• Cycki ze stali

    Data: 18 stycznia 2021
    Kategorie: LARP, LARP: Publicystyka, Szpej, Szpej: Poradniki
    Odsłony: 1002
     Like

    Abstrakt: „cyckowa zbroja” często jest bezsensowna. Ale wcale nie musi być, a gadanie o jej śmiertelnym niebezpieczeństwie jest już zupełnie absurdalne.

    Od długiego czasu holiłód i twórcy MMO karmią nas stalowymi bikini. Kilka lat temu w sieci zaczął się rodzaj buntu przeciw nim, powstało dużo memów i obecnie tego rodzaju „zbroje” są (zupełnie słusznie) skompromitowane. Jeśli w larpówku nie jesteś Amerykaninem, to pewnie się z nich śmiejesz. Oczywiście nie zmieniło to w zupełnie niczym ich popularności w grach i filmach, bo większość oglądaczy/graczy ma te wątki i memy gdzieś i po prostu chce patrzeć na cycki i płaskie brzuchy panienek, tańczących z wallhangerami. To tak pobocznie, jeśli macie nadmierną wiarę w moc internetów.

    Przy okazji tej fali buntu oberwało się wielokrotnie tzw. „boob plate”, albo „boob armour”, czyli zbroi (powiedzmy) anatomicznej, wyginającej się na biuście. Główne przedstawione argumenty dotyczyły zarówno estetyki, sensowności, jak i bezpieczeństwa:

    1. Cyckozbroja jest seksistowska.
    2. To debilnie wygląda, zbroja ma bronić przed bronią przeciwnika, a nie uwodzić go (częściej wyrażany jako „HAHAHAHA CYCKI STULEJA”)
    3. Tego rodzaju ukształtowanie kirysu ściągnie sztychy na mostek, nie pozwalając im się ześlizgnąć na bok.
    4. Zrobienie dwóch pustych przestrzeni pomiędzy którymi jest punkt nacisku (na mostku) spowoduje, że jeśli ktoś się w tej zbroi potknie TO ZŁAMIE SOBIE MOSTEK I ÓMŻE KÓRWA!!11111 ZAKAZ PUSTEGO

    1. Seksiz

    Cyckozbroja jest seksizę. Co to właściwie znaczy? SJP definiuje to jako „dyskryminacja jednej z płci”. W jaki sposób któraś z płci jest dyskryminowana przez założenie takiej zbroi (zakładam brak przymusu jej zakładania, bo nie znam żadnego kraju, w którym taki przymus by istniał). Oczywiście mężczyźni, którzy zakładając cyckozbroję naraziliby się na śmieszność, dyskryminację i ostracyzm. Ah wait…

    ITALICA: Tomb of the Warrior, Lanuvium
    Obadaj te suty na tej suce!

    A photograph of a spectacular looking cuirass from the 4th century BC,  which is on display at New York's, Metropolitan Museum? | Ancient armor,  Armor, Greek history
    Ktoś jest bardzo podekscytowany nadchodzącą bitwą!
    Obraz może zawierać: 1 osoba
    Nie gap się na nie, dotknij ich!
    Jak one błyszczą w słońcu!
    stoooooop!

    Słuchajcie, głupia sprawa. Wygląda na to, że faceci kilka tysięcy lat biegają w cyckozbrojach i faktycznie ten cały seksiz występuje. Odmawianie kobietom prawa do biegania w pancerzach anatomicznych, w których biegają faceci (będzie jeszcze o tym) to seksiz jak cholera.

    2. Święta funkcjonalność

    Argument o tyle zabawny, że wymaga albo całkowitej nieznajomości historii do takiego stopnia, że trzeba po prostu nigdy nie widzieć egzemplarzy muzealnych, albo tak wściekłego zacietrzewienia, że podsuwanych obrazków już się nie parsuje. Z tym drugim spotykałem się nieraz. Ale o co chodzi z funkcjonalnością? O to, że zbroja była użytkowa (co jest prawdą) i że nie mogła mieć żadnych ozdób, które naruszałyby jej funkcję. Co jest brednią.

    Czemu to jest brednią? Otóż niemal każda ozdoba narusza funkcję zbroi. Jeśli to są upiększenia w typie kanelowań, to owszem, nie narusza, nawet funkcjonalność zwiększają (większa wytrzymałość strukturalna), ale jeśli są to płaskorzeźby, lwie łby, cristy i podobne, to zwiększają one masę, zmniejszają możliwość poślizgu broni przeciwnika, a więc – według wyznawców Świętej Funkcjonalności – nie miały prawa istnieć. Tyle, że istniały. Istniały jak cholera. Popatrzcie.

    The Aureus Press on Twitter: "Heroic #Armor Of The #Italian #Renaissance? "

    omg te skrzydełka zatrzymają miecz i ZABIJOM WŁAŚCICIELA
    Heroic Armor of the Italian Renaissance by Filippo Negroli
    JAK MA SIĘ PO TYM MIECZ POŚLIZNĄĆ!
    Żadnych ozdób, zbroja tylko funkcjonalna!
    Original Japanese Samurai armour from the Showa period - Catawiki | Samurai  armor, Samurai helmet, Samurai tattoo
    PATRZCIE NA TĘ MINIMALISTYCZNĄ FUNKCJONALNOŚĆ

    Gdyby funkcjonalność była rzeczywiście jedynym istotnym parametrem zbroi, w każdej epoce do każdego typu misji (misji w tym sensie, że inna jest zbroja do szarży na kopie, a inna do strzelania z kuszy spoza pawęży) istniałby tylko jeden, optymalny technologicznie w tej epoce tym zbroi i żaden inny. Co jest oczywistą bzdurą. Czy to znaczy, że ludzie wsadzali w swoje zbroje rzeczy głupie, albo samobójcze? A i owszem, choć rzadko. Ale przede wszystkim jest coś takiego, jak utrata funkcji zbroi, którą człowiek może zaakceptować w zamian za estetykę i/lub wygodę. Tak, jak ludzie nie mają problemu z fotelami samochodowymi, skierowanymi w przód (co z punktu widzenia bezpieczeństwa jest skrajnym idiotyzmem), tak nie mieli problemu ze zdobieniami, które zwiększały masę całej zbroi o 1-2kg, albo zmniejszały jej ochronę o kilka promili.

    3. Ściąganie i wiązanie sztychów na mostku, CO POWODUJE ŚMIERDŹ

    Jest szansa, że masz w domu kawałek solidnej stali. Jeśli nie masz stali, to pewnie masz amelinium. Twój nóż do smarowania chleba może się nadać. Połóż go sobie płasko. Weź solidny, gruby i spiczasty nóż kuchenny. Przyłóż sztychem do tego do smarowania chlebem. Weź jak najcięższy młotek i mocno uderz. Sprawdź na ile metrów udało Ci się spenetrować ten nóż kuchenny. Podpowiem i oszczędzę Ci tego eksperymentu – będzie to 0mm. Uderzyłeś właśnie z siłą, zbliżoną do mocnego, osadzonego pchnięcia włócznią albo mieczem. Zdradzę ważny sekret płatnerzy – stal jest twarda.

    Stal jest tak twarda, że przerąbywanie się przez nią albo przebijanie jej wymaga bardzo specjalistycznych broni, generalnie obsługiwanych dwiema rękami z dodatkiem olbrzymiej dźwigni, albo pełnej siły blisko półtonowego zwierzęcia. Nawet to nie daje gwarancji przebicia jej. Idea, że wgłębienie zbroi zatrzyma miecz albo włóćznię i spowoduje JEJ PRZEBICIE jest poza jakimikolwiek granicami absurdu. Oczywiście zbroje budowano z myślą o defleksji, ale przede wszystkim defleksji kopii/lancy i głównie chodziło o zbroje kopijnicze. Chcecie zobaczyć, jak wyglądała zbroja armii, która walczyła niemal wyłącznie przeciw włóczniom? O tak:

    Obraz może zawierać: 6 osób

    Rzymski legionista spodziewał się ciosów włócznią z góry, znad swojej tarczy. Te wielkie naramienniki oczywiście powodowały defleksję w dół, ale spójrzcie na ozdobne zawiasy na ramionach. One spokojnie mogły spadającą włócznie zatrzymać. I co? I nic. Miała wtedy do przebicia między 1 i 2mm stali (w zależności od nałożenia albo nienałożenia segmentów), co było dla niej niemożliwe. A co się stało, kiedy Rzym spotkał naprawdę potężne bronie, zdolne do łamania stalowych płyt? To:

    Helmet Cross Reinforcement bar

    Widzicie te żebrowania na hełmie? Oczywiście mogłą złapać idący z przodu cios włóczni i zatrzymać go w miejscu (OMG ZAMOBUJZTWO). Ale przede wszystkim dodają centymetr albo więcej stali, przez który musi przejść falx albo podobna potworność, zanim w ogóle natknie się na hełm. Co jest ważniejsze od jakiegokolwiek poślizgu.

    To jedno. A drugie – skąd idiotyczny pomysł, że cycki nie powodują defleksji? Trafienie w bok natychmiast spowoduje poślizgnięcie się broni w kierunku pachy. Defleksja! A w centrum? Tylko trafienia idące w jednej konkretnej płaszczyźnie dadzą zejście na mostek (co oczywiście nic nie da), wszystkie inne w kierynku brzucha albo gardła, gdzie może być łapacz sztychów (taki „płotek”, uniemożliwiający poślizg na samo gardło). Wiara, że cycki nie są opływowe jest czymś dość niezwykłym u przedstawiciela gatunku homo sapiens.

    Is 3 Soviet Cold War Tank | Tanks military, War tank, Soviet tank
    Pamiętajcie, opływowe, łagodne krzywe nie powodują defleksji a taki czołg zaprojektowaliby tylko ZAMOBUJCY

    Złamany mostek czyli Naruto faceplant

    O co z tym chodzi? Otóż jeśli kobieta upadnie w cycktozbroi, to złamie sobie mostek i ÓMŻE.

    Wyobraźcie sobie, proszę, scenę, w której człowiek naprawdę tak upada. Jak to musiałoby wyglądać? Musiałby cofnąć głowę. Musiałby wyciągnąć obie ręce jak najdalej za siebie i siłą powstrzymać instynktowne osłonięcie się nimi przed upadkiem. Musiałby podać klatkę piersiową do przodu, żeby uderzyć tylko nią, nie całym ciałem. Do tego upadek, w którym czubki cycków dotykają ziemi jako pierwsze i pod kątem 90 stopni wymagałby skoku nie z ziemi, ale z wysokiego stołka. Generalnie to jakiś przedziwny „naruto chestplant”, wymagający skrajnie nienaturalnej mechaniki ciała.

    Is The 'Naruto Run' Really Quicker Than Sprinting? We Finally Have The  Answer!
    3.. 2.. 1..

    Ale wiecie co? Zdarzyło mi się kiedyś wywinąć orła na lodzie i walnąć w ziemię płasko plecami. Żebra robią wtedy taki fajny trick, mianowicie transmitują całą energię upadku prosto w mostek. Bolało dwa miesiące, ale żyję – a dostałem efektywnie w ten mostek fangę dziewięćdziesięciokilogramową masą. Zdarzyło wam się może upaść do przodu? Uwaga! Jeśli jesteś mężczyzną, to nie masz ochrony z cycków. Jeśli jesteś kobietą to… też jej dużo nie masz, chyba, że napchałaś tam sobie silikonu. Tylko naprawdę wielkie cycki mają tyle tłuszczu, żeby poważnie ochronić mostek. Większość – ledwo ledwo. Więc czy po zaliczeniu takiego upadku nadal żyjesz? Założę, że tak.

    To po pierwsze. Po drugie cały ten argument zakłada, że jakiś płatnerz-idiota-sadysta zbuduje cyckozbroję tak, że dokładnie między cyckami umieści jakąś dziwną, ostrą, przylegającą do mostka poprzeczkę. Taki łamacz mostka. „Hehehe to da ci zachętę do czymania się prosto, pani, hehehehe”.

    Po jaką cholerę miałby to robić? Można te cyki zrobić jednym łukiem, jeśli nie są wielkie. Można je przymocować z zewnątrz do łuku zbroi. Można zagłębienie między nimi na tyle odsunąć od mostka, żeby nigdy go nie dotknęło. Ale wtedy wpadamy w nową rzecz, mianowicie OMG KTO KIEDYKOLWIEK ZROBIŁBY W ZBROJI PUSTOM PRZESZCZEŃ! Otóż…

    ???? 15 Armour (composite) of a Vogt of Matsch. North Italian, c. 1390.  Churburg. ????????? ??????? ??????
    Jak upadnie, to złamie sobie miednicę.
    How to make female breast armor viable? - Worldbuilding Stack Exchange
    Hahaha jaki pustak
    Kastenbrust armour | Medieval armor, Historical armor, Knight armor
    NIENIENIENIE ZAKAZ PUSTYCH PRZESTRZENI I ZAKAZ ZDOBIEŃ!!!1111
    View topic - Kastenbrust great bascinet(image heavy) | Medieval armor,  Medieval art, Types of armor
    omg omg omg
    kastenbrust no2 - a photo on Flickriver
    y u do dis human

    Możemy uznać ten konkretny nonsens za martwy? Założę, że tak.

    Pozostaje jedna ważna rzecz –

    PO CO ktoś miałby robić taką zbroję?

    A po co faceci pchali do rajtuz drewniane kształtki, żeby ich łydki wyglądały na olbrzymie? Po co kobiety wkładają sobie w staniki gumowe, sterczące sutki?

    Moda.

    Człowiek odzworowywał anatomię na zbrojach od zawsze. Przykłady z antyku już podałem. Popatrzcie na inne, z różnych epok:

    A warrior helmet designed for a very fine moustache
    Medieval Moustache Helmet by sirwadewilson - Meme Center
    Armet - The Horned Helmet (1512) - Royal Armouries collections

    I oczywiście, skoro jesteśmy przy minimalizmie funkcji, nie tworzeniu pustych przestrzeni i UŻYTKOWOŚCI PRZEDE WSZYSTKIM:

    Male demon souls characters have cock armour? Oh come on seriously. :  Gamingcirclejerk
    What military technology turns you on ? - The Something Awful Forums

    Ludzie oddają anatomię na pancerzu wtedy, kiedy przychodzi akurat moda na taką estetykę. Przestają to robić, kiedy ta moda przejdzie. Do tego bogaci ludzie lubią wywalać pieniądze na bycie ekstrawaganckimi, a mogą być ekstrawaganckimi, bo są bogaci i kto im podskoczy, co im zrobisz, biedaq?

    Czy cyckozbroja ma sens? Ma, oczywiście, podobnie, jak kutasozbroja. Jej kształt nie służy żadnej szczególnej funkcji (chyba, że dziewczyna ma naprawdę ogromne piersi), jest raczej ozdobą. Warto więc pamiętać o pewnej spójności. Jeśli ktoś zamówił zbroję ozdobną, to powinna być… ozdobna. Cyckozbroja, składająca się z krzywej płyty z dwoma wybitymi w niej cegłówką pagórkami nie wygląda ozdobnie i nie jest wewnętrznie spójna. Taka zbroja powinna być ładna, dobrze technicznie wykonana i wykończona (odpowiednie krawędzie), również w miarę spójna z epoką. Przykłady ładnych, albo przynajmniej nie nonsensownych zbroi tego typu:

    render, ale projekt ładny
    Kat on Twitter: "Imagine being upset over boob armour, lady armour is the  sh*t. I hated playing male characters in their boring flat ass armour. Give  me curves, I want to celebrate

    Lady armor - Album on Imgur

    Pin de Shaun Gore en Warrior Female | Dise?o de personajes, Personajes de  fantasía, Dise?o de personajes de fantasía
    Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, buty i na zewnątrz
    Ta zbroja nie jest super, ale jest przyzwoita. Dostępna z Armstreet, czyli de facto z Polski niedostępna

    Czy powinnaś zamówić sobie taką zbroję?

    Nie.

    To znaczy… słuchaj… zależy jak twardę masz dupę i czy masz sensowną kasę do wydania. To pierwsze będzie ważne, bo dużo ludzi nie pozwoli nigdy faktom przeszkodzić w możliwości nauczania Cię z ambony, że ta zbroja to ZAMOBUJZDWO i JEST GUPIA i HAHAHA ZYZKI. Jeśli zamówisz taką zbroję, spodziewaj się tego. To się wydarzy i w najbliższym czasie się nie skończy. Może nie będzie tak źle, jak w przypadku tej dziewczyny, ale takie śmieszki się pojawią, memy być może też. Istnieje też niezerowe ryzyko stulejarstwa.

    Sensowna kasa do wydania jest potrzebna, żeby ta zbroja wyglądała jak zbroja. Potrzebujesz dobrego płatnerza, umiącego w metaloplastykę, inaczej to będzie groteskowe albo głupie. Co w niektórych settingach fantasy jest ok, ale w większości nie.

    Co w zamian? Sława. Zrób sobie dobrą cyckozbroję, a Twoje zdjęcia na pintereście i na grupach larpowych będą krążyły długo. Jeśli modlisz się u ołtarza Boga Szpeju, to to może być sposób przeskoczenia wszystkich innych, niech suki (bez względu na płeć) zdychają z zazdrości. Osobiście szanuję tę motywację, ale pamiętaj o tej twardej dupie. Ćwicz ją.

    I na koniec

    Zostawiam was ze współcześnie używaną cyckozbroją. Zastosowanie: szermierka sportowa. Zgadnijcie, ile mostków złamała?

    CHRUP
    Czytaj Całość
  • Genitalia a sprawa nerdowska

    Data: 22 marca 2017
    Kategorie: LARP, LARP: Publicystyka
    Odsłony: 4909
     Like

    Trigger warning: zakładam w tym tekście istnienie tylko dwóch płci, bo tylko tyle istnieje. Jeśli to zdanie spowoduje odpadnięcie części czytelników, jakoś z tym pohandluję. Zastrzeżenie: nie byłem nigdy w Stanach Zjednoczonych, ale znam kogoś, kto był, #pdk

    Zastrzeżenie: ten tekst nie jest odpowiedzią na cokolwiek, ani polemiką z czymkolwiek, chodzi mi po głowie od dłuższego czasu. Byłem bardzo zaniepokojony stanem „dyskursu” (dęte słowo, wybaczcie) larpowego po PyrkonWannaGate (kto wie, ten miał wtedy za dużo czasu). Teraz już nie jestem. To rodzaj kreski pod tamtym tekstem.

     

    Nerd i Jock.

    Na skutek najróżniejszych czynników historycznych i kulturowych, USA wykształciły sobie szczególny rodzaj kultury: kult siły (siły fizycznej i siły charakteru), przy jednoczesnej pogardzie, lub przynajmniej lekceważeniu dla inteligencji i wykształcenia. Czy komiksy o superbohaterach są tu źródłem, czy objawem, nie jest to istotne. Ale przez długie dekady amerykański, szkolny podział na „nerds” i „jocks” determinował kulturę kraju. Nerds – słabi, często grubi chłopcy, w brzydkich okularach, zapisujący się na kółka szachowe i fizyczne, nieporadni społecznie, bez szans na seks. Jocks – umięśnieni, przystojni, pewni siebie, uprawiający sporty i walczący ze sobą o pozycję w szkolnej drużynie jajopiłki, zawsze z najpiękniejszymi dziewczynami w szkole, zwisającymi z ich ramion. Do tego często nękający nerdów, dokonujący na nich drobnych wymuszeń, wyśmiewający ich. To oczywiście czarno-biały stereotyp, ale ludzie generalnie myślą stereotypami. To pozwala nam nie zostać rozjechanymi przez samochód, kiedy zastanawiamy się, czy czerwony kolor światła nie jest po prostu chwilowym wyborem estetycznym owego światła, nie związanym z patriarchalnym dyskursem przemocy i wykluczenia drogowego.

    Dwaj modni osiłkowie

    Dawaj kanapki, lamusie

     

    Ta amerykańska kultura jest niezwykle jasno widoczna w filmie i poprzez niego ma spory wpływ na świat. Poprzez swoje „ikonografie” doskonale zdiagnozował to Stephenson w „Anathem”, ale nie będę przecież odsyłał do tej książki, bo wrócicie tu za tydzień, albo w ogóle. A więc: bohater amerykańskiego filmu rozwiązuje wszystkie problemy za pomocą swojego kwadratowego podbródka i ciosu pięścią. Jego przeciwnikiem może być ktoś o odrobinę mniej kwadratowym podbródku i trochę słabszym ciosie pięścią, ale bardzo często jest to ktoś, kto Mistrzem Zła stał się przez myślenie, a owego zła dokonuje poprzez omotanych jego diabolicznym mózgiem Pomagierów. Superman ma kąt całkowicie prosty w podbródku i potrafi dać po pysku planecie, jego przeciwnikiem natomiast jest wątły człowiek, który dużo i dobrze myśli. James Bond świetnie daje po pysku, przez wszystkie swoje problemy przechodzi dzięki wyjątkowo kwadratowemu podbródkowi i wiecznie sztywnemu penisowi, zaś jego wrogami najczęściej są wybitnie inteligentni ludzie, do tego niezwykle często w jakiś sposób niepełnosprawni – jak szkolny, nieporadny nerd, którego arcyjock musi ustawić na jego właściwym miejscu i odebrać mu kanapki (#pdk2). Czy to znaczy, że kwadrat zawsze jest dobry, a mózg zawsze jest zły? Nie. Mózgowi wolno być dobrym, ale wówczas musi być słabszym partnerem kwadrata, jego nieporadnym i zabawnym pomocnikiem, który nic nigdy nie zrobi bez pomocy kwadratowego podbródka swojego lepszego kolegi. Spock jest geniuszem… wszystkiego, ale to Kirk znajduje wyjście z każdej sytuacji, ignorując całkowicie mądre rady Spocka i bijąc ludzi i obcych po pyskach. Jego podbródkowi również nie można niczego zarzucić, a jego zawsze sztywny penis zwiedził całą galaktykę i wszystkie jej rasy. Aby jeszcze podkreślić nierówność owego partnerstwa między nerdem i jockiem, Vulcanów uczyniono de facto upośledzonymi emocjonalnie (a więc – społczenie) autykami, podkreślając dodatkowo szkolną dychotomię tym, że owa rasa rozmnaża się co 7 lat, więc seks… no sami rozumicie. W Independence Day partnerem Willa Smitha (który świetnie bije Obcych po pyskach) jest półautystyczny naukowiec-geniusz, pocieszna ciamajda, która sama nikomu by po pysku dać nie potrafiła, ale która w końcu dostaje nagrodę w postaci striptizerki (na którą rzuca się natychmiast, bo to pierwsza kobieta w jego życiu, z którą rozmawia bez podawania numeru karty kredytowej), więc przynajmniej seks będzie. Tak można długo wymieniać, ale sami znacie takie filmy i ten schemat. Kwadratowy podbródek z zawsze gotową pięścią i penisem, a u jego boku główkująca ciamajda, której plany i tak zostają odrzucone na bok, ponieważ pięść rozwiązuje problemy lepiej. Arcyłotr z arcyinteligentnymi i zaawansowanymi planami (przejęcie całej Republiki i przekucie jej w potężne Imperium, budowa kolejnych stacji bojowych wielkości księżyca), które rozbite zostają odpowiednio ulokowanym ciosem w pysk. Ameryka.

    Do czego zmierzam? Do kultury nerdów, jaką owa celebracja bezmyślności i brutalności oraz wrogość wobec intelektu stworzyła. Zostali oni stłamszeni, zepchnięci do piwnic swoich rodziców, gdzie zabijali potwory, grając umięśnionych jocków w D&D. Prześladowani i wyśmiewani, brzydcy i nielubiani, stali się niemal rasą, rodzajem Czarnych na amerykańskim Południu. Nawet w ich – zdawałoby się – królestwach, czyli na uczelniach, musieli ustąpić miejsca jockom, gdyż USA stworzyły niezwykły system, w którym bezmózgi mięśniak może przejść uniwersytet za pomocą rzucania jajopiłką. Nawet tu nerdowie byli podrzędni! Z tego rodzaju getta, prześladowania, bycia pogardzanym ludem, nerdowie stworzyli swoją kulturę, w dużej mierze opartą na dumie ze swojej inności i wyalienowania. Bractwo (kobiet tam było bardzo mało) prześladowanych, wspólnota odrzuconych. Mechanizm ratunku psychologicznego i wzajemnego wsparcia, który pozwalał owym Morlokom im przetrwać we wrogiej rzeczywistości, pełnej jeżdżących na jednorożcach Eloi. Aż tu WTEM

     

    Moda na nerda

    Aż tu WTEM bycie nerdem staje się modne. Osobiście uważam to za zasługę Stevena Jobsa, naprawdę odrażającego człowieka, który jednak był wybitnym wizjonerem i jako pierwszy Amerykanin stał się nerdem-celebrytą. Jako pierwszy mózg zajął on miejsce, zawsze zarezerwowane dla kwadratów, miejsce gwiazdy rocka, z własnymi gruppies, chętnymi do rzucania w niego bielizną, z kultem jego osoby, z omalże religią jego produktów i wizji. Oczywiście do tego przełomu by nie doszło, gdyby nie od dawna nadchodząca fala zmiany, spowodowana w dużej mierze niezwykle szybko rosnącymi zarobkami ludzi, siedzących za biurkiem i pikującymi zarobkami ludzi przy lini produkcyjnej. Ale kiedy przewrót nastąpił, nastąpił gwałtownie. Mamy nagle światowych nerdów-celebrytów. Elon Musk? Każdy o nim słyszał, a jego idee i pomysły są szerzej dyskutowane, niż idee prezydenta USA (które to idee i tak najczęściej sprowadzają się do tego, jakim dronem tym razem zrównać z ziemią jakieś przedszkole i odparować przebywające w nim dzieci).

    Steve Jobs

    I kto teraz odbiera kanapki?

     

    Z punktu widzenia dotychczasowego nerda piwnicznego ten przewrót jest szokujący. Niemal z dnia na dzień kino jest pełne ekranizacji jego ukochanych komiksów, ale sformatowanych pod szeroki rynek, z zupełną pogardą dla nerdowych obsesji. Piękne dziewczyny, takie, jakie do niedawna mass media pokazywały wyłącznie zwisające z ramion kwadratów, pozują w koszulkach R2D2, albo Gwiezdnej Floty. Inne zakładają rogowe okulary, wykrzykując „jestem takim nerdem!”. Ich kultura nagle stała się modna, nagle stała się mainstreamem, tyle, że to nie jest ich kultura, ale jej simulacrum, powierzchowna kopia. Te nowe nerdy, ci nowi nerdowie są jak turysta, który kupił w sklepie przed meczem jajopiłki niby-indiański pióropusz i nagle „jestę indianinę, lol”. Nerdowie reagują często w paskudny, nieładny sposób, zdarzają się przypadki werbalnej agresji wobec ładnych, cycatych dziewczyn na konwentach komiksu. Nie zamierzam tego bronić, ale warto spróbować ich zrozumieć. Wyobraźcie sobie, jak w 1945 weteran La Resistance wychodzi z pagórów Akwitanii, aby zobaczyć na ulicach absolutnie wszystkich Francuzów, poprzebieranych w symbole ruchu oporu, a na gniewne pytanie „gdzie wy wszyscy byliście w czasie wojny?!” dostaje odpowiedź w postaci pustego spojrzenia i kontrpytania „jakiej wojny?”. Rzecz w tym, że nerdowie przeszli z kultury, pogardzanej przez jocków do kultury, pogardzanej przez nowych nerdów bez ani jednego momentu, w którym ktoś wyraziłby dla nich jakieś uznanie, w jakiś sposób zadośćuczynił im za dekady wykluczenia. Wygrali poniekąd bez własnego udziału i to nie oni otrzymali owoce zwycięstwa – przypadły one ich dotychczasowym wrogom, którzy obecnie tytułują się nerdami. Gniew bywa nieatrakcyjny, ale jest zrozumiały.

     

    Zrób to!

     

    Co to ma wspólnego z Polską i larpami w Polsce? Nic. I o to chodzi.

     

    Nie masz Irakijczyka nad Polaka.

    Był taki krótki etap w amerykańskiej wojnie z Irakiem, kiedy Irakijczycy poczuli się autentycznie wyzwoleni. Masowe wybuchy radości, obalanie pomników Saddama. Bardzo biedni ludzie dzielili się z amerykańskimi żołnierzami skromnym posiłkiem i kawą, tym, co mieli. W komciach internetowych widziałem wtedy wybuchy furii Polaków, na ten czas przemalowanych na Irakijczyków. Nie było takich wyzwisk, których by na tych prawdziwych Irakijczyków z powodu tego zachowania nie miotali, a „zdrajcy narodu irakijskiego!111” (kto to wie najlepiej, jak nie Polak?) były najlżejszymi. Polscy Irakijczycy byli bardziej irakijscy, od irackich Irakijczyków. Widziałem to zjawisko nieraz. Mam dużo znajomych, regularnie pijących za IRA, wybitnie odrażającą organizację morderców i handlarzy narkotyków. Piją za IRA, bo są bardziej irlandzcy od Irlandczyków. Rozmawiałem raz o tym z Irlandczykiem – kiwał tylko głową z osłupieniem. Nie potrafił tego zrozumieć. Dla niego to było, jakby – dajmy na to – Hiszpanie pili toasty za mokotowski gang obcinaczy palców i jego patriotyczną walkę przeciw uciskowi Prawdziwej Polski przez Państwo Policyjne. Polska ma za sobą stulecia wynaradawiania i owo wynaradawianie poskutkowało w tym, że stworzyło bardzo silny nurt bezumysłowy, nurt wstydu za polskość. Bycie Polakiem jest w tym nurcie obciachem, czymś, co wymaga wstydu, pokuty i ekspiacji. Takim sposobem ekspiacji jest bycie kimś innym. Irakijczykiem, Irlandczykiem („kochaaam cię jak Irlaaandię”), Europejczykiem, Amerykaninem. Część ludzi z polskiego larpówka stara się być Amerykanami z campusu uniwersyteckiego jakiejś uczelni nauk społecznych, genderu, czy podobnego tarota. Kiedy już się takim Amerykaninem zostało, trzeba zachowywać się, jak on. Czyli walczyć o pewne rzeczy i walczyć z pewnymi rzeczami. W tym o rzeczy/z rzeczami, które mogą być istotne i ważkie w USA, ale w Polsce albo w ogóle nie mają racji bytu, albo przebiegają całkowicie inaczej i z zupełnie innych przyczyn, niż w USA. Oczywiście jeśli problem nie istnieje, trzeba go najpierw stworzyć.

    Po długiej obwodnicy docieram do sedna – do kobiet w rpg i larpach. W USA rpg to była całkowicie nerdowa kultura, skrajnie zmaskulinizowana i zupełnie zamknięta na kobiety. Stąd wejście w owe hobby kobiet wywołało reakcje gwałtowne i często wrogie (choć, jak już pisałem, w pewnej mierze zrozumiałe). Tyle, że w Polsce nic takiego nie miało miejsca, bo niby czemu miejsce by mieć miało? Kultura uwielbienia dla kwadrata i pogardy dla mózga nigdy w Polsce nie istniała. Przeciwnie – w Polsce obiektem niemal bałwochwalczego kultu był dyplom uniwersytecki (to się zmienia dopiero ostatnio, odkąd uczelnie, zwłaszcza humanistyczne, stały się fabrykami magistrów-debili). Przez to, jak Komuna próbowała narzucić kult robochłopa, kult ten stał się jeszcze bardziej nienawistny. Gnojki, które w szkole zabierały dzieciom w okularach kanapki absolutnie nigdy nie były obiektem podziwu i westchnień, ale pogardy i nienawiści, a ludzie oczekiwali od nich nie wylądowania w świetle jupiterów, ale w celi, za kradzieże samochodowe – i najczęściej mieli rację. To nerdowe podziemie po prostu w Polsce nie istniało – często pomimo najszczerszych chęci i wysiłków środowisk erpegowych i fantastycznych, które marzyły wprost o byciu w jakiś sposób prześladowanymi. Rpg i larpy były początkowo zmaskulinizowane, ale napływ kobiet był regularny i nieustanny. Z czasem kobiet było coraz więcej, aż niektóre larpy (zwłaszcza przechadzanki, wymagające raczej umiejętności społecznych, niż tłuczenia się gumowymi pałami po głowach) osiągnęły współczynniki feminizacji rzędu 60% i więcej. Działo się to stopniowo, organicznie i twórcy larpów i MG przystosowywali się do tego również stopniowo, organicznie. Oczywiście istniały i istnieją tarcia, bo każda zmiana, każdego typu musi je wywołać. Ale absolutnie nie było niczego w rodzaju amerykańskiego trzęsienia ziemi. Scenariusze zmutowały, oferując role, atrakcyjne dla kobiet. Oczywiście trafiają się im role paprotek. Tak, jak samcom. Jestem w stanie szczerze zapewnić o mojej samczości i tym, że grałem paprotki. Po prostu czasem role są kiepskie i tyle. Czasem dostaje się coś, niedostosowanego do siebie, albo zwyczajnie trafia na kiepski larp.

    Wojowniczki na larpie Battlequest

    Nawet w boju, nawet w akcji

     

     

    Czy Twoje genitalia są moim problemem?

    Twierdzę, że jakiś Problem Kobiet w Larpach nie istnieje (w każdym razie nie poza ukladami lokalnymi, nie na skalę kraju), podobnie, jak nie istnieje Problem Mężczyzn w Larpach (w tym tych, w których 60% graczy to dziewczyny). Twórcy się dostosowali i dostosowują, gracze się dostosowali i dostosowują Scenariusze miewają problemy, ale przebiegają one raczej przez podgrupy larpowców (symulacjoniści, dramatyści i tak dalej), ich grupy towarzyskie, koterie i plemiona, nie zaś w podziale na lepsze, czy gorsze, na premiowane, czy też potępiane genitalia. Istniały próby podziału środowiska właśnie po liniach fizjologii, po to powstała między innymi znana facebookowa grupa „Erpegi są dla dziewczyn”, ale jej twórczyniom udało się zaledwie wywołać ze dwie kiepskie kupoburze i podkablować erpegowców do Gazety Wyborczej (otóż, rozumicie, kobiety są gwałcone na sesjach rpg i nikt nie idzie za to do więzienia). Wyszło z tego duże nic, najbardziej jadowite wojowniczki zostały poddane ostracyzmowi na własnej grupie. Jak dotąd sztucznych podziałów wytworzyć się nie udało.

    Czy istnieją podziały naturalne? Oczywiście, podobnie, jak istnieją dla grupy graczy nastoletnich i grupy graczy trzydziesto i więcej letnich. Jeśli wziąć całą populację graczek i całą populację graczy, wyznaczyć im najczęstsze larpowe, czy erpegowe upodobania, to jestem przekonany, że garb krzywej Gaussa będzie dla jednych i drugich w różnych miejscach. Trzeba jednak bardzo szczególnego umysłu, aby z naturalnych różnic między kobietami i mężczyznami robić jakiegoś rodzaju problem, z którym należy walczyć, walcując wszystkich do jednej, generycznej płci. Z tej, czy innej przyczyny uniknęliśmy anglosaskich szaleństw i wojen płci i może było nudniej, ale znacznie lepiej. Tej konkretnej wojny importować nie trzeba.

    Czytaj Całość