa (albo, nie daj Boże, więcej) silne ośrodki, mające różne pomysły na to, co powinno się dalej dziać (może to być też tak trywialnie ludzka sprawa, jak dwóch silnych ludzi, z których każdy chce dowodzić i obaj mają dużo popleczników). Nikt nie ma, albo nie chce użyć, miażdżącej siły politycznej, która przecięła by spór. Dochodzi do jakichś nie działających prób kompromisu, rzecz się jakiś czas zaklepuje, ale ten stan jest na dłuższą metę nieutrzymywalny. Z czasem polaryzacja się zwiększy, trucizna będzie się rozszerzać, a ludzie, którzy mają po prostu po dziurki w nosie to, że mama i tata ciągle na siebie krzyczą, pójdą sobie do innych grup.

Jak do tego nie dopuścić?
Mając jasno określony, silnie umocowany system władzy i używając go. Przez silnie umocowany mam na myśli jakikolwiek sposób podejmowania decyzji, które są finalne i nie podlegające dyskusji. Osoba, która ma swoje własne pomysły, sprzeczne z pomysłami władzy, powinna dość wcześnie i jasno usłyszeć, że [spełnimy je / nie spełnimy ich] i nie dostać czasu na zbieranie stronnictwa i rozpoczynanie partyzantki. Jeśli proces zbierania się partyzantki się zaczyna, ta osoba musi być wykopana z grupy.

Co można zrobić, jeśli do raka już doszło?
Pamiętać, że podział grupy nie jest wcale najgorszym złem. Znacznie lepiej jest pokojowo się rozejść, niż walczyć na grupach na fb na jadowite docinki, obrzucanie się kupą i przeciąganie między sobą dzieci. Dogadajcie się wcześnie, podzielcie się, nie dopuśćcie w przyszłości do takiej sytuacji. W wariancie pozytywnym mogą z tego wyjść dwie fajne grupy.

Brak Lokomotyw

W innych miejscach mówiłem, że grupy składają się z lokomotyw i wagonów. Jedne i drugie są niezbędne, ale potrzebna jest dobra mieszanka. Nadmiar lokomotyw prowadzi do Połaci Płótna – grupy larpowe nie są aż tak wielkie i ilość ról, które można dać lokomotywom jest ograniczona. Natomiast ich brak prowadzi do atrofii grupy i długiej agonii. Lokomotywy napędzają grupę, wymyślają jej kierunki, kreują jej kulturę, ciągną za sobą wszystkich w doskonaleniu się i byciu zajebistymi na larpach. To tym ludziom chce się grupę organizować, to oni mają dwieście pomysłów na rok i ze trzy z nich nawet realizują, to oni zarażają entuzjazmem wszystkich. Brak lokomotyw w grupie, nawet chwilowy, jest ogromnym problemem. Do tego jest to stan mocno rekurencyjny – grupa bez lokomotyw ma niskie szanse na przyciągnięcie nowych. Bez nich ludzie jakoś przez pewien czas idą siłą inercji, ale potem wszystko się rozłazi, nikt nie może niczego zorganizować, chwilowe słomiane zapały nie przynoszą wiele. Grupa jest de facto trupem, choć ze dwa lata może jej zająć zorientowanie się w tym.

Jak do tego nie dopuścić?
Grupa musi mieć dobry marketing i przyciągać zapalonych ludzi. Najlepiej, jeśli ma jasno określony, wyrazisty klimat i jeszcze lepiej, jeśli czymś się od innych grup odróżnia. Oczywistości marketingowe, ale warto o tym pamiętać. Do tego grupa powinna zadbać o to, aby swoich lokomotyw za wcześnie nie wypalać. Jeśli wszystko wisi na jednym człowieku, ten człowiek w kilka lat wypali się do zera. Ergo: grupa nie może wisieć na jednym człowieku. Musi być w niej kilku oficerów. Nie chodzi tu o dowodzenie w polu, to temat na inną rozmowę, ale o podejmowanie się wysiłku organizacyjnego. Dowódca musi być w stanie podzielić się swoimi obowiązkami z innymi ludźmi (umiejętność delegowania jest WAŻNA, podobnie jak nie uleganie pokusie mikrozarządzania), ale też musi umieć ich sobie wychować. Oni z kolei muszą być za swoją pracę doceniani – sytuacja, w której ktoś uważa, że pracuje jak wół, ale nikt mu nie dziękuje a brawa za jego pracę zbiera ktoś inny, spowoduje szybko odejście takiej lokomotywy z grupy.

Co z tym zrobić?
Ktoś z grupy musi wziąć na siebie, przynajmniej na jakiś czas, rolę lokomotywy, choćby nie miał do tego chęci. Trzeba grupę doprowadzić do stanu, w którym przyciągnie nowych ludzi, chętnych do pracy przy niej i wokół niej. Ale nie ukrywam – to jest trudne. Większość grup z braku lokomotyw wyjdzie już tylko do grobu. Protip: larpiaki to sroki i absolutnie nic ich tak nie przyciąga, jak dobre zdjęcia.

Loża Szyderców

Może, ale nie musi być wariantem Pierdzielozy, jej konsekwencją może być Brak Lokomotyw. Loża Szyderców to sytuacja, w której osoba, zgłaszająca się z jakimś pomysłem ma niemal zupełną pewność, że pomysł będzie torpedowany. W grupie jest x osób, które wprawdzie swoich pomysłów za bardzo nie mają, ale natychmiast szukają dziur w pomysłach innych. Często głośno i jadowicie. Po pewnym czasie powoduje to, że lokomotywy albo zaczynają o swoich pomysłach rozmawiać tylko z dowódcą (co nie jest najlepsze, bo wyklucza całą grupę z procesu decyzyjnego), albo po prostu zamykają się, a po pewnym czasie zaczynają się rozglądać za grupą ze zdrowszym klimatem. Dodatkowo prowadzi to do paskudnej stazy, gdzie grupa jest zdolna do robienia tylko tego, co robiła rok temu i dwa lata temu i trzy lata temu i ludzie zaczynają się zwyczajnie nudzić, a kreatywna aktywność na wewnętrznych grupach zamiera.

Jak do tego nie dopuścić / co z tym zrobić?

Dowódca MUSI takich ludzi ogarnąć. Jest to trochę tańczenie na linie, bo istnieje wariant Szydercy, który ma to do siebie, że po prostu w swojej krytyce ma rację – takich ludzi nazywamy Testerami. Zamknięcie po prostu pyska każdemu, komu coś się nie podoba doprowadzi do przechodzenia pomysłów głupich i niewydarzonych, które będą miały kiepskie konsekwencje. Ale sytuacja, gdzie jest stała, ukonstytuowana Loża Szyderców, które torpeduje pomysły wszystkich (albo nawet tylko określonej podgrupy) jest nieutrzymywalna. Jeśli nie da się ich przekonać do zmiany nastawienia, powinni się pożegnać z grupą.

Urwany Ster

Sytuacja w pewnym sensie odwrotna do Loży Szyderców. W grupie jest ogromna ilość pomysłów i ludzi, ciągnących w swoje strony i wszystkie są realizowane. W reko przybiera to często postać jednej grupy, która „robi” kilka różnych epok, aż nagle okazuje się, że składa się z kilku niezbyt związanych ze sobą grup, które niewiele już mają ze sobą wspólnego i wtedy się rozpada. W larpówku może to mieć postać biegunki ról taktycznych grupy. Grupa robi na raz pikinierów, łuczników, kuszników, tarczowników, zwiadowców i ciężką piechotę i próbuje (albo i nie) szkolić się w tym wszystkim na raz. Oczywiście to jest groteskowe ekstremum, ale już parcie na dwie niezbyt do siebie przystające role, zwłaszcza, gdy grupa spotyka się i ćwiczy rzadko, może ją rozwalić.

Jak do tego nie dopuścić?
Grupa powinna mieć jasno określony charakter i cel. Jesteśmy [X] a nie [Y] albo [Z], więc robimy [X]. Podgrupki fascynatów mogą iść w swoje projekty poboczne, ale życie grupy i jej ćwiczenia powinny być jasno podporządkowane jej roli.

Czy to wszystko?


Nie, jasne, że nie. Grupa może się rozlecieć z tak trywialnego powodu, jak trafienie ze sobą do łóżka ludzi, którzy nie powinni razem być w łóżku, albo odejścia człowieka, którego dom był miejscem życia towarzyskiego grupy. Mogą się zdarzyć różne, dziwne pierdoły, mające spore skutki. Ale ta lista powyżej to rzeczy, które najczęściej widziałem na własne oczy. Może wam to w czymś pomoże.

Komentuj przez Facebooka
Tagi:
Poprzednie wpisy:
Następny Wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.